U źródeł wody życia

 

Moja stała rubryka
na str.4 w nowojorskim
tygodniku Kurier Plus

2.Cierpienie mniej boli we dwoje PDF Drukuj Email
Amerykańska Częstochowa w Doylestown Po porannym wezwaniu do chorego wróciłem do domu, podjąłem co­dzienne obowiązki duszpasterskie, ale w pamięci miałem ciągle obraz, który nazwałem: miłość najprawdziwsza. Na fotelu siedzi, obezwładniony przez po­stępujący zanik nerwów, mężczyzna w średnim wieku, nad nim pochylona kobieta. W jej oczach widać troskę, ból i przemęczenie. Urzekło mnie to po­chylenie, z którego emanowała najpięk­niejsza i najczulsza miłość. Kobieta dotyka bezwładnej ręki mężczyzny i z czułością pyta: - I co, już jest lepiej? Uśmiech chorego jest odpowiedzią, bo nie może być inaczej, gdy czujemy do­tyk miłości. Wtedy wszystko staje się piękniejsze, a cierpienie mniej boli.

Przed wielu laty w weselnym orszaku jechali do starego wiejskiego kościoła. Wszystko w tym dniu dziwnie wypięk­niało. Niebo było jakby jaśniejsze i kwiaty mocniej pachniały. Pola wyglą­dały jak barwny kobierzec specjalnie utkany dla młodej pary. Przecinała je wąska droga, którą młodzi zdążali do miejsca, gdzie niebo znaczone jest krzyżem osadzonym na strzelistym dachu. To z tego miejsca spływa łaska Boża na wszelkie ludzkie dobre poczy­nania. Wokół nich byli weseli roze­śmiani ludzie, lecz oni byli najważniej­si, a ważność ich stąd, że odnaleźli mi­łość, z którą jechali do kościoła, by po­dziękować Bogu za ten wielki dar i pro­sić, by Jego błogosławieństwo spoczę­ło na ich miłości.

 

Migotały światła na ołtarzu, kryszta­łowe żyrandole rozszczepiały światło i kolorami tęczy wypełniały wnętrze świątyni. Biała hostia i kielich wznie­siony ku górze wraz ze śpiewem i mu­zyką organów kładły się ofiarą przed Tronem Najwyższego. Oni stali tak bli­sko siebie, ze łzami wzruszenia i drżą­cym sercem powtarzali: "Ślubuję ci mi­łość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę aż do śmier­ci". A na pytanie kapłana: "Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli aż do końca życia?" - odpowiedzieli pełną żarliwością młodych serc: "Chcemy".

 

Szybko minęły dni jaśniejszego nie­ba i kwiatów mocniej pachnących. Wy­szli razem na pole, które kilka dni temu wyglądało jak barwny kobierzec spec­jalnie dla nich utkany. Dzisiaj to pole stało się miejscem ich pracy. Doświad­czali trudu zmagania się z ziemią, a pot, który zalewał oczy, rozmazywał polne barwy weselnego kobierca, zmę­czenie czyniło niebo ciemniejszym. Lecz oni mieli cudowny kryształ, który załamywał światło i rozsypywał je kolo­rami tęczy. T o była ich miłość. Patrząc przez jej pryzmat wszystko nabierało barw radości. Chciało się żyć.

 

Pewnego dnia wsiedli do samolotu i po długich godzinach lotu wylądowali za oceanem. Pierwsze kroki na nowej ziemi nie były łatwe. Wszystko było no­we i w tej nowości jak gdyby obce. Cięż­ka praca tak mało czasu zostawiała na odpoczynek i rozrywkę. Zachowali oni jednak ten cudowny kryształ, za­chowali wzajemną miłość, ona umacniała ich i dodawała kolorów tym pierw­szym trudnym dniom. Pragnęli mieć własny dom. Zrealizowanie tego ma­rzenia kosztowało ich wiele wyrze­czeń. Ziemia, na której żyli, okazała się dla nich łaskawa. Dzisiaj mają w Nowym Jorku piękny dom, a w nim uroczą córeczkę.

 

Tadeusz całe dnie pozostaje w domu, z trudem, ale może jeszcze chodzić. Teresa w ciągu dnia zostaje przy mę­żu, a wieczorem idzie do pracy. Oczy podkrążone zmęczeniem i drżące ręce mówią, jak trudne są to dla nich dni. Ale jest promyk, który rozświetla ten mrok, jest miłość, którą słowami przy­sięgi wyrażali przy ołtarzu, a dziś sło­wa tej przysięgi przybrały formę naj­zwyklejszych ciepłych ludzkich słów: "I co, już jest lepiej?"

 

Te słowa zostały wypowiedziane po przyjęciu Komunii św. Miłość może być trudna, jak gdyby za ciężka na ludz­kie siły, dlatego szuka oparcia w Tym, który jest samą Miłością, który może nas poprowadzić drogą miłości przez cierpienie i śmierć. On jest tym cudow­nym kryształem, który pośród burz, drogą tęczy poprowadzi nas razem na spotkanie ze sobą, na spotkanie z naj­piękniejszą i wieczną Miłością (1995 r.).

 

 
Odsłon : 1861333