| 66.On był pierwszy |
|
|
|
|
Zamach terrorystyczny na Amerykę 11 września może być rozpatrywany pod różnymi aspektami. Możemy nań spojrzeć także pod kątem szkód, jakie wyrządził. Stosując pewne uproszczenia, możemy podzielić te szkody na materialne i duchowe. Szkody materialne są dotkliwe, jednak przy prężnej gospodarce amerykańskiej można je naprawić. Los mojego konta emerytalnego, złożonego w akcjach średniego ryzyka może być w pewnym sensie obrazem sytuacji ekonomicznej po zamachu. We wrześniu z sumy 15 tysięcy dolarów straciłem 2 tysiące, zaś w październiku zyskałem już 600. Przy stabilizującej się sytuacji z pewnością te tendencje się utrzymają.
Tak też rozumieją to duchowni i wierni różnych wyznań, którzy w tych dniach, częściej niż poprzednio, kierują swe myśli ku Bogu. Każda parafia otrzymała list z prośbą do kapłanów, aby zgłaszali się do pełnienia dyżurów na miejscu tragedii, aby modlili się za zmarłych, których ciała wydobywa się z rumowisk, aby wspierali duchowo dotkniętych tą tragedią. Na ten apel odpowiedziało ponad 400 księży katolickich z diecezji nowojorskich. Dniem i nocą pełnią oni ten dyżur. Modlą się także w swoich parafialnych kościołach, otaczając szczególną troską ofiary zamachu. 11 listopada br. na miejscu tragedii miała miejsce uroczystość żałobna, podczas której duchowni różnych wyznań wraz z wiernymi zanosili modły do Boga. W diecezji Brooklyn, sprawowane były zaś dwie Msze św. w intencji ofiar zamachu. Były to Msze św. dla całej wspólnoty diecezjalnej. Specjalne miejsce zarezerwowano dla tych, którzy stracili swoich bliskich. Koncelebrowanym Mszom świętym przewodniczył biskup ordynariusz Tomasz Daily.
W czasie pogrzebu ojciec Michael Duffy powiedział: „Popatrzcie, jak ojciec Mychal zginął. Był zawsze tam, gdzie najbardziej potrzebowano jego pomocy. Tam też zawsze chciał być. Modlił się z umierającymi: ‘Jezu przyjdź, Jezu wybacz, Jezu zbaw’. Rozmawiał z Bogiem i pomagał tym, którzy byli w potrzebie. Czy możemy wyobrazić sobie piękniejsze okoliczności śmierci kapłana? Gdy myślę o tak okropnej śmierci, która była udziałem tak wielu, zadaję sobie pytanie: Dlaczego ojciec Mychal był pierwszym spośród nas? Sądzę, że znam odpowiedź. Ojciec Mychal nie mógł usłużyć wszystkim umierającym. W tym życiu było to niemożliwe ze względów fizycznych, ale nie w następnym. Myślę, że gdyby mu dano wybór, wybrałby taki przebieg zdarzeń,jaki miał miejsce. Pierwszy przeszedł na drugą stronę życia i tam czynił to, co chciał czynić z całego serca. Tych, którzy po nim odchodzili do Boga, witał szczerym i serdecznym uśmiechem, brał pod rękę, tulił do piersi i mówił: «Witajcie kochani. Teraz chcę was zaprowadzić do mojego Ojca".
Ojciec Mychal odbył w swym życiu kilka pielgrzymek do Rzymu. Jego przyjaciel, ojciec Miles, powiedział, że ostatnią pielgrzymkę odbył w sobotę 10 listopada tego roku w symbolu swego hełmu ofiarowanego Ojcu Świętemu przez strażaków z Nowego Jorku. Hełm, przyozdobiony krzyżem, został wręczony Ojcu Świętemu w czasie Mszy św. w bazylice św. Piotra. Ojciec Święty zwrócił się do delegacji strażaków i ich rodzin tymi słowami: „Serdecznie witam delegację nowojorskiej straży pożarnej, której wielu członków straciło życie w zamachach terrorystycznych 11 września. Niech Bóg Wszechmogący obdarzy pogrążone w żałobie rodziny pocieszeniem i pokojem, niech da Wam i Waszym kolegom strażakom siłę i odwagę pełnienia wspaniałej służby dla Waszego miasta. Zapewniając o mych stałych modlitwach, proszę Boga o obfite błogosławieństwo dla Was i Waszych rodzin".
Po powrocie do Nowego Jorku pielgrzymi spotkali się w kościele pw. św. Franciszka z Asyżu, gdzie pracował ojciec Mychal. Ojciec Pat Fitzgerald powiedział wtedy: „Ten hełm dla strażaków był symbolem, ale po ofiarowaniu go Ojcu Świętemu nabrał on jeszcze głębszego znaczenia. Nie jest to tylko hełm ojca Mychala, ale hełm wszystkich nowojorskich strażaków".
Do gaszenia pożaru przyjechali ich koledzy, ale bez swego kapelana ojca Mychal. Zapewne Ojciec Mychal duchem był tam obecny i z zatroskaniem spoglądał na to miejsce, prosząc Boga o łaski potrzebne zbolałemu człowiekowi.
Niedziela, 2001 r. |


















