U źródeł wody życia

 

Moja stała rubryka
na str.4 w nowojorskim
tygodniku Kurier Plus

Przez czyściec do nieba PDF Drukuj Email

 

 

Jedna z pań pracujących w Polskim Konsulacie w Nowym Jorku, która była na uroczystościach kanonizacyjnych, wspominając to wydarzenie powiedziała: „To był prawdziwy czyściec”. Ta wypowiedz podsunęła mi tytuł poniższego artykułu. Wielu, w tym także ja podobnie odbieraliśmy trud uczestnictwa w tych uroczystościach. A że czyściec prowadzi zawsze do nieba, to warto było go przejść. 

 

W sobotę, 3 maja, w uroczystość Maryi Królowej Polski powitało nas rankiem rzymskie pochmurne niebo. Nie miało to jednak wpływu na jasność rodzącą się w naszej duszy. Skoro świt wyruszyliśmy do bazylki św. Piotra w Watykanie, aby przy grobie św. Jana Pawła II sprawować Mszę św. Bazylika była prawie pusta, a na sprawowanie Mszy św. mieliśmy niemal godzinę. Ogromna radość ogarnęła każdego z nas. Piękno świątyni otwierało niejako niebo nad nami z nieprzeliczoną rzeszą świętych, zamkniętych w obrazach i rzeźbach. Pośród tego świętego zgromadzenia czuliśmy obecność naszego kochanego rodaka, św. Jana Pawła II. I tylko sam Bóg wie co działo się w naszych sercach. Słowa więzły w gardle, a perliste łzy spływały po policzkach. Dokonywał się cud przemiany naszych serc. Za wstawiennictwem św. Jana Pawła II wznosiła się ku Bogu nasza żarliwa modlitwa. Chcieliśmy wypowiedzieć w tym miejscu wszelkie bóle i troski, nas samych i naszych bliskich. Głęboko wierzyliśmy, że św. Jan Paweł II wybłaga u Boga potrzebne nam łaski.

 

W czasie Mszy św. powracały do nas obrazy miejsc świętych, które nawiedziliśmy w czasie pielgrzymki. Odnajdywaliśmy tam św. Jana Pawła II, który przed nami pielgrzymował do tych miejsc. Był nam bliski nie tylko z powodu ojczyzny niebieskiej, ale także ojczyzny ziemskiej. Na cmentarzu na Monte Cassino mówił: „Wiele razy chodziłem po tym cmentarzu. Czytałem wypisane na grobach napisy, świadczące o każdym z tych, którzy tu polegli, o dniu i miejscu urodzenia. Te napisy odtwarzały w oczach mojej duszy kształt Ojczyzny, tej, w której się urodziłem. Te napisy nie przestają wołać tak, jak wołały serca walczących tu żołnierzy: Boże coś Polskę, przez tak liczne wielki”. W każdym sanktuarium były tysiące pielgrzymów, przede wszystkim z Polski. Potrzebne było szczególne skupienie, aby w zatłoczonym Loreto dotarły do nas słowa św. Jana Pawła II: „Loreto jest spokojną przystanią dla duszy. Jest szczególnym spotkaniem z Bogiem; schronieniem dla tego, kto poszukuje prawdy i sensu własnego życia. Loreto jest sanktuarium Wcielenia, które głosi miłość Boga, godność każdej osoby, świętość rodziny, wartość pracy i milczenia, potrzebę modlitwy, przykazanie miłości do wszystkich braci!” I tak było w każdym świętym miejscu na naszym pielgrzymkowym szlaku.

 

Ten jasny, niezwykły, opromieniony łaską nieba obraz naszego pielgrzymowania każdy zachował w swoim sercu. Tego obrazu nie jest w stanie zburzyć nawet czyściec, który zgotowali pielgrzymom organizatorzy tej uroczystości. Po kolacji, około godziny 21:00 wyruszyliśmy w kierunku Placu św. Piotra, który był zamknięty, jak i też główna ulica via della Conciliazione prowadząca na ten plac. Boczne ulice zapełniły się pielgrzymami. Młodzież śpiewała i tańczyła. Bardziej zmęczeni szukali miejsca na ulicy, aby się choć trochę zdrzemnąć. Marzeniem każdego był kawałek muru, o który można się było oprzeć. Nagle około północy gruchnęła wieść, że wpuszczają na plac św. Piotra i ulicę via della Conciliazione. Wszyscy się zerwali i zaczęli się przepychać do przodu. Potworny ścisk. Ulica wypełniona od ściany. Trzeba było być uważnym, aby się nie potknąć, bo tłum może zadeptać. Nawet inwalidzi nie mieli taryfy ulgowej. Tłum rozniósł na kawałki wózek inwalidzki, a kaleki człowiek ledwo co został wyciągnięty spod nóg napierającego tłumu. Nagle ktoś w zasłabł. Zaczęto wołać o karetkę pogotowia. Po chwili ambulans wbijał się w tłum, a my tratowaliśmy się wzajemnie, aby zrobić dla niego miejsce. Organizatorzy w swojej beztrosce, czy głupocie nie pomyśleli o wyznaczeniu w bocznych ulicach przejazdów dla karetek. Coraz wybuchały waśnie w stłoczonym tłumie. Jeśli coś ci upadło, zostawało na ulicy pod nogami ściśniętego tłumu. A gdy ci rozwiązała sznurówka nie było szans, aby ją zawiązać. Jedna z pań z mojej grupy dotarła na plac w jednym bucie, drugi został rozdeptany na rzymskiej ulicy.  

 

Po kilku godzinach nocnej przepychanki zostaliśmy wepchnięci na ulicę via della Conciliazione. Zobaczyliśmy bazylikę św. Piotra. Każdy krok do przodu przybliżał nas do ołtarza. Skrajnie wyczerpani śpiewaliśmy pieśni, odmawialiśmy różaniec i inne modlitwy. To pomaga odnajdywać duchowe piękno tej uroczystości i łagodziło wzajemną agresję tłumu. Patrzyłem na polskiego harcmistrza ze służb porządkowych. Nie wiem z jakiego powodu, ale przykro było słuchać, jak ubliżał jednemu z polskich pielgrzymów. Po kilkunastu minutach podszedł do niego ktoś z włoskich służb i zaczął go niemiłosiernie rugać. Ja też sobie ulżyłem, mówiąc do harcmistrza: „Widzi pan, nie uszanował pan drugiego człowieka i pana też nie uszanowano”.

 

Jest czwarta rano, a my stoimy w ogromnym ścisku, nie wiedząc kiedy zaczną wpuszczać na plac św. Piotra. Zero informacji. Przed nami telebimy, ale milczą jak zaklęte. Wspaniała okazja, aby coś ludziom pokazać z życia kandydatów na ołtarze, czy podać jakąś informację. Nic, po prostu nic. Niech tłum walczy między sobą o miejsca, bo organizatorzy nie zadbali o karty wstępu. Chociaż spotkaliśmy pielgrzymów z archidiecezji, której nazwy nie wymienię, którzy skorzystali z kart wstępu (mnie proponowano dwie takie karty). Niektóre grupy zostały wprowadzone na plac św. Piotra kumoterskimi wejściami. Z powodu tłumu i braku informacji nie wszyscy z mojej grupy mogli przyjąć Komunię św. na Mszy kanonizacyjnej. Dlatego też wieczorem po powrocie do hotelu, w jego podziemiach odprawiliśmy Mszę św., która była niesamowitym przeżyciem, i uroczystości kanonizacyjnych i Niedzieli Miłosierdzia Bożego.

 

Lista niedociągnięć organizacyjnych, braku odpowiedzialności organizatorów za pielgrzymów jest bardzo długa. Dla niektórych pielgrzymów ten czyściec trwał prawie dwadzieścia godzin. Mimo to, dziś nikt tego nie żałuje, bo wiemy, że w tym czyśćcu można było wyprosić więcej łask, niż siedząc w wygodnym fotelu lub wchodząc na przestronny Plac św. Piotra kumoterskimi wejściami. 

 

 
Odsłon : 1458973