U źródeł wody życia

 

Moja stała rubryka
na str.4 w nowojorskim
tygodniku Kurier Plus

130.Golgota PDF Drukuj Email

 

Każdy dzień naszego pielgrzymowania po Ziemi Świętej rozpoczynaliśmy pieśnią „Kiedy ranne wstają zorze”, chociaż czasami, gdy wyruszaliśmy w drogę, po porannych zorzach nie było już śladu. Dzisiaj jest inaczej, śpiewamy tę pieśń i przez okna autokaru podziwiamy kolory budzącego się dnia. Rozpoczęliśmy dzień dosyć wcześnie, gdyż o godzinie 6:30 rano sprawować będziemy Mszę św. na Golgocie inaczej Kalwarii. Nasz hotel oddalony jest od Jerozolimy kilkanaście kilometrów. Dotarcie do Starej Jerozolimy zajmuje sporo czasu. Hotel usytuowany jest on na skalistym wzgórzu, które dzięki pracy ludzkiej staje się kwitnącym ogrodem. Śpiew ptaków budzi tych, którzy śpią czujnym snem, pozostałych zaś budzi jazgot hotelowego telefonu. W hotelu pracuje wielu Żydów o słowiańskiej urodzie, którzy posługują się rosyjskim językiem. Rześkie powietrze i przepiękne widoki rozbudzają najbardziej zaspanych i wypełniają serca radością nowego dnia. Radość dzisiejszego poranka ma trochę inny charakter. Za kilkadziesiąt minut staniemy w miejscu gdzie Jezus umierał na krzyżu, a na ziemię spadały krople Jego zbawczej Krwi. Czy można to przeżycie porównać z jakimkolwiek innym? Na sprawowanie Eucharystii w tym świętym miejscu mamy tylko 30 minut, i jak tu w tak krótkim czasie poukładać myśli i pragnienia serc. Dlatego już w drodze, przez modlitwę, śpiewy, rozważania przygotowujemy się do sprawowania bezkrwawej ofiary Chrystusa na miejscu, gdzie Jezus złożył ją w sposób krwawy.

W czasie drogi słuchamy także w relacji z pielgrzymki do Ziemi Świętej, jaką odbyła Eteria w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Oto jej fragment: „Ustawiają biskupowi katedrę na Golgocie, u Krzyża, który tam stoi; biskup zasiada na katedrze; stawiają przed nim stół nakryty lnianą materią. Wokół stoją diakoni; przynoszą srebrną, pozłacaną skrzynkę, w której jest święte drzewo krzyża; otwierają, wyjmują jej zawartość; tak drzewo krzyża, jak i tytuł kładą na stole. Gdy już zostanie złożone na stole, biskup siedząc bierze mocno w ręce oba końce drzewa świętego, a diakoni, stojący wokoło, pilnują. Dlatego tak się pilnuje, bo jest zwyczajem, że każdy- tak wierni jak i katechumeni- przystępuje pojedynczo, nachyla się nad stołem, całuje święte drzewo i odchodzi. Ponieważ kiedyś, nie wiem, kiedy, jak mówią, ktoś odgryzł i ukradł cząstkę świętego drzewa, dlatego teraz diakoni, stojąc wokoło, pilnują, aby ktoś z przystępujących nie odważył się uczynić znowu tego samego.”

W oddali widzimy już mury starej Jerozolimy. Posuwamy się bardzo wolno, aż w końcu utknęliśmy w porannym korku. Wysiadamy, zatem z autokaru i pieszo zdążamy na Golgotę, tak będzie szybciej. Przez bramę Jafy wchodzimy na stare miasto. Przy tej bramie w latach 1948 i 1967 toczyły się walki między Palestyńczykami a Izraelitami. Ślady tych walk są widoczne na murach. Mijamy cytadelę o trzech wieżach, najokazalsza z nich nosi imię Dawida. Ulice o tej porze są puste, a sklepy pozamykane. Możemy tedy szybciej dotrzeć do Bazyliki Grobu Pańskiego. Bo to właśnie w jej murach mieści się Golgota i Grób Chrystusa. Obecna Bazylika pochodzi z czasów krzyżowców (XI- XII w.), ale są widoczne ślady budowli wzniesionej przez cesarza Konstantyna w 333 r. Bazylika znajduje się na terenie grzebalnym z I wieku. Przed głównym wejściem do Bazyliki po prawej stronie znajdują się schody prowadzące do kaplicy Franków. Za czasów krzyżowców było to wejście na Kalwarię. Pod schodami jest kaplica poświęcona pokutnicy Marii Egipcjance. Dzisiaj na tych schodach prawie wszystkie grupy pielgrzymkowe robią pamiątkowe zdjęcie, my także skorzystaliśmy z tego miejsca. Przechodzimy przez bramę Bazyliki, która ma swoisty ceremoniał z XIII w. zamykania i otwierania. Przywilej strzeżenia bramy należy do rodziny muzułmańskiej. To właśnie muzułmanin i przedstawiciele czterech wspólnot wyznaniowych, opiekujących się Bazyliką biorą udział w otwarciu tej bramy.

Po przekroczeniu bramy Bazyliki skręcamy w prawo i schodami wspinamy się na Golgotę. Golgota wznosi się około 5m. nad posadzkę bazyliki. Sanktuarium Kalwarii architektonicznie i prawnie podzielone jest na dwie nierówne części. Część lewa, większa kaplica z ołtarzem Ukrzyżowania i Śmierci Chrystusa należy do Greków. Zaś prawa część należy do katolików, i opiekują się nią Franciszkanie. Jest to kaplica z dwoma ołtarzami; Przybicia do Krzyża oraz Zdjęcia z Krzyża. Na ołtarzu Zdjęcia z Krzyża jest gablota z figurą Matki Bożej Bolesnej z licznymi wotami. Jest tam m. in. ryngraf gen. W. Sikorskiego i wota żołnierzy polskich.

Z kilku minutowym opóźnieniem stajemy przy ołtarzu na Kalwarii w katolickiej kaplicy. Sprawujemy bezkrwawą ofiarę Chrystusa- Mszę św., a świadomość, że w tym miejscu spadały krople krwi Chrystusa więzi głos w gardle. Według uzgodnień obowiązujących w tej kaplicy nie możemy modlić się śpiewem. I chociaż usta milczą to jednak nasze serca wyśpiewują najpiękniejszą pieśń dziękczynienia za to, że Bóg tak nas umiłował, że życie swe oddał za nas na krzyżu. Ta pieśń ma nutę bólu, bo patrzymy i oczyma wyobraźni widzimy rozciągnięte na krzyżu ciało Jezusa i gwoździe przeszywające Jego nogi i ręce. Na pamięć przychodzą słowa pieśni: „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”, i wtedy potęguje się w nas miłość i rodzą się najszlachetniejsze postanowienia. Po skończonej Mszy każdy z nas przechodzi jeszcze do kaplicy Ukrzyżowania, bo tam pod ołtarzem jest szczelina w skale, gdzie według tradycji postawiony był krzyż. Z namaszczeniem klękamy, dotykamy, całujemy to święte miejsce, a w pobliżu słyszymy głośny szloch.

Schodzimy na dół, aby odmówić modlitwy, jakie są przewidziane dla uzyskania jubileuszowego odpustu. Po drodze wstępujemy jeszcze do kaplicy Adama, która znajduje się pod Kalwarią. Za grubą szybą w głębi niszy widać pęknięcie w skale, jest to ta sama skała, którą przed chwilą dotykaliśmy na Kalwarii. Według legendy Chrystus umarł nad miejscem, gdzie kiedyś był pochowany Adam. Krew Chrystusa- Nowego Adama obmyła najpierw tego, przez którego grzech i śmierć przyszły na świat. Wdzięczni Bogu za dzieło odkupienia, z wrażeniami, których trudno jeszcze poukładać w myśli i sercu wychodzimy z Bazyliki. Wrócimy tu jeszcze, gdy będziemy odprawiać drogę krzyżową i nawiedzać Grób Chrystusa. A teraz opuszczamy Bazylikę z duchową jasnością w sercu, która współgra z błękitem bezchmurnego nieba.

 

 
Odsłon : 1788163