|
Spośród wielu artykułów wybrałem te, które według mnie zachowują, przynajmniej po części swoją aktualność i ich lektura może być pożyteczna.
|
|
|
Sobotni wieczór, 3 czerwca 2000 roku na stałe wpisał się w pamięć wspólnoty polonijnej metropolii nowojorskiej, a szczególnie wiernych z parafii św. Macieja w Ridgewood. Zgromadzony tłum szczelnie wypełniał plac przykościelny i wylewał się ciżbą ludzka na ulicę. Zapadający zmrok rozświetlały płonące pochodnie. W pobliżu pomnika, jeszcze zakrytego papieską flagą, zgromadziły się poczty sztandarowe, delegacje organizacji polonijnych, zespoły śpiewacze, orkiestra, dzieci i dorośli w strojach ludowych. Odezwały się dzwony kościelne. A po odśpiewaniu hymnów Stanów Zjednoczonych i Polski zabrzmiał hejnał krakowski zagrany na trąbce. Trudno było powstrzymać potęgujące się wzruszenie, gdy dzieci ubrane w stroje ludowe zaczęły recytować wiersze, które dyktowała szczera miłość do papieża Jana Pawła II. |
|
Więcej…
|
|
|
127. Pomniki miłości Papieża |
|
|
|
|
Są pamiątki, które przez wieki otacza szacunek i cześć. Są to pomniki, które wyrosły z potrzeby prawych ludzkich serc, a ich trwanie upamiętnia dobro, piękno, sprawiedliwość i bohaterskie czyny.
Wśród tej kategorii pomników szczególne miejsce zajmują różne formy upamiętnienia osoby obecnego papieża. Jest ich bardzo wiele na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych mamy ulice, skwery i szkoły noszące imię Jana Pawła II. Można też zobaczyć pomniki przedstawiające postać Ojca Świętego. Portret Papieża znajduje się w prawie każdej rodzinie polonijnej. A najpiękniejszy pomnik to Jego obecność w naszych sercach i pamięci. |
|
Więcej…
|
|
Plotka nie ma żadnych preferencji w doborze kandydatów do swojej służby. Wybiera ich spośród młodych i starszych, kobiet i mężczyzn, jej gorących orędowników można spotkać w każdym zawodzie. Nie do końca miał rację Alphonse Karr, gdy pisał: „Do rozmowy między kobietami potrzeba przynajmniej trzech kobiet: dwie, które, mówią i jedna, o której się mówi". Mężczyźni w tym względzie nie ustępują kobietom. |
|
Więcej…
|
|
Może to być imię własne lub grupy. Plewa wsiadła do samolotu wiele lat temu wraz z gromadą dorodnych ziaren i teraz szybuje także nad oceanem lub szykuje się do lotu w najbliższej przyszłości. Waga Plewy równa się wadze dorodnego ziarna i wynosi średnio od 50 do 150 kilogramów. Pustota i lekkość Plewy mierzy się w innych kategoriach. Na nowej ziemi Plewa demonstruje swoje „wartości "na wszelkie możliwe sposoby. Zachłanność Plewy jest ogromna. Obrotnością przewyższa nieraz dorodne ziarna. Chce siedzieć na tronie, pierwsze miejsca zajmować i być wyrocznią wszystkiego. To może być zrozumiałe. Lecz droga osiągnięcia tego celu jest nie do przyjęcia, gdyż jest to droga destrukcji. Plewa nie mogąc sprostać wartości dorodnego ziarna chce wygrać rywalizację na innej drodze. Jest to droga rozgównienia. Wszystko rozgównić i na rozgównionej masie choć chwilę zabłysnąć. Plewa nie dostrzega wartości dorodnego ziarna. Na wszystko patrzy od strony negatywnej. Plewa nie chce zauważyć pozytywnych poczynań dorodnego ziarna, zaś do tropienia domniemanego zła wzrok ma sokoli, który wzmacnia lupą największej mocy. O nie, nie chodzi jej o naprawienie świata, o pozytywną krytykę. Im więcej miernoty bałaganu i zła tym większa szansa by choć na chwilę Plewa była zauważona, a o to między innymi jej chodzi. |
|
Więcej…
|
|
124. Pielgrzymka do Matki |
|
|
|
|
„Chyba się ksiądz źle modlił o dobrą pogodę”- powiedziała do mnie żartem jedna z uczestniczek pielgrzymki w intencji matek do Sanktuarium maryjnego na Long Island w dniu 23 maja 2001 roku. Rzeczywiście, cały czas towarzyszył nam deszcz przechodzący momentami w ulewę. Muszę przyznać, że nawet nie przyszło mi do głowy, aby się modlić o słoneczną pogodę. Pamiętam piesze pielgrzymki do Częstochowy w czasie, których niektórzy pielgrzymi podejmowali dodatkowy trud; czasami do plecaka wkładali kamień, niektórzy zrzucali buty i szli boso, a najczęściej pomagali bliźnim. Deszcz w czasie pielgrzymki był tylko dodatkowym utrudnieniem, które czyniło nasze wędrowanie bardziej pielgrzymką niż wycieczką. W tym też duchu odbieraliśmy strugi deszczu spadające na nas u stóp patronki wyspy Long Island. Mimo takiej pogody było więcej chętnych do wyjazdu niż mógł pomieścić autobus. Nie zabrakło także prywatnych samochodów. Gdy odprawialiśmy przewidziane nabożeństwa nie widziałem końca „parasolowej” procesji. |
|
Więcej…
|
|
|
|
|
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>
|
|
Strona 1 z 15 |