U źródeł wody życia

 

Moja stała rubryka
na str.4 w nowojorskim
tygodniku Kurier Plus

Okruchy mądrości
1215. „Słowo musi stać się ciałem” PDF Drukuj Email

W przybliżeniu prawdy wcielenia Słowa Bożego posłużę się epizodem z życia pisarza francuskiego Antoine de Saint- Exuperego, który jest autorem, miedzy innymi znanej książki „Mały książe”. Antoine kochał swoją ojczyznę Francję. W czasie okupacji niemieckiej był gotowy zrobić wszystko, aby przyczynić się do jej wyzwolenia spod okupacji. Walczył piórem, ale wydawało mu się, że jest to za mało, chciał aktywnie walczyć z bronią w ręku. Przyjaciele mu odradzali , mówiąc, że swoim pisaniem może także skutecznie przyczyniać się do wyzwolenia ojczyzny. Proponowano mu bezpieczną pracę, gdzie mógłby spokojnie tworzyć, pisać. Exupery w swoich postanowieniach pozostał nieugięty. A na wszelkie namowy i pytanie, co będzie z jego pisaniem odpowiedział: „Jeśli tego nie zrobię, nie będę mógł także pisać”. Poczym dodał: „Słowo musi się stać ciałem”. Ostatecznie wyrażono zgodę. Exupery dokonywał zwiadowczych lotów. Pewnego dnia, roku 1944 nie wrócił do bazy. Słych o nim zaginął. Prawdopodobnie jego mały samolot został zestrzelony nad morzem przez niemiecki myśliwiec.
Exupery mógł napisać grube tomy o patriotyzmie, z pewnością niektórzy byliby tym poruszeni, ale jego czyn powiedział wiele więcej aniżeli całe jego pisanie.

 
1214. Ciepły kąt, to za mało PDF Drukuj Email

Papież Paweł VI, będąc jeszcze arcybiskupem Mediolanu miał zwyczaj wizytowania wiernych w ich domach. Pewnego razu odwiedził starszą kobietę, która mieszkała we własnym, wygodnym domu. „Jak się pani czuje?”- zapytał arcybiskup. „Nie tak źle”- odpowiedziała kobieta- „Mam co jeść, w mieszaniu ciepło, nie choruję”. „Ma pani zatem powody, aby czuć się szczęśliwą”- zauważył arcybiskup. „Nie, nie jestem szczęśliwa”- z płaczem odpowiada kobieta- „Mój syn z rodziną nigdy mnie nie odwiedza. Umieram z samotności”. Wspominając to wydarzenie papież napisał: „Dostatek żywności, ciepły kąt, to za mało, aby człowiek poczuł się szczęśliwy. Ludzie potrzebują czegoś więcej. Potrzebują obecności i miłości drugiej osoby. Chcą aby o nich pamiętano. Pragną, aby inni ciągle ich upewniali, że są oni bardzo ważni w ich życiu i zawsze o nich pamiętają”.

 
1213. Solidarny z biednymi PDF Drukuj Email

Gandhi wybitny przywódca hindusów był przeciwnikiem podziału kastowego w Indiach. Mówił, że jest to plama na duszy Indii. Szczególnie ostro występował przeciw dyskryminowaniu, tych którzy nie należeli do żadnej kasty i byli usytuowani na samym dole drabiny społecznej. Aby się nie skalać unikano z nimi kontaktu, stąd też ich pogardliwa nazwa „niedotykalni”. Zamieszkiwali oni w slumsach, mogli wykonywać tylko najbardziej upokarzające prace, często świątynie były dla nich zamknięte. Gandhi był ceniony i poważany przez swych rodaków, a w czasie swych podróży po kraju był przez nich bardzo serdecznie i gorąco przyjmowany. Pewnego razu przybył do niewielkiej miejscowości, gdzie został powitany przez władze miasta z burmistrzem na czele, który zaproponował Gandhiemu nocleg w swoim luksusowym domu. Gandhi bardzo grzecznie podziękował za zaproszenie, po czym zapytał: „Gdzie mieszkają niedotykalni? Chcę zamieszkać z nimi”. Przedstawiciele władz miasta byli zaszokowani taką decyzją. Gandhi nie zważając na nic udał do dzielnicy slumsów, gdzie zamieszkiwali niedotykalni. Powitanie było bardzo serdeczne. Wielka otwartość Gandhiego sprawiła, że ośmielili się go dotykać. A on bawił się z ich dziećmi oraz spożył z nimi posiłek. Wracając wspomnieniami do tych spotkań, pewnego razu powiedział: „Nie mam możliwości, aby się powtórnie narodzić, ale gdyby tak było, to chciałbym się narodzić wśród niedotykalnych po to, aby wyzwolić ich i siebie samego z tego upadlającego stanu”.
Jezus przyjmując chrzest w Jordanie okazuje solidarność z grzesznym człowiekiem, aby go wyrwać z oków zła i śmierci i obdarzyć życiem wiecznym.

 

 
1212. Przyjmijcie miłość PDF Drukuj Email

Posłuchajmy rosyjskiej legendy, która może być dla nas ostrzeżeniem, abyśmy nie przegapili okazji spotkania z Bogiem. Befana szorując garnki w kuchni zobaczyła przez okno przejeżdżających koło jej domu trzech siwych mędrców; Kacpra, Melchiora i Baltazara. „Dokąd tak zdążacie czcigodni mężowie” –zapytała Befana. Baltazar odpowiedział: „Jedziemy do Betlejem. Otrzymaliśmy wspaniałą wiadomość, że narodził się tam w stajni Chrystus Król”. „Pozdrówcie go ode mnie”- mówi Befana. Kasper uśmiechając się do niej powiedział: „Wybierz się z nami, aby pozdrowić Dzieciątko”. „O jakże byłabym szczęśliwa, gdybym mogła się z wami udać w podróż, ale teraz nie mogę, tyle mam do zrobienia w domu. Muszę wpierw posprzątać i odkurzyć dom”. Wtedy Melchior zwrócił się do niej słowami: „W takim razie ofiaruj jakiś dar dla Nowonarodzonego”. „Z wielka przyjemnością posłałabym dar dla Dziecięcia. Ale wcześniej muszę jeszcze pocerować wiele ubrań i napalić w piecu. I gdy tylko upiekę chleb zaraz przygotuje poduszeczkę i kołdrę dla Dziecięcia. Gdy wykonam te wszystkie prace natychmiast wybiorę do Nowonarodzonego Króla”- odpowiada Befana. Tymczasem trzej mędrcy odjechali.
Befana pracowała dzień i noc, poczym z podarkiem w ręku dla Jezusa ruszyła w drogę. Ale nie mogła jednak odnaleźć karawany mędrców, a sama nie wiedziała, gdzie Jezus jest położony. Szukała wszędzie, ale bez skutku. Do dziś, szczególnie w okresie Bożego Narodzenia Befana szuka Mędrców, niosąc dary dla Dzieciątka. Błąka się jak bezdomna, mimo, że wcześniej dom był dla niej oczkiem w głowie. Z sercem pełnym niepokoju i ze spóźnionym darem stuka do drzwi każdego domu i woła: „Dobrzy ludzie, dzwony już biją. Zatrzymajcie się na chwilę, odłóżcie swoje zajęcia i przyjmijcie miłość”.

 
1211. Zawierzyć Bogu PDF Drukuj Email

Przejmujące świadectwo zawierzenia Bogu planów związanych ze swoim dzieckiem opisuje Lillia Danielecka na łamach dwumiesięcznika „Miłujcie się” (nr-5-2002). Wanda i Bronisław Cramerowie pochodzili z Warszawy. Do majątku w okolicach Winnicy na Podolu przenieśli się kilka dni po ślubie. Tam przyszły na świat ich dzieci. Po wielu latach Wanda Cramer napisze o swoich przeżyciach po urodzeniu córeczki: „Nie umiem opisać tej radości i szczęścia, jakie mną owładnęło. Co znaczą jakieś wielkie bogactwa, skarby największe wobec dziecka! Moje, nasze dziecko, mój skarb największy. Upragnione, wymodlone. To moje maleństwo, ta kruszyna ma być kiedyś człowiekiem- człowiekiem Bożym! Nie ma większej bezinteresownej miłości na świecie, jak miłość matki do dziecka- i nie ma większego celu życia dla kobiety jak wychowanie dobre swego dziecka. Mam ukształtować duszę mojego dziecka z pomocą Boską, uchronić od zła, od wszystkiego, co może splamić jej duszę, aby była czysta jak kryształ”.
Kiedy córeczka Zosia zaczęła chodzić, rodzice zauważyli, że dziewczynka zbyt często traci równowagę i upada. Po długich badaniach okazało się, że zachorowała ona na nieuleczalną chorobę, która w bolesny sposób niszczyła mięśnie. Rodzice stanęli wobec tragedii, z którą musieli się zmierzyć. Po wielu dramatycznych zmaganiach matka pisze: „Trzeba się ocknąć! Straszniejszym od bólu własnego jest tu myśl, co czeka w życiu moje dziecko? Ile cierpień, ile goryczy, ile zawodu! Jak Boga uprosić o łaskę przygotowania na to bolesne życie, na wyzucie się ze wszystkiego, co miłość zapragnie- wszystkich marzeń i porywów serca. Trzeba przekreślić to życie- rozbudzić życie wewnętrzne- życie ducha!”
Rodzice robią wszystko, aby ratować życie dziecka, jednak choroba jest nieubłagana. W tym czasie dopada ich druga tragedia; w górach ginie ich syn. Matka napisze w swoim pamiętniku: „Musiało przejść wiele czasu nim mogłam powiedzieć z głębi duszy ‘bądź wola Twoja’. Nie wolno w sprawie rozporządzeń Bożych stawiać pytań ‘czemu?’ Bóg wie, co robi i co jest dla nas najlepsze. Wielkim pocieszeniem w bólu była Zosia, która umiała cierpieć. I sama cierpiała coraz więcej”. Wszyscy razem zawierzali Bogu i odnajdywali w Nim, to czego świat dać nie może.
W niedługim czasie przed swoją śmiercią Zosia napisze: „Gdym miała żyć drugi raz, nie chciałabym żyć inaczej. Cierpienie zbliżyło mnie do Boga i cierpienie dało mi poznać pełnię życia. Bogu dziękuję, że dał mi tę drogę, abym doszła do Niego!... Śmierci się nie boję, gdyż ufam głęboko w Miłosierdzie Boże. Muszę mieć tylko siły na ten długi okres ‘odchodzenia’, jaki przeżywam obecnie. Chce wytrwać aż do końca w wierności mojemu Bogu. Czasami, gdy wpadam w zniechęcenie i smutek, powtarzam słowa z Ewangelii św. Jana: ‘Nikt nie wyrwie z rąk moich tych, których Ojciec Niebieski mi dał...’ I ufność wstępuje we mnie na nowo i z radością bez granic rzucam się w objęcia Tego, który życie swoje położył za owce swoje”.

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 10 z 232
Odsłon : 1429603