U źródeł wody życia

 

Moja stała rubryka
na str.4 w nowojorskim
tygodniku Kurier Plus

Okruchy mądrości
1220. Małe dzieci naśladują wzorce z telewizji PDF Drukuj Email

Dowiódł tego zespół psychologów pod kierunkiem Donny Mumme z Tufts Universtity w Bostonie. 10- i 12-miesięcznym dzieciom naukowcy odtwarzali nagrania wideo, na którym aktorzy zajmowali się różnymi zabawkami. Dokładnie takie same zabawki dostały potem niemowlęta. U 10-miesięcznych nie zaobserwowano wpływu telewizji. U rocznych owszem. Jeśli aktorzy mieli obojętny lub pozytywny stosunek do zabawek, dzieci chętnie się nimi bawiły. Jeśli zaś na nagraniu dorosły wydawał się być przestraszony lub zdegustowany zabawkami, niemowlęta ich unikały.
Roczne dzieci podejmują decyzje opierając się na emocjonalnych reakcjach dorosłych, którzy je otaczają - tłumaczy Mumme. - My udowodniliśmy, że mogą też czerpać informację o uczuciach również z telewizji. Stąd wniosek dla dorosłych: pomyślcie dwa razy zanim użyjecie zakazującego tonu w rozmowie z dzieckiem lub zanim pozwolicie mu oglądać program dla dorosłych.

 
1219. Ja jestem z tobą PDF Drukuj Email

Ksiądz Mark Link w jednym ze swoich kazań opowiada następującą historię. Pewnego ranka siedmioletnia Jenny siedziała w kuchni przy stole spożywając śniadanie. Nagle do kuchni wszedł ojciec. Był tak zapędzony, że nawet nie zauważył córeczki. Pośpiesznie wziął coś, i zamierzał wyjść. A wtedy Jenny chwyciła go za rękę i powiedziała: „Tatusiu, zapomniałeś czegoś. Zapomniałeś powiedzieć mi dzień dobry”. Zaskoczony ojciec przygarnął do siebie dziecko i powiedział: „Bardzo przepraszam. Tak wiele mam problemów w pracy, że one zaprzątają moje myśli dniem i nocą”. Jenny ciągle trzymając ojca za rękę powiedziała: „Tatusiu, czy pomodliłeś się dzisiaj rano?” „Nie”- odpowiedział zmieszany ojciec”. „Chodź ze mną”- powiedziała- „To zajmie tylko jedną minutę”. Ojciec posłusznie podążył za córeczką do jej pokoju. Następnie Jenny powiedziała: „A teraz zamknij oczy”. Poczym sama zrobiła to sama i cicho powiedziała: „Jezus powiedział: Nie lękaj się, ja zawsze jestem z tobą”. Po chwili dziewczynka dodała: „Tatusiu, tylko pomyśl o tym kilka minut a na pewno poczujesz się lepiej”. I rzeczywiście ta poranna lekcja była bardzo ważna w życiu zabieganego człowieka.

 

 
1218. Bóg miał inne plany względem mnie PDF Drukuj Email

Najczęściej jesteśmy świadkami i głosicielami Ewangelii przez praktykowanie w codziennym życiu miłości heroicznej. Jakże często taką miłością ożywiane jest powołanie rodzicielskie. Wzruszającą opowieść o takim powołaniu usłyszałem w Wigilię Bożego Narodzenia, gdy jechałem z Wiesławem Skutnickim do szpitala, gdzie przebywa sparaliżowany syn Paweł. W czasie drogi ojciec Pawła snuje swoją opowieść: „Wiara w Boga, którą wyniosłem z rodzinnego domu pomogła mi i mojej żonie Krystynie odnaleźć się w bardzo trudnej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się po niespodziewanym paraliżu naszego jedynego syna Pawła. Często wracam wspomnieniami do religijnej atmosfery mojego domu rodzinnego. Wspominam częste modlitwy mojej mamy, w których prosiła Boga, abym został księdzem. Czasami kładła mi pod głowę modlitewnik, licząc, że to może być pomocne w odkryciu mojego powołania kapłańskiego.
Jednak Bóg miał inne plany względem mnie, obdarzył mnie innym powołaniem. Chciałem założyć rodzinę i jej poświecić swoje życie. Na początku wyglądało, że wszystko się spełnia. Byliśmy z żoną szczęśliwi. Czekaliśmy z nadzieją na pierwsze dziecko. Mijały laty, a my nadal nie mieliśmy dziecka. Nie pomogły wizyty u lekarza. Wtedy jeszcze natarczywiej prosiliśmy Boga o dziecko. Bóg wysłuchał naszej prośby, po dziesięciu latach żona urodziła syna, któremu nadaliśmy imię Paweł. Mieszkaliśmy w Mielcu. Byliśmy szczęśliwi jako rodzice. Patrzyliśmy jak nasz ukochany syn wyrasta na dorodnego młodzieńca. Bóg nie poskąpił mu ani urody, ani inteligencji. Wyróżniał się w klasie, przewodniczył w różnych organizacjach. Do dziś widzę, jak z komeżką pod pachą wybiega z kościoła, gdzie służył prawie codziennie do Mszy św.
W ciągu kilku dni całe nasze życie legło jakby w gruszach. W wieku 14 lat, z nieznanych powodów Paweł stracił władzę w rękach i nogach, miał problemy z oddychaniem. Zaczęła się dla nas prawdziwa gehenna. Robiliśmy wszystko dla ratowania naszego dziecka, jednak nie przynosiło to żadnych efektów. Po długich zabiegach i dzięki życzliwości ludzkiej udało się nam załatwić dla Pawła szpital w Stanach Zjednoczonych. Mamy nadzieję, że przy Boże pomocy Paweł odzyska zdrowie. Jesteśmy teraz ze sobą zjednoczeni jak nigdy dotąd. Miłość jaka nas łączy sprawia, że jesteśmy szczęśliwi jako rodzina. Odkrywamy coraz pełniej swoje powołanie rodzicielskie. Jednak dochodziliśmy do tego przez długi czas. Na początku było zniechęcenie i bunt przeciw wszystkiemu, nawet Bogu. Trudno było nam się nawet modlić.
Bóg jednak dał nam łaskę mocy, która obficie spływa z krzyża. Gdy jest mi bardzo ciężko, to przywołuje wtedy na pamięć wizerunek Pana Jezusa na Krzyżu, pod którym stoi jego matka Maryja. Ona miała także jedynego Syna. Rozważam tajemnice męki Chrystusa, której owocem jest zmartwychwstanie. Włączam w tę tajemnicę naszą rodzinną tragedię i wtedy rodzi się we mnie moc i nadzieja. Bóg ma jakieś plany względem nas. Cierpienie nabiera sensu, rodzi się cicha radość i czujemy, że jesteśmy sobie coraz bliżsi. Cierpienie spotęgowało w nas wiarę, która sprawia, że mimo tak wielu trosk odnajdujemy jasność każdego dnia. Cierpienie Pawła jeszcze bardziej zbliżyło nas do siebie, jeszcze bardziej się kochamy, jesteśmy sobie bardziej potrzebni i w tym odnajdujemy sens tego co robimy. Zdumiewająca jest postawa Pawła, który ma w sobie tyle optymizmu i energii psychicznej, że to nam się udziela i dodaje siły. Dziękujemy Bogu za wszystko, dziękujemy Bogu za ludzi, którzy okazali i ukazują nam tak wiele serca i życzliwości. Bez nich byłoby nam ciężko.”
W czasie dzielenia się opłatkiem ojciec Pawła powiedział: „Jeszcze nigdy nie byliśmy tak szczęśliwi jako rodzina, jesteśmy ze sobą związani ogromnymi więzami miłości. Jest to nasza wspaniała wigilia”.
Heroiczna miłość rodziców i ich poświęcenie powierzone Bogu sprawiają, że są oni w stanie bardzo owocnie zrealizować swoje powołanie, nawet w tak ekstremalnych okolicznościach ciężkiej choroby syna.

 
1217. Nikt nie powinien umierać sam PDF Drukuj Email

Siostra Sheila ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Wcielonego Słowa pracuje w hospicjum, gdzie przebywają ludzie nieuleczalnie chorzy. Mówi, że kocha swoją pracę. I rzeczywiście, gdy patrzymy na jej bezgraniczne zatroskanie o umierających, na jej poświęcenie jesteśmy pewni, że mówi prawdę. Jak odkryła swoje powołanie do tego Zgromadzenia i do takiej posługi? Mówi, że zrodziło się ono w młodości.
W wieku dwunastu lat, po raz pierwszy odczuła dosyć wyraźnie, że Ktoś ją woła do takiej posługi. A miało to miejsce w miejscowym szpitalu w Kerry, gdzie spędziła kilkanaście dni jako pacjentka. Obserwowała pilnie co się wokół niej dzieje i rodziły się wtedy różnego rodzaju przemyślenia. W sali szpitalnej było dwunastu pacjentów. W kącie sali leżała na łóżku starsza kobieta. W ciągu dnia nie przyjmowała ona żadnych pokarmów i nikt też nie przychodził do niej z wizytą. Nocą, gdy przygasły światła i na sali zaległa głęboka cisza, dał się słyszeć słaby głos: „Sheila, Sheila, podejdź do mnie”. Sheila wstawała i zatrzymywała się przy łóżku starszej kobiety, która uśmiechała się do niej i mówiła: „Wody, wody”. Sheila brała plastikowy kubek z wodą, zwilżała jej usta, poprawiała kołdrę i wracała swoje miejsce. Powtarzało się to dwa, trzy i więcej razy w ciągu nocy. Podobna sytuacja powtarzała się przez kolejne noce wspólnego przebywania w szpitalu. Sheila zadawała sobie pytanie: „Czyją jest ona babcią i dlaczego nikt jej nie odwiedza?”
Pewnego ranka Sheila podeszła, jak zwykle do łóżka starszej kobiety, aby sprawdzić co się dzieje. Była zaszokowana, gdy zobaczyła puste łóżko. Staruszka zmarła. W ciągu następnych dni nikt nawet nie wspomniał imienia zmarłej. Sheila tłumiła w sobie złość do pielęgniarek i lekarzy, którzy pracowali na tym oddziale. Powtarzała często sama do siebie: „Nikt nie powinien umierać sam, jak ta staruszka. Powinna mieć kogoś przy sobie w tych ostatnich minutach życia”.
Dwa lata później, zimnym lutowym popołudniem zmarł niespodziewanie ojciec Sheili. Jej pierwszą reakcją na tę tragiczną wiadomość była myśl: „Czy nie był on sam, gdy umierał na szpitalnym łóżku?” Później dowiedziała się, że umierał on w wielkim bólu, a przy nim nie było nikogo. Zrodziło się wtedy w Sheili pragnienie, aby być z umierającymi, nieść im pomoc i ulgę, aby nie czuli się samotni w tak bardzo trudnym okresie życia. Wybrała Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia Wcielonego Słowa i pracę w hospicjum. O swoim wyborze mówi tymi słowami: „Pobyt w hospicjum, mierzony kalendarzem jest krótki; trwa sześć miesięcy, albo mniej. Lecz przebywanie razem z umierającymi, nawet tak krótko jest wielkim przywilejem. Gdy zatrzymuję się przy łóżku chorego, to tak jakbym stawała na świętej ziemi” (Flor McCarthy, SDB: New Sunday & Holy Day Liturgies).

 
1216. Światło w ciemności PDF Drukuj Email

Viktor Frankl więzień hitlerowskich obozów koncentracyjnych w książce pt. „Men’s Search for Meaning” pisze: „Budzący się dzień ogarniał cały świat przejmującą szarością; nad nami ciążyło szare niebo; w bladym blasku budzącego się dnia widać było szary śnieg; w szary łachman ubrany był kolega więzień. Ta szarość przytłaczała swym ciężarem popychała ku rozpaczy i zniechęceniu”. Aż nagle, w tej szarości pojawił się element, który ożywił ten nieludzki pejzaż. „W pewnym momencie dostrzegłem na horyzoncie płonące światła w chacie rolnika. Był to cudowny obraz wymalowany kolorami nadziei i radości. Przebijał się przez szarość otaczającej rzeczywistości i jasnością wypełniał duszę”. Frankl wspomina, że to doświadczenie radykalnie zmieniło jego więzienne życie. Stało się źródłem nadziei, w miejsce poprzedniej rozpaczy.
Jakże bliskie jest to doświadczenie słowom z Ewangelii: „W nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła”.

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 9 z 232
Odsłon : 1458950