|
1039. Ciernista droga do Boga |
|
|
|
|
Jestem z Białorusi, mieszkam w Polsce od wielu lat. Moja babcia katoliczka po cichu ochrzciła mnie i moich braci w wieku niemowlęcym. Jestem wdzięczna jej za to. Ja nigdy nie chodziłam na religię, nie miałam komunii, bierzmowania, ale miałam ślub kościelny już w Polsce. Długa i ciernista była moja droga do Boga. Jestem osobą wierzącą i praktykującą. Nic nie odwróci mnie od Boga, od kościoła, przecież kościół to my. Moja rodzina, większość koleżanek i kolegów, zamieszkałych na Białorusi przebyło też ciernistą i długą drogę do wiary i Boga niezależnie ode mnie. Nie wyobrażacie sobie, jak ludzie garną się do wiary, ile powstaje nowych świątyń. Jedna z koleżanek powiedziała do mnie tak: Popatrz, jak ważnych rzeczy pozbawiono nas w życiu. Miała na myśli religię. Jak można poznać Boga i wiarę nie chodząc do kościoła i nie słuchając nauki Kościoła? Część ludzi nie docenia tego co ma, wykazuje agresywna postawę wobec Kościoła, a agresja jeszcze nikogo do niczego dobrego nie doprowadziła w żadnej dziedzinie życia. Pozdrawiam wszystkich forumowiczow. (Cudzoziemka, Onet 2002-05-23).
|
|
Ks. Davida Wilkersona pracował wśród nowojorskich narkomanów. O jego pracy mówi książka pt. „The Cross and the Switchblade”. Jest w niej wypowiedź narkomana imieniem Joe: „Powiedziano mi, że Duch Święty jest Pocieszycielem. Ale kiedy słyszę o pocieszeniu, wtedy przychodzi mi na myśl butelka wina lub kilka porcji heroiny. Ale oni mówią o pocieszeniu z nieba, które przynosi poczucie wewnętrznej czystości i radości. Zapragnąłem takiego pocieszenia... Błagałem Boga o pomoc i wtedy zstąpił na mnie Duch Święty. Nie chciałem wtedy żadnych narkotyków. Kochałem każdego. I po raz pierwszy w swoim życiu poczułem się wewnętrznie czysty i szczęśliwy”.
|
|
W roku 1983, podczas okupacji Libanu przez Izrael, trzynastoletni chłopiec Peter Burgh z Evanston w stanie Illinois obchodził uroczystości Bar Micwy. Jest to żydowski obrzęd, poprzez który młody człowiek staje się pełnoprawnym członkiem społeczności żydowskiej. Po zakończonych uroczystościach chłopiec przeczytał list, który napisał do premiera Izraela Menachema Begina. Przed odczytaniem go zwrócił się do zebranych tymi słowami: „Poprzez obrzęd Bar Micwy wszedłem w dorosłe życie społeczności żydowskiej. Jestem zatem zobowiązany powiedzieć to, co myślę. Napisałem list do premiera Menachema Begina, który teraz chciałbym wam przeczytać”.
„Drogi Panie Premierze Begin;
Z racji mojej Bar Micwy czuję się zobowiązany powiedzieć to, co myślę o wojnie w Libanie. Rozumiem co Pan uczynił i dlaczego, jestem jednak zdania, że wojna jest złą drogą. Jeśli w przyszłości zaistnieje podobna sytuacja, radziłbym w pierwszym rzędzie udać się z misją pokojową do każdego arabskiego kraju, tak jak Sadat przybył do Izraela. Jeśli Izrael będzie żył w pokoju z Arabami, wtedy PLO nie będzie mieć baz, przygotowujących bojowników do zabijania Żydów w Izraelu... „
Chłopiec kończąc swój list powiedział: „Zrezygnowałem ze słodyczy i orzechów w czasie uroczystości Bar Micwy i poprosiłem rodzinę, aby w ten sposób zaoszczędzone pieniądze przesłać do szpitala w Netanya na leczenie Żydów zranionych w czasie wojny” (Mark Link, S. J.)
|
|
Ania ze wzruszeniem spogląda na niewielki obraz Matki Bożej Częstochowskiej zawieszony na ścianie jej nowojorskiego mieszkania. Przywołuje on wiele różnych wspomnień, wśród których jest to najważniejsze; pożegnanie z mamą sprzed kilkunastu lat. Wybierała się wtedy w daleką podróż do Stanów Zjednoczonych. Było to bardzo trudne rozstanie. Ania zdawała sobie sprawę, że nie będzie jej łatwo bez najbliższych, a szczególnie bez mamy, którą darzyła szczególną miłością. Mama, pomagając jej w pakowaniu, chciała włożyć jak najwięcej potrzebnych rzeczy. A na koniec, gdy walizki były już zamknięte, zdjęła ze ściany mały obraz Matki Bożej Częstochowskiej i wręczyła córce mówiąc: „Weź ten obrazek ze sobą. Wiele razy modliłam się za was przed obliczem Pani Jasnogórskiej. Niech ten obrazek przypomina ci moją bezgraniczną miłość. Bądź pewna, że codziennie będzie ci towarzyszyć moja modlitwa. Powierzam cię Matce Bożej i wiem, że ona cię nie opuści. Ona będzie ci wskazywać swojego syna Jezusa. Ty także pamiętaj o niej ”.
Przez długie godziny lotu Ania myślała o pożegnaniu z domem, z mamą. Rozmyślania przerwała zapowiedź lądowania. A później wszystko zaczęło toczyć w innym rymie. Kontrola na lotnisku. Spotkanie z siostrą. Radość powitania. Pierwsze ekscytujące dni pobytu w tak ogromnym mieście. Wkrótce zaczęła pracować. W szarości codziennych zajęć często wracała myślami w rodzinne strony. Po pewnym czasie spotkała człowieka, z którym związała się uczuciowo. Związek ten nie trwał długo. Nieuleczalna choroba Marka a później jego śmierć wpędziły Anię w stany lękowe i depresyjne. Czuła się samotna i zagubiona mimo, że miała wokół siebie życzliwych ludzi. Sięgnęła po alkohol. Przynosiło to chwilową ulgę. Ale po otrzeźwieniu depresja wracała ze zmożoną siłą. Zerwała więzi z najbliższymi. Uważała, że są oni wrogo do niej nastawieni. Mama nie wiedziała dokładnie co się dzieje z jej córką, ale zapewne matczyne serce przeczuwało, że jej dziecko przechodzi trudne dni. Ania zapomniała także o kościele i jak sama mówi „chciała się upić, o wszystkim zapomnieć i umrzeć”. Alkoholizm coraz bardziej odsuwał ją od ludzi. Aż przyszła pamiętna wigilia. Nie skorzystała wtedy z żadnego zaproszenia do stołu wigilijnego. Upiła się i została we własnym mieszkaniu. Sama w pustym domu w wigilijną noc. Nagle jej ciało i duszę przeszył niespotykany dotąd ogromny ból. W pijackim zamroczeniu spojrzała na obrazek Matki Bożej. Później wspomina, że to było olśnienie, to był cud. Zrozumiała swoją nędzę. Po raz pierwszy chciała żyć, chciała zmienić swoje życie i podać się kuracji.
Rodzina i przyjaciele pomogli jej powrócić do normalnego życia . Z uśmiechem zadowolenia Ania mówi, że już od piętnastu miesięcy nie miała w ustach kropli alkoholu. Jest szczęśliwa. Ma wielu przyjaciół. Wierzy, że ten zwrot rozpoczął się w wigilijny wieczór od spojrzenia na obraz Matki Bożej, który kiedyś otrzymała od swojej mamy. Wierzy, że to wytrwała modlitwa matki i wstawiennictwo Maryi dokonały cudu w jej życiu. Na nowo odnalazła Chrystusa. Inaczej teraz przeżywa Mszę św. Jest to dla niej bardzo ważny moment osobistego spotkania z Bogiem. Ofiarnie pomaga tym, którzy, tak jak ona kiedyś, są zagubieni. Na twarzy widać uśmiech szczęścia, gdy mówi o swoim zwycięstwie. Ostatnio w czasie rozmowy telefonicznej z mamą usłyszała: „Aniu jestem z ciebie dumna”. Te słowa brzmią dla niej, jak przepiękna muzyka. „Przyszłam do księdza porozmawiać, bo czuję taką wewnętrzną radość, szczęście, że narodziłam się do nowego życia. Pomoc i modlitwa bliskich, a szczególnie mamy pomogły mi wyrwać się z nałogu i wrócić do Boga.”- powiedziała Ania.
|
|
|