U źródeł wody życia

 

Moja stała rubryka
na str.4 w nowojorskim
tygodniku Kurier Plus

Zaduszki PDF Drukuj Email

Fot. Cmentarz Green Wood w Dolnym Brooklynie NY, w pobliżu kościoła MB Częstochowskiej, gdzie obecnie pacuję.

W listopadowe dni, drogą pamięci i pragnieniem serca wracają obrazy z życia, które nieubłagany czas zamknął między dwiema datami; urodzenia i śmierci. W tej czasoprzestrzeni pojawia się uśmiechnięta i życzliwa twarz matki, a jej błogosławiąca ręka na wieki zastyga nad nami. Ojciec rozoruje czarną ziemię, przez jego ręce przesypuje się złote ziarno, z którego rodzi się dostatek domu. Z cichą piosenką na ustach wraca do wiecznego mieszkania. Sąsiad za płotem po raz ostatni głośno woła; w czasie następnych wakacji, tylko milczenie na tym miejscu zostanie. Kolega z klasy nie zdążył wskoczyć do autobusu, został pod kołami, na pożegnanie nie powiedział ani słowa. Nie miał czasu zestarzeć się; powraca w pamięci zawsze młody. W tym kalejdoskopie pojawia się, jakby bez pary złota obrączka, która na połyskującej powierzchni zatrzymała tysiące scen miłości igrającej między dwoma sercami. Z każdym rokiem przybywa tych powracających obrazów, podobnie jak krzyży na cmentarzach, gdzie w listopadowych dniach, w modlitewnej zadumie palimy znicze, kładziemy kwiaty. Kwiat mówi o miłości silniejszej niż śmierć, a płonąca świeca staje się symbolem Światłości rozświetlającej najgłębsze mroki, mroki śmierci.

 

 
Odsłon : 1448785