U źródeł wody życia

 

Moja stała rubryka
na str.4 w nowojorskim
tygodniku Kurier Plus

W lesie PDF Drukuj Email

 

 

 

Jak beztroski uśmiech Natalki i Julki powracają moje pierwsze zapamiętane święta Bożego Narodzenia. Radosne wspomnienia prowadzą mnie do tego ośnieżonego lasu, do Puszczy Solskuej na Roztoczu. Dla małego dziecka było to tajemnicze miejsce, które zamieszkiwały baśniowe stwory. Ten las ciągle się zmieniał . Wiosną pachniało zielenią i budzącym się życiem. Latem kusił przyjemnym chłodem, szemrzącą wodą leśnych potoków i zapachem jagód wszelkiego rodzaju. Jesiennym, zamglonym świtem zapraszał na grzybobranie. Od najmłodszych lat znałem prawie wszystkie grzyby po imieniu: borowiki, podgrzybki, kanie, gąski, maślaki, muchomory, siniaki, kurki, gołąbki, opieńki, gorszlaki itd.. Tego ostatniego nie znajdziecie w żadnym wykazie. Przyjedźcie do mojego rodzinnego Oseredka, a ludzie wam powiedzą, co to za grzyb. Jednak najradośniejsze spotkanie z lasem miało miejsce przed Bożym Narodzeniem. Szedłem z tatą i rodzeństwem do lasu, aby znaleźć najpiękniejszą jodłę na choinkę do naszego domu. Najczęściej trzeba było strząsać z drzew grube czapy śniegu. Obsypani śniegiem wyglądaliśmy jak śnieżne bałwany. Aż wreszcie zgodnie krzyczeliśmy: to ta, to ta. W tym lesie potężniała radość Bożego Narodzenia. Bóg się rodził w naszych sercach i wypełniał niespotykanym czarem cudowne przestrzenie ośnieżonego lasu.

 
Odsłon : 1958414