U źródeł wody życia

2 niedziela Adwentu PDF Drukuj Email

 

DROGI ŻYCIA

****************************************************************************************************

Nazaret-Kościół św. Jozefa

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”.
                                                                                                                                                                    Łk 3,1-6

 ********************************************************************************************************************

Al, szczęśliwy mąż i ojciec dwóch synów był utalentowanym artystą. Pewnej nocy starszy syn źle się poczuł. Al i jego żona sądzili, że jest to chwilowa niedyspozycja, i nie wezwali karetki pogotowia. Później okazało się, że było to pęknięcie wyrostka robaczkowego, które skończyło się śmiertelnymi powikłaniami. Al był załamany, przygniotło go poczucie winy za śmierć syna, nie mógł sobie z tym poradzić. Wkrótce odeszła żona, zostawiając go z sześcioletnim synem Ernem. Te nieszczęścia sprawiły, że sięgnął po alkohol. Powoli, alkohol zabierał mu wszystko- dom, jego dzieła artystyczne. Po wielu latach, opuszczony Al zmarł w hotelowym pokoju. Ci co go znali ze smutkiem stwierdzali, że było to zmarnowane życie, nic po nim nie zostało.

Autor, opisujący tę historię, Bobbie Gee znał Ernego, i bardzo go cenił ze względu na jego szlachetność, dobroć i uczciwość. Znając środowisko w jakim wychowywał się Erne, Bobbie był ciekawy co miało taki wielki wpływ na ukształtowanie osobowości Ernego. I pewnego razu zapytał go: „Wiem, że twój ojciec był najważniejszą osobą w twoim życiu. Co on dla ciebie zrobił szczególnego, że ty wyrosłeś na tak porządnego człowieka.?" Erne spokojnie usiadł, pomyślał chwilę i powiedział: „Jak daleko sięgnę pamięcią, aż do momentu opuszczenia domu rodzinnego w wieku 18 lat przypominam sobie ojca, który każdego dnia wchodził do mojego pokoju, całował mnie na dobranoc i mówił: Kocham cię, synu". Al nie wiele dał swemu synowi dóbr materialnych, dał mu jednak to co jest najpotrzebniejsze w rozwoju człowieka i stosunkach międzyludzkich; dał mu miłość. Miłość ta była wystawiona na wielką próbę; tak trudno dostrzec ją gdy tonie w alkoholu. Ale nawet taka trudna miłość ma ogromną moc.

Na drodze naszego życia staje wielu ludzi. To, czym my dzisiaj jesteśmy i co posiadamy jest wypadkową naszych zdolności i naszego wysiłku, oraz tego co otrzymaliśmy od Boga i ludzi. W tym co otrzymujemy od innych, najłatwiej zauważyć wartości materialne. Otrzymać w spadku wielką fortunę to jest coś. Jednak to coś nic nie znaczy, gdy zabraknie daru, który Al dał swojemu synowi; daru miłości. Gdy jej zabraknie, wtedy każdy materialny dar może przybierać formę zimnego wyrachowania. Rodzice, którzy swoim dzieciom zapewnią dostatek materialny, ale nie przekażą miłości niech nie będą zaskoczeni, gdy dzieci będą traktować ich bezdusznie, jak książeczkę czekową. Niepotrzebny jest sentyment do książeczki czekowej; jest ona potrzebna gdy ma pokrycie w banku, gdy je traci można ją spokojnie wyrzucić.

Pismo św. nazywa nas dziećmi bożymi. Ta godność jest wezwaniem do budowania jedności z Bogiem. Jedność z Bogiem nazywamy świętością. Aby osiągnąć najwyższy stopień jedności z Bogiem potrzebna jest Jego pomoc, potrzebny jest Jego dar. Tym darem jest miłość. To z miłości Bóg zesłał nam swojego Syna, Jezusa Chrystusa. W okresie Adwentu czekamy na Jego przyjście. Otwarcie się na ten dar przemienia największych grzeszników w świętych. To dla tego nie możemy ominąć Chrystusa, który staje na drodze naszego życia.

Jan Chrzciciel, o którym mówi zacytowany na wstępie fragment Ewangelii zapowiada przyjście Jezusa. Święty Jan staje na drodze naszego życia celem przygotowania nas do przyjęcie tej Miłości. Upomina nas i karci, wzywa do prostowania dróg naszego życia. To upominanie jest wyrazem miłości i zatroskania. Tylko ci, którzy naprawdę nas kochają powiedzą nam o naszych błędach, chcąc nas uchronić przed zmarnowaniem życia. Aby osiągnąć pełnię, miłość stawia wymagania. W tym wypadku wzywa nas do prostowania dróg naszego życia, bo nieraz są one tak kręte i wyboiste, że nie ma szans odnalezienia na nich Boga i naszego bliźniego. Cóż to znaczy prostować drogi swego życia?

Z lat mojego dzieciństwa pamiętam nieutwardzoną drogę przez moją wieś. Po deszczu stawała się ona jedną, wielką kałużą błota. Podróżowanie tą drogą było udręką dla zaprzęgów konnych , a szczególnie dla ciągników, które woziły drzewo z lasu. Nieraz do późnych godzin nocnych kierowcy trudzili się wyciąganiem ciągnika z błotnej topieli. Dzisiaj, ta droga jest równa, pokryta asfaltem; szybko i łatwo można dojechać do wyznaczonego celu. Ale zanim to się stało włożono wiele pracy i trudu w jej budowę. Po wybudowaniu drogi zniknęła wieka góra, z której w zimie zjeżdżaliśmy sankami. Setki tysięcy razy łopaty zanurzyły się w tej górze biorąc piasek do budowy tej drogi.

Jan Chrzciciel wzywa do prostowania dróg, które prowadzą do Boga i naszego bliźniego. Są to drogi Bożych przykazań. Nieraz na tej drodze góry są tak wysokie i doły tak głębokie, że nie ma szans dotarcia do celu. Doły wzajemnej niechęci są nie do przeskoczenia. Góry uprzedzeń sięgają nieba i zasłaniają drugiego człowieka. Zazdrość tak pokręci drogi, że nie widać z nich wyjścia. Nienawiść kopie doły tak głębokie, że wpadający do nich nic nie widzą poza chęcią zemsty. A pycha osiąga nieraz gigantyczne wymiary tak, że pyszałek widzi tylko siebie. Te wszystkie zawiłości dróg izolują nas od bliźniego i Boga i pozbawiają nas najważniejszego daru jakim jest miłość. Brak miłości zatrzymuje nas w rozwoju i pozbawia możliwości zbawczego spotkania z Bogiem.

Prostowanie tych dróg wymaga wiele wysiłku i samozaparcia. Jednak podjęcie tego trudu sprawia, że ".... wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże".

 
Odsłon : 261467