U źródeł wody życia

2 niedziela wielkanocna PDF Drukuj Email

 

NIEWIERNI TOMASZE

********************************************************************************************************************

Jerozolima-Wzgórze Synaj- Wejście do Wieczrnika Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam, gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: ”Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: ”Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: ”Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: ”Widzieliśmy Pana!”. Ale on rzekł do nich: ”Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: ”Pokój wam!”. Następnie rzekł do Tomasza: ”Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: ”Pan mój i Bóg mój!”. Powiedział mu Jezus: ”Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.
                                                                                                                             J 20,19-
31

********************************************************************************************************************

Wiele bardzo ważnych spraw w naszym życiu rozgrywa się na pograniczu świata, którego można doświadczyć empirycznie i świata, który nie podlega temu doświadczeniu. Dla niektórych, świat doświadczeń poza empirycznych jest nieważny, gdyż wymyka się poznaniu przez nasze zmysły i sztywno pojmowane możliwości rozumu. Jednak, dla większości ten świat odgrywa bardzo ważną rolę w ich życiu. Bywają nieraz sytuacje, że świat pozamaterialny dla swej manifestacji wyraża się przez formy materialne, które możemy odczytać naszymi zmysłami. Sceptycy mówią, że takiej możliwości niema, ponieważ dla nich nie istnieje świat pozamaterialny. Ci, którzy tego doświadczyli są zdziwieni jak można być głuchym na tak ważne doświadczenie. A zatem przyjdźmy do tych doświadczeń.

Na plebanię przychodzi kobieta i prosi księdza do chorego. Okazuję się, że umierający, 60 letni mężczyzna jest człowiekiem niewierzącym. Kapłan przybywa, ale jest już za późno; umierający stracił przytomność. Ksiądz nie rezygnuje jednak. Mówi do chorego, a następnie zdejmuje swój medalik i nakłada na szyję chorego. Chory zaczyna mówić jak do swej matki, dawno już zmarłej: „Przyszłaś do mnie, mamo. Pamiętam, tak dobrze pamiętam jak zawiozłaś mnie jako dziecko na Jasną Górę. Mówiłaś mi wtedy, że jesteś chora na gruźlicę, że wkrótce umrzesz, dlatego oddajesz mnie pod opiekę Matki Bożej. Założyłaś mi medalik na szyję i poleciłaś nosić go stale. Niestety, mamo, zrzuciłem później medalik, bo utraciłem wiarę, całe życie prowadziłem bez Boga, ale ty przychodzisz teraz do mnie”. W tym momencie chory przytomnie spogląda na kapłana i prosi o pojednanie z Bogiem.

Dla umierającego człowieka, zapewne to doświadczenie było najważniejszym w jego życiu, a spotkanie z matką było tak realne jak ten świat, który go otaczał. Jakże nieporadnie, wobec tego doświadczenia wyglądają ci, którzy zaopatrzeni w potężne mikroskopy orzekają, że to wszystko jest wynikiem przemian chemicznych w komórkach mózgowych.

Jako duszpasterz często rozmawiam z ludźmi, którzy stracili kogoś bliskiego ze swej rodziny. Mówią oni o swoich związkach ze zmarłymi, o miłości silniejszej aniżeli śmierć. Zmarli są obecni w ich życiu. Przychodzą do nich w snach. Czasami, można usłyszeć w rozmowie o znakach materialnych, przez które zmarli jak gdyby mówią o swej obecności. Moi rozmówcy bardzo cenią sobie te doświadczenia. Dlaczego?. Sądzę, że z dwóch powodów. Pierwszy. Każde spotkanie z drogą osobą, nawet we śnie jest cenne. Drugi, zasadniczy powód. Takie doświadczenia upewniają nas, że nasi bliscy żyją w innym świecie. Prawie w każdym z nas jest zakodowane pragnienie znaków, poprzez, które można dotknąć rzeczywistości nadprzyrodzonej. Czy te osobiste doświadczenia mogą być takimi znakami? Na to pytanie nie znajdziemy odpowiedzi nawet w najmądrzejszych i najpobożniejszych książkach. Trudno osądzić na ile te przeżycia są emanacją naszych pragnień, a na ile rzeczywistością nadprzyrodzoną, w której obecny jest Bóg. Możemy być jednak pewni tego, że istnieje możliwość dotknięcia, doświadczenia Boga i świata nadprzyrodzonego. O tej możliwości mówi nam zacytowany na wstępie fragment Ewangelii. To, co spełnia się w naszych snach (spotkanie ze zmarłymi) stało się możliwe w rzeczywistości.

Śmierć Chrystusa na krzyżu była tragedią dla jego uczniów. Zapewne po Jego śmierci pragnęli, jakiegoś znaku ze strony Jezusa. To, czego doświadczyli przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Chrystus przychodzi do nich. Mogą z Nim rozmawiać i dotknąć Go. To nie był sen to była rzeczywistość. Trudno było im w to uwierzyć. Chrystus żyje, istnieje życie mimo śmierci. Jeden z dwunastu apostołów, Tomasz był nie obecny w czasie przyjścia Jezusa. Po jego powrocie apostołowie dzielą się radosną nowiną o zmartwychwstaniu Chrystusa. Tomasz nie jest jednak skłonny do uwierzenia. „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę””. Chce dotknąć ran Chrystusa własnym rękami. Chrystus przychodzi i daje mu taką szansę, a wtedy Tomasz pada na kolana i woła: „Pan mój i Bóg mój”. Bóg pozwala nieraz człowiekowi doświadczyć swej obecności przez materialne znaki. Takimi znakami są cuda. Od początku dziejów ludzkości Bóg przemawia do człowieka przez cuda, tak dzieje się również i dzisiaj. Częściej jednak Bóg mówi do nas w cichości naszej duszy i przez innych ludzi. A my bardzo często jesteśmy podobni do niewiernego Tomasza i sami chcielibyśmy, przez znaki materialne, cuda dotknąć Boga.

Dla człowieka otwartego na nadprzyrodzoną rzeczywistość, świat materialny staje się znakiem Boga. Wspaniałość Wszechświata prowadzi do jego Stwórcy. Można przytoczyć wiele wypowiedzi uczonych, którzy zajmowali się światem materii i poprzez ten świat odkrywali Boga. Dotknięcie świata materialnego stawało się jakby dotknięciem jego Stwórcy. Oto wypowiedzi kilku uczonych. K. Linneusz we wstępie do swego dzieła „ O systemie przyrody” pisze:, “Gdy patrzę na słońce i gwiazdy zawieszone w przestrzeni myślę, że wszystkie te dzieła stworzone noszą na sobie znamię mądrości i potęgi Boga, który napełnia je światłem i życiem”. Twórca teorii budowy gwiazd A. Edington:, “Choć nauka w przyszłości odsłoni jeszcze nie jedną tajemnicę, to jednak nigdy nie zgłębi całkowicie wewnętrznej struktury świata. Nowa fizyka nie oddala nas od Boga, lecz przeciwnie, prowadzi nas do Niego”. I jeszcze jedna wypowiedź wybitnego fizyka A. Ampere’a: „Jednym z najbardziej przekonywujących dowodów istnienia Boga jest panująca we wszechświecie harmonia i ów przedziwny ład, mocą, którego każda istota żyjąca w organach swych znajduje wszystko, co potrzebne jest do utrzymania bytu, do rozradzania się i do rozwoju swoich fizycznych oraz umysłowych zdolności”.

Jak Tomasz jesteśmy spragnieni dowodów na istnienie Boga. Świat zaś jest pełen znaków bożej obecności. Wystarczy otworzyć serce i umysł na tę rzeczywistość i z pewnością doświadczenie św. Tomasza będzie naszym udziałem, i za nim będziemy mogli powtórzyć „Pan Mój i Bóg mój”.

 
Odsłon : 261465