U źródeł wody życia

Uroczystość Chrztu Pańskiego PDF Drukuj Email

 

„TY JESTEŚ MÓJ SYN UMIŁOWANY”

********************************************************************************************************************

Chrzest w Jordanie Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.
                                                                                                                           (Łk 3,15-16.21-22)

********************************************************************************************************************

W naszym życiu jest wiele miejsc, do których chętnie wracamy. Są one ważne dla nas ze względu na ich piękno, jak i też ze względu na nasze przeżycia, których tam doświadczyliśmy. Często jedno z drugim jest ściśle związane. Te miejsca tworzą naszą historię i są ważne dla naszej teraźniejszości. Powroty do nich mają nie tylko sentymentalne odniesienia; niosą one nieraz pokój i moc ducha. Czasami wystarczy wrócić, tylko myślą, do takiego miejsca, aby odnaleźć ukojenie w burzy codziennego zabiegania.

Dla chrześcijanina miejsce chrztu ma wiele, nie tylko religijnych, odniesień. Jest ono ważne bardziej ze względu na wydarzenie aniżeli piękno otoczenia. Swym wymiarem przekracza rzeczywistość materialną. Samo wydarzenie dokonało się poza naszą świadomością. Dopiero następstwa chrztu wpisywały się w naszą pamięć. A wszystko to rozgrywało się w świątyni, która bez względu na piękno architektoniczne zawsze jest piękna, bo jest nasza. Tam przyjęliśmy I Komunię św., tam było bierzmowanie, tam stawaliśmy przy ołtarzu, aby ślubować miłość małżeńską, tam gromadziliśmy się w gronie rodziny i najbliższych, aby obchodzić uroczystości kościelne albo rodzinne, tam też żegnaliśmy naszych bliskich, gdy śmierć dotykała naszej rodziny. Te ostatnie uroczystości niosą smutne wspomnienia. Ale rzeczywistość chrztu, nawet w te smutne wspomnienia wnosi nadzieję.

Papież Jan Paweł II w czasie swej pielgrzymki do Polski odwiedził miejsce swego chrztu i w homilii nawiązał do tego tymi słowami: „Kiedy patrzę wstecz, widzę jak droga mojego życia poprzez środowisko tutejsze, poprzez moją rodzinę prowadzi mnie do jednego miejsca; do chrzcielnicy w wadowickim kościele. Przy tej chrzcielnicy zostałem przyjęty do łaski bożego synostwa i wiary Odkupiciela mojego, do wspólnoty Jego Kościoła. Chrzcielnicę tę już raz uroczyście ucałowałem w roku tysiąclecia chrztu Polski, jako ówczesny biskup krakowski. Potem uroczyście po raz drugi na 50 rocznicę mojego chrztu jako kardynał, dzisiaj po raz trzeci ucałowałem tę chrzcielnicę, przybywając z Rzymu jako następca św. Piotra.” Droga wiary Papieża rozpoczęła się w tej wadowickiej chrzcielnicy. W chrzcielnicy, a raczej w tajemnicy chrztu kryje się potężna siła, która dla wierzącego jest niewyczerpanym źródłem inspiracji i mocy w kształtowaniu dojrzałej osobowości i uświęcenia się. A zatem skąd jest ta moc?

W ubiegłym roku odbyłem wycieczkę do Ziemi Świętej. Przepiękne krajobrazy, zabytki mówiące tysiącami lat sprawiały, że była to jedna z najpiękniejszych pielgrzymek w moim życiu. Pielgrzymka miała podwójny wymiar. Patrząc na niepowtarzalne krajobrazy i poznając cenne zabytki, myślą przedzierałem się przez historię i doświadczałem bliskości Boga, który na tej Ziemi pozostawił wiele śladów swojej obecności. Ta duchowa podróż sprawiała, że pielgrzymka stawała się drogą prowadzącą do spotkania i doświadczenia obecności Boga w wybranych i świętych miejscach.

W czasie tej pielgrzymki nie mogło zabraknąć miejsca chrztu Jezusa. Mijaliśmy po drodze skaliste pastwiska, gaje oliwkowe i soczystą zieleń, przytkaną kwiatami. Zatrzymaliśmy się na parkingu otoczonym plantacjami drzew palmowych. Każdy z pośpiechem wysiadał z autobusu, aby jak najszybciej zobaczyć miejsce chrztu Jezusa. Nie jest ono podobne do tych, które znamy z obrazów sławnych malarzy. Spokojne wody Jordanu obudowano kamiennymi wzmocnieniami i przystosowano do dzisiejszego użytku. Do tego miejsca przybywa wielu ludzi, aby przyjąć tu chrzest. Dotykam wody; nie jest to ta sama woda, której dotykał Jezus, tylko miejsce jest to samo. Dotknięcie płynącej rzeki pomaga mi przywołać na pamięć i doświadczyć wydarzenia, które miało tu miejsce prawie dwa tysiące lat temu. Jezus stoi w wodach Jordanu a z nieba dał się słyszeć głos: „Tyś mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. W tym momencie Jezus objawia światu, że jest Bogiem. A zatem moc, jaką otrzymujemy w sakramencie chrztu ma swe źródło w Bogu. Przez chrzest mamy uczestnictwo w mocy Bożej Jezusa Chrystusa.

Chrystus ustanawia sakrament chrztu, gdy kieruje swe słowa do apostołów: „Idźcie, więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28, 19). Chrzest Jezusa w Jordanie jest innej natury niż ten, który my przyjmujemy. Przez chrzest stajemy się uczestnikami śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, stajemy się dziećmi Bożymi. Można powiedzieć, że podczas chrztu otwiera się nad nami niebo, i głos z nieba mówi: „Tyś jest mój syn umiłowany, w tobie mam upodobanie”. Zjednoczenie z Bogiem, synostwo boże jest niezgłębionym źródłem siły w kształtowaniu człowieka. Uruchomienie tej siły zależy od nas. Chrzest jest jak gdyby ziarnem synostwa bożego zasianym w nas. Od nas jednak zależy, jakie wyda ono owoce. Jesteśmy wolni możemy z tym zrobić, co chcemy.

Wracając myślą do naszego chrztu warto zapytać, czy dzisiaj, tak jak w czasie naszego chrztu, Bóg mógłby powiedzieć: „Tyś jest mój syn umiłowany, w tobie mam upodobanie”? Odpowiedź na to pytanie każdy z nas może odnaleźć w głębi swojego serca.

 

*********************************************************************************************************************

*********************************************************************************************************************

 

BYĆ PROROKIEM


W historii zbawienia człowieka prorocy odgrywają bardzo ważną rolę. Słysząc o nich często kojarzymy ich z ludźmi przepowiadającymi przyszłość. Takie myślenie nie jest do końca słuszne. Jeśli prorok zapowiada przyszłość, to czyni to w kontekście zbawienia. Ukazuje boży plan zbawienia i sposób jego realizacji w życiu człowieka. Taką misję do spełnienia miał prorok Izajasz, który zapowiadał przyjście Mesjasza tymi słowami: To mówi Pan: „Oto mój Sługa, którego podtrzymuję, Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy”. Spełnienie tego proroctwa ogłasza Jan Chrzciciel, ostatni prorok Starego Testamentu. Scena Chrztu Jezusa w wodach Jordanu jest jednym z wielu wydarzeń, które wskazują na Jezusa, jako obiecanego Zbawcy. Jan udzielając chrztu nawrócenia mówił o przychodzącym Mesjaszu: „On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.

Przepowiadanie zbawczych wydarzeń nieodłącznie wiąże się z wzywaniem do nawrócenia, przemiany grzesznego życia. Jest to konieczne, aby przyjąć dar zbawienia. Upominanie, wzywanie do nawrócenia jest najważniejszą, a zarazem najtrudniejszą częścią misji prorockiej. Prorok ma wytykać błędy, które zrywają naszą więź z Bogiem i pozbawiają nas łaski zbawienia. Trafnie to ujmuje jeden z polskich humorów. Otóż na gałęzi drzewa siedzi baca i obcina ją piłą. Przechodzi turysta i mówi: „Baco spadniecie”. „E tam” – odpowiada z lekceważeniem baca. Nagle podpiłowana gałąź łamie i baca spada na ziemie. Ze zdumieniem patrzy na turystę i mówi: „Prorok, czy co”. Tak, turysta był on w pewnym sensie prorokiem, który ostrzegał, że takie postępowanie doprowadzi do upadku. Ta anegdota przywodzi na pamięć skojarzenie z przypowieścią o winnym krzewie. Chrystus jest winnym krzewem, a my latoroślami. Możemy owocować dobrem, zbawieniem jeśli tkwimy w winnym krzewie, z którego czerpiemy życiodajne soki. Jeśli przez grzech podcinamy, „przepiłowujemy” gałązkę latorośli możemy „spaść”. Tylko, że ten upadek może być o wiele groźniejszy niż upadek bacy, bo może decydować o naszej wieczności.

Prorocy doskonale zdawali sobie sprawę, że upominanie ludzi, piętnowanie zła, wzywanie do nawrócenia jest bardzo niebezpieczne. Bo człowiek nieraz tak mocno przylgnie do zła i swojej wizji zbawienia, że nie chce słuchać głosu proroka wyzywającego do nawrócenia. Woli go uwięzić a nawet zabić niż go usłuchać. To był chleb powszedni proroków Starego Testamentu. Doświadczył tego także prorok Izajasz oraz Jan Chrzciciel. Ten ostatni upomniał króla Heroda, że nie wolno zabierać żony swemu bratu. Herod uwięził Jana i za podpuszczeniem swojej konkubiny, kazał go ściąć. Jan Chrzciciel do końca pozostał wierny swojej misji prorockiej, którą przypieczętował męczeńska śmiercią.

Chrystus powołuje dwunastu Apostołów i przekazuje im misję prorocką. Mają iść na cały świat, głosić Ewangelią zbawienia i wzywać do nawrócenia. Była to misja także niebezpieczna. Wszyscy doświadczyli prześladowania, a jedenastu z nich poniosło śmierć męczeńską. Misja prorocka nie skończyła się wraz ze śmiercią Apostołów. Dalej kontynuuje ją Kościół Chrystusowy, w którym pojawiają się prorocy gotowi oddać swoje życie dla Ewangelii. Wielu z nas pamięta prześladowanie Kościoła w czasach Polski Ludowej. Kościół wyraźnie głosił, że nie można zbudować sprawiedliwego społeczeństwa z pominięciem prawa bożego. Nie można lekceważyć godności człowieka i nie wolno go zniewalać. Nie było to na rękę komunistycznej władzy. Rozpoczęła się walka z Kościołem. Do akcji antykościelnej zachęcał pierwszego prezydenta Polski Ludowej, Bolesława Bieruta w osobistej rozmowie w Moskwie Józef Stalin. Dawał wskazówki, jak można skutecznie walczyć z Kościołem: „Nie zrobicie nic dopóki nie dokonacie rozłamu na dwie odrębne i przeciwstawne sobie grupy”. I od samych starano się podzielić, poróżnić duchownych i świeckich. Podejmowano nawet śmieszne i karkołomne próby przeciwstawienia kardynała Wyszyńskiego kardynałowi Wojtyle. Inna forma walki z Kościołem było szerzenie oszczerstw o Kościele. Między innymi esbecy rozpowszechniali plotkę, że ks. kardynał Wojtyła kupił sobie doktorat.

Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności MSW stwierdziła, że duchowieństwo katolickie do końca istnienia PRL w oczach funkcjonariuszy SB postrzegane było w kategoriach wroga, dlatego działania prowadzone przeciwko niemu charakteryzowały się szczególną intensywnością i brutalnością. „Księża katoliccy byli bowiem wyodrębnioną przez MSW grupą osób, które przez sam fakt znalezienia się w tej grupie znajdowały się automatycznie w zasięgu działań operacyjnych MSW. W stosunku do każdego księdza prowadzono tzw. teczkę ewidencji operacyjnej księdza, próbowano pozyskać go na współpracownika, oceniano przy pomocy działalności operacyjnej jego stosunek do PRL, interesowano się jego życiem prywatnym”. Wielu głosicieli Ewangelii swoją bezkompromisowość przepłaciło wiezieniem a nawet śmiercią. W samych latach osiemdziesiątych, gdy zelżał komunistyczny terror stwierdzono 7 zabójstw duchownych. Ofiarami terroru organów bezpieczeństwa byli: ks. Jerzy Popiełuszko, ks. Stefan Niedzielak, ks. Sylwester Zych, ks. Stanisław Suchowolec, ks. Stanisław Palimąka, ks. Antoni Kij i ks. Stanisław Kowalczyk. Dzięki niezłomności tych proroków wartości ewangeliczne zwyciężyły, doprowadzając między innymi do upadku nieludzkiego komunizmu.

Na mocy chrztu świętego, każdy z nas ma udział w misji prorockiej Kościoła, na mocy której mamy głosić Ewangelię, upominać i wzywać do nawrócenia. Pierwszym miejscem pełnienia misji prorockiej jest nasza rodzina. Gdy widzimy, że któryś z członków naszej rodziny przecina gałąź łączącą go z Bogiem, mamy przed tym ostrzegać, upominać. Nie można dla świętego spokoju lekceważyć nawet najmniejszego łamania bożych przekazań. Bo ten święty spokój zaowocuje w przyszłości burzą i upadkiem. Nieraz trzeba wywołać w domu niepokój, o którym Chrystus mówi: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy”. Chrystusowa burza, niepokój rodzą prawdziwy i stały pokój i prowadza do zbawienia (Z książki W poszukiwaniu mądrości życia- przygotowywana do druku). 
 

 
Odsłon : 261461