|
WYKORZYSTAĆ CZAS
********************************************************************************************************************
Betlejem-Bazylika narodzenia Jezusa
|
Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.
Łk 2,16-21 |
********************************************************************************************************************
Dianna Neal w wierszu „Nie mam czasu na zabawę”, w piękny i wzruszający sposób mówi jak ważne jest właściwe wykorzystanie czasu. Wiersz, po pewnych uproszczeniach przytoczę w formie opowiadania: Mój cudowny synek ze złotymi włosami przyszedł do mnie i stanął obok krzesła. Położył głowę na moich kolanach i powiedział: „Mamusiu, proszę, pobaw się ze mną”. „Nie teraz. Idź pobaw się sam”- odpowiedziałam. Smutno uśmiechnął się, a w jego błękitnych oczach pojawiły się łzy. Wtedy powiedziałam: „Pobawimy się później, gdy skończę pracę”. Jednak domowa krzątanina zajęła mi cały dzień. Nie znalazłam czasu na zabawę. Po kolacji zmyłam naczynia. Byłam zbyt zmęczona na zabawę z synkiem. Położyłam go do łóżeczka, ucałowałam w policzek i patrzyłam jak mój śliczny anioł zasypia. Zmęczona położyłam się do łóżka, a w głowie dźwięczały mi słowa: „ Nie teraz synku, idź pobaw się sam. Dzisiaj tak wiele miałam pracy”. Szybko ogarnął mnie sen. Nagle ujrzałam syna, jako dorosłego mężczyznę. W pokoju na podłodze nie było porozrzucanych zabawek. Nie było śladów brudnych palców na drzwiach. Nikt nie prosił o kanapkę. Nie było łez do otarcia. Uświadomiłam sobie jak szybko minął czas. Nie ma już mego maleńkiego synka. Z krzykiem bólu obudziłam się. Jak to dobrze, że był to tylko sen. Pobiegłam do łóżeczka mojego synka. Maleństwo beztrosko spało. Delikatnie położyłam rękę na jego głowie. Praca może zaczekać do następnego dnia. Teraz muszę znaleźć trochę czasu na zabawę.
Na początku roku częściej niż zwykle towarzyszy nam myśl o przemijaniu i wykorzystaniu czasu. Ten wspaniały dar otrzymujemy od Boga. Gdy jesteśmy młodzi i zdrowi bardzo często nie doceniamy i trwonimy go. Wydaje się nam, że mamy go tak wiele. Kiedy jednak rysuje się perspektywa jego końca, wtedy każda minuta nabiera szczególnej wartości. Chcemy ją wypełnić sensem i treścią. Trwonienie czasu może przybrać nieraz formę kołowrotu zabiegania. Sądzimy, że przez ciągłą aktywność i zabieganie dobrze wykorzystujemy czas. Tymczasem jest odwrotnie. Istota rzeczy leży nie w zbieganiu, ale mądrym wykorzystaniu czasu. A to z kolei obliguje nas do poznania najważniejszych wartości życia i czasu ich realizacji. W powyższym opowiadaniu, matka dzięki wizji sennej zobaczyła, że w tym momencie najważniejszy jest czas poświęcony dziecku. Gdyby nie to, nigdy by nie nadrobiła zmarnowanego czasu.
Jakże często towarzyszy nam poczucie straconego czasu. Gdy odchodzą nasi bliscy żałujemy, że coś zaniedbaliśmy. Nie wysłaliśmy kartki świątecznej do tęskniącej matki, nie odwiedziliśmy jej, bo tyle innych spraw mieliśmy na głowie. Nie pomogliśmy naszemu bliźniemu, bo uważaliśmy, że będzie na to jeszcze czas. Sprawy religii zostawialiśmy na stare lata, bo teraz trzeba pracować, aby dzieciom zapewnić byt materialny. Rzeczywiście, pomogliśmy dzieciom dobrze ustawić się pod względem materialnym, ale zabrakło nam czasu, aby nauczyć je miłości Boga i bliźniego, dziesięciu przykazań, w tym przykazania czcij ojca i matkę. W konsekwencji siedzimy nieraz w pustym domu lub domu starców, czekając na odwiedziny dzieci, które są zbyt zajęte swoimi sprawami. Odkładanie spraw religii na stare lata jest nielogiczne, bo właśnie na początku potrzebujemy kontaktu z Bogiem, aby całe życie ułożyć według mądrości bożej. Boża mądrość mówi o pełnym wykorzystaniu czasu, które bierze pod uwagę wieczność. Teraźniejszość ma być wzrastaniem ku wieczności. Pełnia czasu przynosi nam zbawienie.
Święty Paweł w liście do Galatów pisze o dopełnieniu się czasu w dziejach ludzkości: „Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo”. Pełnia nie jest rzeczywistością czysto kosmiczną, ale historio-zbawczą, nie decydują o niej ruchy ciał niebieskich, ale Bóg. Wybrał on najodpowiedniejszy moment w dziejach ludzkości na zesłanie swojego Syna, zrodzonego z niewiasty. Ten dopełniony czas w dziejach ludzkości stwarza dla każdego z nas możliwość dopełnienia się go w naszym życiu osobistym. Tej osobistej pełni czasu nie mierzymy ilością przeżytych lat, ale wykorzystaniem czasu według zamysłu bożej mądrości i mocy Jego łaski.
Święty Augustyn wyraża tę prawdę w słowach: „Czemuż więc tak uparcie brniecie przez drogi trudne i mozolne? Nie ma spokoju tam, gdzie go szukacie. Możecie szukać bez końca: tam, gdzie chcielibyście znaleźć spokój, tam go być nie może. Szukacie szczęśliwego życia w krainie śmierci. Nie ma go tam! Jakże mogłoby być szczęśliwe życie tam, gdzie w ogóle żadnego życia nie ma? A właśnie tu zstąpiło do nas Życie nasze, pokonało naszą śmierć, zabiło ją mocą swojej żywotności i zawołało wielkim głosem, abyśmy wrócili stąd do Niego, do tej odrębnej dziedziny, z której Ono zstąpiło do nas. Najpierw wstąpiło do łona Dziewicy, gdzie zaślubiło naszą ludzką, cielesną i śmiertelną naturę, aby nie pozostała śmiertelną na zawsze. A potem ‘jak oblubieniec wychodzący z komnaty swej, rozradowało się jak olbrzym widzący przed sobą drogę, którą ma przebiec’. Nie ociągnęło się, lecz pobiegło wołając słowami, czynami, śmiercią, życiem, zstąpieniem do otchłani, wstąpieniem do nieba, byśmy do Niego wrócili. I zniknęło z naszych oczu, abyśmy zwrócili się do serc naszych i tam je odnaleźli”.
To dopełnienie czasu dokonało się przez Maryję, dlatego Kościół w pierwszy dzień roku kalendarzowego czci ją jako Bogarodzicę i obiera za patronkę naszego wzrastania do pełni zbawienia, w jej Synu Jezusie Chrystusie. W Maryji spełniły się nadzieje Narodu Wybranego, wyrażone w słowach proroka Izajasza: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”. Emanuel to znaczy „Bóg z nami”. Pierwszymi naocznymi świadkami spełnionej nadziei byli pasterze, którzy usłuchawszy aniołów udali się do Betlejem, gdzie znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie.
Od samych początków Maryja była czczona jako Matka Boga. Po raz pierwszy nazwała tak Maryję święta Elżbieta, gdy wypowiedziała słowa przy pozdrowieniu: „A skądże mi to, że Matka Pana mego przychodzi do mnie?" W roku 431 Sobór Efeski, wśród niebywałego wiernych entuzjazmu ogłosił Maryję Matką Boga. Przewodniczący soboru, św. Cyryl Aleksandryjski, widząc tę wielką miłość do Maryi zawołał: „Święta Mario, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej". Do dziś odmawiamy te słowa złączone z pozdrowieniem anioła Gabriela w modlitwie „Zdrowaś Maryjo”. Prosimy, aby Maryja orędowała za nami, aż do naszego ostatniego tchnienia. (Z książki W poszukiwaniu mądrości i piękna życia- ukaże się pod koniec roku 2010)
********************************************************************************************************************
********************************************************************************************************************
PEŁNIA CZASU
Św. Paweł w liście do Galantów pisze: „Gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo” (Ga 4, 4-5). Przed narodzeniem Chrystusa czas był dla człowieka, jak gdyby niedopełniony. Pełnia domaga się wieczności. Śmierć jest przeszkodą na drodze ku wieczności. Człowiek wobec śmierci jest bezradny. Dlatego w rozwiązaniu tej największej tajemnicy życia spoglądał ku niebu. Bóg był i jest jego nadzieją. Pełne zjednoczenie z Bogiem niosło nadzieję wieczności. W obiecanym Mesjaszu człowiek miał odnaleźć najpełniejszą jedność z swym Stwórcą. Dlatego z takim utęsknieniem, Naród Wybrany, a w nim cała ludzkość czekała na obiecanego Mesjasza. Gdy nad Betlejem zabłysła gwiazda, zwiastująca narodzenie Mesjasza, była ona także zwiastunem nadejścia pełni czasów.
Przez całą oktawę Bożego Narodzenia koncentrujemy swoją uwagę na stajence betlejemskiej. W małym Dziecięciu adorujemy Mesjasza i Boga. Nie do pomyślenia jest stajenka bez obecności Maryi, matki Jezusa. A jeden z dni oktawy Bożego Narodzenia jest poświęcony Maryi. Ten dzień jest pierwszym dniem Nowego Roku. Dlaczego Maryja zajmuje tak szczególne miejsce w tajemnicy Wcielenia? Odpowiedzią na to pytanie może być wydarzenie, jakie miało miejsce w jednym amerykańskich małych miasteczek. Otóż katolicki ksiądz i protestancki pastor doszli do wniosku, że dobrze byłoby dla miasta, gdyby na okres Bożego Narodzenia postawić na rynku miasta szopkę betlejemską. Znaleźli się sponsorzy, którzy zaofiarowali pieniądze na to przedsięwzięcie, wśród nich był wydawca miejscowej gazety. W czasie spotkania z wydawcą ks. katolicki powiedział: „Dzieci naszego miasta będą zbudowane, widząc jak my oddajemy honorowe miejsce na rynku Jezusowi, Maryi i Józefowi”. „Zgadzam się”- odpowiada wydawca- „Ale zostawmy Maryję poza szopką, ponieważ, dając jej tak eksponowane miejsce na rynku, dzieci mogą pomyśleć, że faworyzujemy religię katolicką”. Kapłan katolicki odpowiedział: „Zgodzę się na usuniecie Maryi z szopki betlejemskiej, jeśli potrafi pan wytłumaczyć naszym dzieciom, jak Jezus mógł się narodzić bez Niej”. Na taką propozycję wydawca zamilkł, a na rynku stanęła piękna szopka a w niej znalazło się eksponowane miejsce dla Maryi, adorującej swego Syna. Maryja nie przesłania Jezusa, ale wskazuje na Niego i mówi: „Czyńcie, co wam każe Syn”. Ona często staje na naszej drodze, prowadzącej nas do jej Syna, w którym odnajdujemy pełnię czasu i obiecane zbawienie.
Ks. M. Link w jednym ze swoich kazań przytacza wyznanie młodej dziewczyny. W czasie rekolekcji spisała je na kartce i wręczyła rekolekcjoniście. Były tam m.in. słowa: „Tylko kilka osób wie o tym, że przez ostatnie osiem miesięcy przechodziłam przez psychoterapię. Jak dziecko doświadczyłam przemożnego lęku spowodowanego patologiczną sytuacją rodzinną, gdzie obecna była przemoc i nienawiść. Ze wszelkich sił starałam się w swoim życiu przezwyciężyć ten lęk. Mówiąc o sytuacji rodzinnej nie chcę wchodzić w szczegóły, chcę tylko powiedzieć, że głównym źródłem tego lęku była moja matka. Pod wpływem tego obrazu matki, świadomie odrzuciłam miłość do Maryi, matki Jezusa. Po jednej z konferencji rekolekcyjnych wyszłam na zewnątrz z poczuciem tragicznej samotności. Prosiłam Boga łaskę, która by zburzyła mur uniemożliwiający mi zaufanie. Chciałam płakać, ale nie mogłam.
Może ksiądz zauważył mały, okrągły budynek w pobliżu cmentarza. Kierowana ciekawością weszłam do środka tego budynku. Rozejrzałam się wokoło i poczułam lęk. Stała tam wielka statua Matki Bożej. Pierwszy odruch, to chęć ucieczki. Lecz jakaś wewnętrzna siła zatrzymała mnie i przymusiła do uklęknięcia u jej stóp. Łkając zaczęłam się modlić. A gdy skończyłam poczułam się oczyszczona i odnowiona. Wróciła mi ufność małego dziecka... Co ważniejsze, poczułam, że dotknęła mnie miłość Maryi, która zrodziła we mnie pragnienie wybaczenia mojej ziemskiej matce”. Maryja sprawiła, że ta zgubiona kobieta odnalazła drogę do pojednania z ludźmi, a przez to zyskała szansę pełniejszego zjednoczenia z Bogiem.
Wiemy jak był rok, który minął. Pytamy, jaki będzie ten, który dziś rozpoczynamy. Nikt z nas nie zna odpowiedzi na to pytanie. Ale wpatrując się w Maryję możemy odnaleźć natchnienie i siłę to tego, aby te dni stające przed nami przybliżały nas do pełni czasu, który jest czasem zbawienia. Życie Maryi nabrało głębszego sensu, gdy zgodziła się urodzić Jezusa Chrystusa. Odpowiedziała Gabrielowi: „Oto ja służebnica Pańska, nich mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38). Słowa Maryi są kluczem w naszych poszukiwaniach pełni życia, pełni czasu. Nasze życie może nabrać głębszego sensu, gdy się zgodzimy, aby w nas narodził się Jezus Chrystus. Dzień, w którym, z pełnym przekonaniem powtórzymy za Maryją: “Oto ja służebnica Pańska, nich mi się stanie według słowa twego” będzie dniem, w którym odnajdziemy najpełniejszy wymiar naszego życia.
Na początku roku, częściej niż zwykle zastanawiamy się nad naszym życiem szukając mądrości, która pozwoli nam przeżyć jak najpiękniej, jeszcze jeden darowany nam rok. Tę mądrość możemy odnaleźć w naśladowaniu Maryi, z której narodził się Jezus. I gdy w nas narodzi się Jezus, wtedy razem z Maryją będziemy powtarzać słowa jej modlitwy: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto, bowiem błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny; a święte jest Jego imię- i miłosierdzie Jego z pokoleń na pokolenia dla tych, co się Go boją” (Łk 1 57- 50) (Z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej)
|