U źródeł wody życia

Boże Narodzenie PDF Drukuj Email

GDY ZABŁYŚNIE PIERWSZA GWIAZDA

********************************************************************************************************************

Betlejem-Grota Narodzenia Jezusa Kościół Pasterzy koło Betlejem Betlejem-Kościół św. Katarzyny przylegajacy do Bazyliki Narodzenia Jezusa

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie

                                                                                                                             Łk 2, 2-7

******************************************************************************************************************** 

Wczesnym rankiem 23 września, 63 roku przed narodzeniem Chrystusa, w Rzymie narodził się chłopiec. Wysłannik oznajmił tłumom zgromadzonym przed rzymskim Senatem: „Narodził się władca świata”. Chłopcu nadano imię Oktawian. Oktawian w wieku 20 lat, wraz z Lepidusem i Markiem Aureliuszem rządził całym Imperium Rzymskim. W niedługim czasie pokonał wszystkich swoich przeciwników i sam stał się faktycznym władcą Imperium Rzymskiego, co w tamtym czasie było równoznaczne z władzą nad całym światem. Wielkość i sława ziemska nie zadawalały Oktawiana. Po jego presją Senat Rzymski nadał mu tytuł „Cezar August”; augustus znaczy boski.. Zaliczył się w poczet bóstw i od swych poddanych wymagał dla siebie czci boskiej. Jakże krucha okazała się ta potęga i sława. Któż, poza znawcami historii pamięta dzisiaj o tych narodzinach, nie mówiąc już o czci, jakiej dla siebie wymagał?

Imię Cezara słyszymy w kościele w dzień Bożego Narodzenia, kiedy świętujemy narodziny innego Władcy, którego sława i potęga są innego rodzaju. W ewangelii czytamy: „W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie”. W skład Imperium Rzymskiego wchodziły także ziemie Izraelskie, a więc Józef z Maryją udali się do swego miasta, aby tam się zapisać. Wtedy nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Narodził się Władca, który nie miał zbrojnych legionów, a zdobył sławę, o jakiej Oktawian nie mógł nawet marzyć. Jego bronią jest miłość, z miłości zstępuje na ziemię i przyjmuje ludzką naturę, aby nas zbawić. To wydarzenie historyczne nie stało się tylko historią. Chrystus ciągle do nas przychodzi, jest obecny w naszym życiu. Przyjście historyczne Jezusa i jego aktualną obecność świętujemy z wielką radością. Radość wyrażamy na różne sposoby. Liturgia bożonarodzeniowa Kościoła jest ubogacana przez zwyczaje i tradycje narodowe. Dla nas szczególnie bliska i piękna jest polska tradycja. I do niej chcę teraz nawiązać.

Na wigilijnym, ciemniejącym niebie pojawia się pierwsza gwiazda. Pojawia się pierwsza, bo jest najjaśniejsza. Ta gwiazda, w tradycji polskiej stała się symbolem innej gwiazdy, która rozbłysła ogromnym blaskiem nad Betlejem, obwieszczając światu narodzenie niezwykłego Króla, który jest Synem Najwyższego. Wypatrywanie pierwszej gwiazdy na wigilijnym niebie jest jednym z elementów polskiej tradycji religijno- ludowej, związanej ze świętami Bożego Narodzenia. Pojawienie się jej jest zaproszeniem do wigilijnego stołu, który tego wieczoru jest czymś więcej niż tylko miejscem spożywania posiłku; nabiera on sakralnego charakteru, prawie jak ołtarz w kościele. Biały, lniany obrus mówi o czystości duchowej, która jest konieczna w przygotowaniu się na przyjście Jezusa. Odrobina siana pod obrusem przypomina ubogie narodzenie Jezusa w stajni betlejemskiej. Postne (bezmięsne) potrawy na stole to znak czuwania. Słowo „wigilia” pochodzi z języka łacińskiego i oznacza czuwanie. Chrześcijanie, zachowując postawę czujności przygotowywali się do obchodów ważniejszych świąt. Czuwanie wiązało się z postem i wzmożoną modlitwą. W czasach dzisiejszych wigilia ma trochę inne znaczenie. Wigilia już jest świętowaniem. Tylko postne potrawy, w tradycji polskiej przypominają dawne znaczenie wigilii. Powstrzymanie się od mięsa tradycja ludowa rekompensuje ilością postnych potraw, których powinno być na stole wigilijnym co najmniej dwanaście. Wśród tych potraw szczególne miejsce zajmuje chleb, specjalnie wypiekany na tę okazję, ten chleb nazywamy opłatkiem. Chleb w polskiej tradycji przedchrześcijańskiej zajmował poczesne miejsce w obrzędowości religijnej. Zapewne zapożyczono wiele z tej tradycji, ale nadano jej inny sens. W obrzędach wigilijnych opłatek przestaje być pokarmem dla ciała, a staje się symbolem wartości, które zaspakajają duchowe głody człowieka. Betlejem, w języku hebrajskim znaczy dom chleba. Rodzi to skojarzenia z Jezusem narodzonym w Betlejem, który stał się dla nas chlebem zaspakajającym głód naszej duszy. Dzielenie się opłatkiem jest znakiem miłości. Miłość jest zasadniczym motywem tych świąt; „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego nam dał”. Puste miejsce przy stole wigilijnym jest także znakiem miłości. Jest przy nim miejsce dla każdego. Dawniej mówiło się, że jest ono dla „zamorskiego gościa”, i pod tym pojęciem rozumiano tych, którzy odeszli do wieczności. Dziś oprócz tego znaczenia, puste miejsc przy stole jest zaproszeniem tych, którzy nie mogą być z nami lub są samotni.

Przed kilku laty, w wigilijny wieczór do drzwi plebani zastukał młody człowiek. Przyszedł po opłatek wigilijny. Podając opłatek zagadnąłem: Zapewne rodzina czeka przy stole.... Wtedy ten młody człowiek zdążył tylko powiedzieć, że jego żona i dzieci są daleko w Polsce, a on jest tu sam, w Nowym Jorku. Więcej nie mógł powiedzieć, ujrzałem łzy w jego oczach i usłyszałem szloch ściskający gardło. Wstydził się swoich łez, bo szybko się odwrócił i wyszedł, a ja do dziś widzę jego przygarbioną sylwetkę, jakby skurczoną z bólu, ginącą w mrokach wigilijnego wieczoru. Przypomniałem sobie wtedy wiersz „List od matki”, którego autorem jest Stefan Garczyński, uczestnik powstania listopadowego. Autor zawarł w tym wierszu tęsknotę za wieczorem wigilijnym w gronie rodziny. Oto jego fragmenty:

„Piszę ci synku list z daleka, z domu,
na szybach śnieżne łyskają płatki,
wspominam dawne dni i po kryjomu płaczę.
Ty synku zrozumiesz łzy matki.
Jest już choinka.
Zaraz u stoła siądziem jak dawniej,
z siostrzyczkami trzema,
a razem z nami myśl niewesoła,
że ciebie synku wśród nas niema.
Ty tam samiutki w odległej gdzieś stronie,
jak my liczysz mijające chwile,
jaka ci gwiazda w wieczór zapłonie,
kto ci świąteczną przyodzi wigilią.
......
Myśmy się dzisiaj za ciebie modliły
a ja nad listem, widzisz płaczę,
myśl o nas synku, wspomnij przy wieczerzy.

Te trudne przeżycia są udziałem wielu, którzy sami zdecydowali się, lub zostali zmuszeni do opuszczenie ojczystego kraju. Potrącając tę smutną nutę chcę zwrócić uwagę jak cenne są polskie tradycje bożonarodzeniowe oraz więzi rodzinne i przyjacielskie. Dopiero ich brak uświadamia nam jak wiele one dla nas znaczą. Jest, za co dziękować i jest, czym się cieszyć, gdy możemy te tradycje pielęgnować w gronie rodziny i przyjaciół.

Ale nawet, gdy zabraknie nam rodziny i przyjaciół, z którymi możemy obchodzić święta w oprawie polskiej tradycji, możemy odnaleźć radość, bo te święta mają o wiele głębszy wymiar. Orędzie radości tych świąt jest skierowane do wszystkich. Pisze o tym Zdzisława Kunstmana w wierszu „W dzień Bożego narodzenia”.

„Pamiętaj będą
ludzie smutni, opuszczeni,
niepotrzebni nikomu-
nikt z nimi słowa nie zamieni
nie zaprosi do swego domu..

Weź do ręki biały opłatek,
choćbyś nie miał go z kim dzielić-
i życz szczęścia całemu światu;
niech się wszystkie serca rozweselą!...”

Piękno polskiej tradycji jest ważne, ważna jest obecność bliskich nam osób w wieczór wigilijny. Ale nawet, gdy tego zabraknie możemy odnaleźć najgłębszą radość i pokój z Bożego Narodzenia. Na drodze wiary możemy dotrzeć do ubogiej stajni betlejemskiej, uklęknąć przed tajemnicą Boga wcielonego, a wtedy wraz ze słowami kolęd spłynie do naszych serc radość i pokój, który obwieszczali aniołowie nad stajnią betlejemską: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał”.

 

Rozpoznać czas nawiedzenia ***********************************************************************************************************

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania”. 
                                                                                                                                                                                                  (Łk 2, 8-14)
***********************************************************************************************************

Dopełnił się czas oczekiwania. Nasze domy pięknie udekorowane migocą tysiącami kolorowych świecidełek. Świąteczne kartki już wysłane. W wysprzątanym domu choinka, a pod nią zapakowane prezenty. Pachnie świątecznymi potrawami. Brzmią radosne kolędy. Wigilijny stół przykryty białym obrusem, a pod nim odrobina pachnącego siana. Na stole tradycyjna liczba potraw oraz biały opłatek. Na grudniowym niebie pierwsza wigilijna gwiazda. Przyjaźnie wyciągnięta ręka z białym opłatkiem. Życzenia. A później Pasterka w pięknie udekorowanym kościele. Nastrojowa szopka a w niej figurka Dziecięcia, na które czekamy. Cała ta sceneria mówi o naszym przygotowaniu na przyjęcie Chrystusa. To jest tak bardzo wiele, a zarazem może nic nie znaczyć.

W niejednym domu, w niejednym sercu może powtórzyć się historia, którą chcę teraz przytoczyć. Przez pięćdziesiąt lat parafianie cieszyli się piękną grą swojego organisty. Był on lubiany także za swoją uczynność i serdeczność. Po przejściu na emeryturę organista wyjechał do innego miasta. Parafianie postanowili odwdzięczyć się muzykowi i zorganizowali dla niego piękny bal. Sala wypełniła się do ostatniego miejsca życzliwymi mu ludźmi. Przyszedł najważniejszy moment oficjalnego podziękowania. Wszyscy rozglądają się i szukają organisty. Gdzie on jest? Okazało się, że w tym zabieganiu organizatorzy zapomnieli zaprosić głównego gościa.

W świątecznym zabieganiu, kultywowaniu tradycji i zwyczajów świątecznych lub braku dostatecznego zgłębienia tajemnicy tych świąt, przygotowując się na przyjęcie tak dostojnego Gościa, możemy zapomnieć odpowiednio Go zaprosić. Zewnętrzne, świąteczne przygotowania mają o tyle sens o ile przygotowane są nasze serca na przyjęcie Chrystusa. Wymiecione zostaje zło z naszej duszy i przyozdobione światłem prawdy, ufności, dobra i miłości. W przeciwnym razie, nawet gdy człowiek wygląda przyjścia Boga, rozmija się z Nim. Prorok Izajasz zapowiadał przyjście Mesjasza, który miał rozjaśnić nieziemskim blaskiem oblicze ziemi i oblicza ludzkich serc: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza". Naród Wybrany z radością oczekiwał i przygotowywał się na przyjście Mesjasza, a jednak gdy przyszedł czas wypełnienia proroctwa, nie wszyscy rozpoznali czas swego nawiedzenia.

Pierwszymi, którzy usłuchali anioła i poszli do Betlejem byli ludzie ubodzy, prostego serca. Ci, którzy z własnego doświadczenia wiedzieli, co to jest lęk, strach, trud życia. I wiedzieli jak stawiać temu czoła. Ale to,co zobaczyli na betlejemskim niebie napełniło ich lękiem na dnie którego czaiła się jakaś tajemnicza radość. Do zalęknionych anioł powiedział: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką…". Słowa "Nie bójcie się" mają o wiele większą wymowę niż tylko uspokojenie pasterzy patrzących na nadzwyczajne i nadprzyrodzone zjawisko niebieskie. Echo tego zawołania brzmi w słowach papieża Jana Pawła II skierowanych do świata: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Otwórzcie drzwi Jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemy ekonomiczne i polityczne, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, co kryje się we wnętrzu człowieka. Jedynie On to wie! Dziś człowiek tak często nie wie, co nosi w sobie, w głębi swej duszy, swego serca. Jak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Ogarnia go zwątpienie, które przeradza się w rozpacz."

A zatem nie lękajmy się otworzyć drzwi naszych serc Chrystusowi. Kto uczyni to, wtedy serce napełni się radością, o której mówi anioł znad Betlejem: „Oto zwiastuję wam radość wielką…". Zwiastuje to, czego przez całe życie szukają ludzie. Jedni ją znajdują inni nie. Jest tak wiele sytuacji, sposobów odnalezienia radości, że łatwiej wymienić, gdzie jej nie można znaleźć. Na łamach „The Bible Friend" zamieszczano wykaz wartości, które mogą omamić człowieka złudnym szczęściem. A zatem, gdzie nie możemy znaleźć prawdziwej radości:

W niewierze - jeden z największych niedowiarków i bezbożników Voltaire napisał: „Byłbym szczęśliwszym, gdybym się w ogóle nie narodził".

W przyjemnościach- wielki poeta angielski Lord Byron, który pławił się w różnego rodzaju przyjemnościach pod koniec życia napisał: „Pozostały mi tylko robaki, wrzody i zgryzoty".

Nie w pieniądzach- Jay Gould, bardzo bogaty milioner amerykański, umierając powiedział: „Sądzę, że jestem najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie".

Nie w sławie i pozycji społecznej- Lord Beaconsfield, angielski mąż stanu, konserwatysta, minister finansów i premier, który miał sławę i eksponowane stanowisko, napisał: „Młodość jest pomyłką, wiek dojrzały- zmaganiem, a starość- żalem".

Nie w wojennej sławie- Aleksander Wielki po zdobyciu całego, znanego wówczas świata, płakał w namiocie, mówiąc: „Nie ma już żadnego kraju do zdobycia".

Święta Bożego Narodzenia w radosnej i nastrojowej atmosferze kierują naszą uwagę na Chrystusa, w którym możemy odnaleźć najpełniejszą radość. Abyśmy mieli przystęp do Niego narodził się w ubogiej stajni betlejemskiej. We wszystkim upodobnił się do nas, oprócz grzechu. Pięknie przybliża tę prawdę L. Noben w "Orędziu z groty betlejemskiej":
„Narodziłem się nagi – mówi Bóg – abyś potrafił wyrzekać się samego siebie.
Narodziłem się ubogi, abyś mógł uznać mnie za jedyne bogactwo.
Narodziłem się w stajni, abyś nauczył się uświęcać każde miejsce.
Narodziłem się bezsilny, abyś ty nigdy mnie się nie lękał.
Narodziłem się w miłości, abyś ty nigdy nie zwątpił w moją miłość.
Narodziłem się w nocy, abyś ty uwierzył, iż mogę rozjaśnić każdą rzeczywistość spowitą ciemnością.
Narodziłem się w ludzkiej postaci – mówi Bóg – abyś ty nigdy nie wstydził się być sobą.
Narodziłem się jako człowiek, abyś ty mógł stać się "synem Bożym".
Narodziłem się prześladowany od początku, abyś ty nauczył się przyjmować wszelkie trudności.
Narodziłem się w prostocie, abyś ty nie był wewnętrznie zagmatwany.
Narodziłem się w twoim ludzkim życiu – mówi Bóg, – aby wszystkich ludzi zaprowadzić do domu Ojca".

Szukamy zatem Boga i Jego radości, a gdy Go odnajdziemy, usłyszymy wtedy w naszej duszy spełniający się głos betlejemskich aniołów: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie". ( z książki „W poszukiwaniu piękna i mądrości”- ukaże się w 2010 roku)

 
Odsłon : 261455