U źródeł wody życia

4 niedziela Adwentu PDF Drukuj Email

 „Błogosławiona jest, która uwierzyła”  

********************************************************************************************************************

Ain Karem-Studnia w krypcie kościoła Nawiedzenia NMP-Miejsce spotkania Maryi z Elżbietą W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: „Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie. Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana”.
                                                                                                                                                             (Łk 1, 39-45

********************************************************************************************************************

Dobiegają końca dni adwentowe. Spoglądam na nie często przez pryzmat lampy naftowej, która rozświetlała w moim dzieciństwie długie wieczory adwentowego oczekiwania. Mimo, że nie było telewizora i Internetu były one ciekawe, ekscytujące i pouczające. Tamtego wieczoru, drgającego płomykiem lampy naftowej nie oddałbym za dzisiejszy wieczór z twarzami domowników maniacko przyklejonymi do ekranu telewizora lub komputera. Mieliśmy czas dla siebie. Kto czuł się samotny, mógł bez skrępowania wybrać się do sąsiadów i razem posiedzieć, pogadać, powspominać. W moim domu rodzinnym każdy przybysz był mile widziany. Ubogacał nas swoją obecnością i był, szczególnie dla nas dzieci otwartą księgą, z której poznawaliśmy różne historie, tradycje, zwyczaje, a w tym okresie tradycje bożonarodzeniowe. Umacniały się więzi między nami. Stawaliśmy się bardziej bliscy sobie. Odwiedzało się wtedy domy z Bogiem na ustach: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, a w dzień wigilijny dodawało się: „Na szczęście, na zdrowie ze świętą wiliją”. Jednak ten dzień nie był czasem odwiedzin. W domach była tylko najbliższa rodzina i ci którzy we własnym domu nie mieli z kim przełamać się białym opłatkiem. W tym dniu i w dzień Bożego Narodzenia w gronie najbliższych radowaliśmy się z narodzenia Pana. Następnego dnia rozpoczynał się radosny czas odwiedzin.

Zainspirowany fragmentem Ewangelii o odwiedzinach Maryji, pozwoliłem sobie na tę sentymentalną podróż w czasie. Scena odwiedzin św. Elżbiety przez swoją krewną Maryję może być ubogacającą i budującą inspiracją w naszych wzajemnych relacjach. Brzemienna Maryja wybrała się do mającej niedługo rodzić Elżbiety. Zapewne chciała wyręczyć swoją krewną w różnych domowych obowiązkach, ale nie to stało się dominującym elementem tego spotkania. Maryja przyszła z wieścią, którą trudno było ogarnąć rozumem, a która była owocem ogromnej wiary Maryji. Anioł Gabriel oznajmił jej, że będzie matką Syna Bożego. Jakiej trzeba było ufności, aby w to uwierzyć, łatwiej było zepchnąć to wydarzenie do sfery nieokreślonych przewidzeń. Maryja jednak uwierzyła i wyraziła zgodę, dzięki czemu Słowo słało się Ciałem. W konkretnej rzeczywistości i konkretnym czasie zaczęły się wypełniać oczekiwania Narodu Wybranego, o których prorok Micheasz pisał: „To mówi Pan: A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich. Z ciebie wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi, mająca porodzić”.

Maryja wniosła radość i nadzieję do domu Elżbiety. Ta radość dotknęła także nienarodzone dziecko. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryji poruszyło się z radości dzieciątko w jej łonie. Elżbieta napełniona Duchem Świętym wypowiada błogosławieństwa: „Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona…” Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana. Zanim świat ujrzał Zbawiciela, Maryja głosiła już Dobrą Nowinę o zbawieniu. A czyniła to bardzo owocnie, bo sama wcześniej głęboko zawierzyła Bogu. W naszym życiu też był taki moment zawierzenia, kiedy to odpowiedzieliśmy Bogu: tak. Z tego wynika nasz obowiązek ubogacania Dobrą Nowiną wszystkich naszych relacji międzyludzkich. Aby jednak skutecznie to czynić, musimy całkowicie, tak jak Maryja zawierzyć swoje życie Bogu. A nade wszystko zanurzyć każde nasze spotkanie z bliźnim w miłości darowanej światu przez zapowiadanego Mesjasza. Bowiem z miłości Bóg się zniżył, przybrał ludzkie ciało, doświadczał ludzkich niedogodności. I tylko w logice miłości możemy zrozumieć to zniżenie. Duński filozof Soren Kierkegaard przez przypowieść o bogatym i potężnym, ale samotnym królu stara się przybliżyć tajemnicę wcielenia, tajemnicę Bożego Narodzenia.

Potężny król był nieszczęśliwy z powodu samotności. Jego piękny pałac był pusty, nie było w nim królowej. Postanowił zatem znaleźć odpowiednią żonę. Pewnego razu przejeżdżając przez niewielką wioskę zobaczył piękną, młodą dziewczynę, która od pierwszego wejrzenia zawładnęła jego sercem. Król zaczął się zastanawiać w jaki sposób może zdobyć miłość tej dziewczyny. Na początku pomyślał, że wyda dekret królewski, nakazujący jej, aby została jego żoną. Jednak po głębszym namyśle uświadomił sobie, że jeśli nawet usłucha ona dekretu, to nigdy się nie dowie, czy go naprawdę kocha. Postanowił zatem przywołać ją do pałacu królewskiego i ofiarować jej diamenty, złoto i inne kosztowności. Jednak i tym razem doszedł do wniosku, że nie jest to dobry pomysł, bo nie będzie miał wtedy pewności, czy wyszła za niego za mąż z miłości, czy też dla pieniędzy i zaszczytów. Ostatecznie król postanowił przebrać się za wieśniaka i zamieszkać w wiosce dziewczyny i tam razem z innymi żyć i pracować. Po pewnych czasie zdobył serce dziewczyny, która zgodziła się zostać jego żoną. Dopełnieniem tej pięknej historii mogą być słowa świętego Ireneusza: „Bóg tak nas umiłował, że Jezus- Słowo Boże stał się jednym z nas, aby przemienić nas na miarę swojej wielkości”.

Na drodze dorastania do tej miłości i jej zrozumienia staje Maryja. A czyni to na różne sposoby. Na jednej ze ścian obozu koncentracyjnego w Dachau wisi duża przejmująca fotografia matki z małym dzieckiem. Stoją oni w kolejce do komory gazowej. Dziecko przytulone do matki nie jest świadome tego co się dzieje. Matka zaś dobrze wie do czego to wszystko zmierza, ale bezradna nie może zapobiec tragedii. W swojej bezsilności obdarowuje swoje ukochane dziecko ostatnim aktem miłości jaki jej pozostał. Delikatnie zasłania rękami oczy swego dziecka, aby je uchronić przed przerażającym widokiem zbliżającej się śmierci.

W obliczu śmierci często przywołujemy naszą Matkę Niebieską. Staje ona wtedy przy nas i nie tyle zasłania przerażający widok śmierci, ile wskazuje na swego Syna, który zwyciężył śmierć i stał się dla nas bramą zbawienia. Innymi słowy, odwiedza nas tak jak kiedyś odwiedziła Elżbietę, która wyśpiewała piękną pieśń dziękczynienia za Mesjasza, dzięki któremu nasze ziemskie spotkania są piękniejsze, i który daje nadzieję radosnego spotkania z naszymi bliskimi, którzy wcześniej od nas odeszli do Pana (z książki „W poszukiwaniu piękna i mądrości”- ukaże się w roku 2010) .

 
Odsłon : 261454