|
Tą gwiazdą jest Chrystus
****************************************************************************************************
Ziemia Święta- Nad Jordanem
|
Jan Chrzciciel tak głosił: „Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym”.
W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili, gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,6b-11).
|
****************************************************************************************************
Przed Niedzielą Chrztu Pańskiego, którą dzisiaj obchodzimy, a która kończy liturgiczny obchód świąt Bożego Narodzenia świętowaliśmy uroczystość Objawienia Pańskiego, zwaną inaczej uroczystością Trzech Króli. Trzej królowie, zwani także mędrcami ze wschodu przybyli do Betlejem, aby złożyć pokłon Jezusowi. Przyprowadziła ich do tego miejsca tajemnicza gwiazda. Studiowali różne księgi, w tym księgę nieba i odkryli gwiazdę, która zwiastowała narodzenie niezwykłego Króla. Ruszyli śladem gwiazdy. Doprowadziła ich ona do pełniejszego odkrycia Boga.
Wybitny współczesny astronom sir Martin Rees profesor University of Cambridge w jednym ze swoich wywiadów powiedział: „Możemy powiedzieć, że tak jak zegarek świadczy o istnieniu zegarmistrza, tak wszechświat perfekcyjnie dostrojony do potrzeb życia wskazuje kryjący się poza jego aktem stworzenia misterny plan”. Martin wpatrując się w gwiazdy i pochylając się nad mądrymi księgami, tak jak mędrcy ze wschodu, odkrył gwiazdę, która doprowadziła go do takiego stwierdzenia. Doprowadziła do odkrycia Boga, którego nie nazywa po imieniu, ale wskazuje na „Zegarmistrza”, który stworzył plan dla perfekcyjnie funkcjonującego Wszechświata.
Na różnych drogach szukamy swojej gwiazdy. Szukamy latarni, która bezpiecznie doprowadzi nas do portu przeznaczenia. W tym szukaniu musimy być bardzo mądrzy, bo dzisiejszy świat ma wiele świecidełek, które swym blaskiem mogą przesłonić tę jedyną gwiazdę w naszym życiu, prowadzącą nas do Boga, w którym „było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1, 4-5). W Chrystusie Bóg staje się drogą, i światłem i życiem. Kto odkryje gwiazdę Chrystusa i idzie za nią ma szansę najpełniejszego spotkania z Bogiem, dotarcia do ostatecznego portu swego przeznaczenia.
Scena chrztu Jezusa w Jordanie ukazuje światu w pełnym blasku gwiazdę Chrystusa. Jan Chrzciciel udzielał w rzece Jordan chrztu nawrócenia. Jezus takiego chrztu nie potrzebował, był bez grzechu. Przybył jednak na to miejsce, aby dać nam przykład. Odwrócenie się od zła jest nieodzownym warunkiem spotkania Boga. Przybył na to miejsce także dlatego, że tu miała się ukazać Jego chwała. „W chwili, gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Te słowa wskazują także na wypełnienie proroctwa mesjańskiego wypowiedzianego przez Izajasza: „Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom prawo”.
Używając daleko posuniętej przenośni możemy powiedzieć, że w czasie naszego chrztu zabrzmiały nad nami słowa: „Tyś jest mój syn umiłowany, w tobie mam upodobanie”. Na mocy chrztu świętego stajemy się dziećmi bożymi i możemy Boga nazywać Ojcem. Gwiazda Chrystusowej obecności tak mocno płonęła wtedy w naszej duszy. Od tego momentu minęło już wiele lat. Czy zatem dzisiaj Bóg mógłby powiedzieć nad nami: „Tyś jest mój syn umiłowany, w tobie mam upodobanie?”
Ralph Waldo Emerson pisał: „Trzeba zawsze zaprzęgać swój pług do jakiejś gwiazdy”. W czasie chrztu zaprzęgliśmy nasz pług do betlejemskiej gwiazdy. Jest to jednak za mało; konieczne jest podjęcie trudu orki. Z lat wczesnej młodości pamiętam moje zmaganie się z pługiem ciągnionym przez konia. Gdy gleba była czysta i pulchna, orka stawała się przyjemnością; czułem wtedy zapach świeżej ziemi, słyszałem śpiew skowronka, krzyk przestraszonej przepiórki, samemu chciało mi się śpiewać. Czasami gleba była kamienista lub zaperzona i pług co chwila wyskakiwał na powierzchnię. Była to ciężka praca. Jednak warto było się trudzić. Z przyjemnością później patrzyłem na równo zaorane pole, na zagony zieleniejące wschodzącym zasiewem, na złociste łany dojrzewających zbóż.
Zanurzeni w rzeczywistość materialną żyjemy także, a może przede wszystkim w wymiarze duchowym. Ten wymiar otwiera naszą teraźniejszość na Boga, który jaśnieje przed nami jak gwiazda i wyznacza kierunek naszego pielgrzymowania na ziemi. W tej pielgrzymce są cudowne dni, chce się wtedy z radości śpiewać. Bywają dni bardzo trudne, zamyka się przed nami horyzont. Zmaganie z życiem i łzy wypełniają każdy nasz dzień. To są chwile ciężkiej „orki”. W tych właśnie chwilach potrzebujemy najbardziej gwiazdy ukazującej sensowny kierunek naszej ziemskiej wędrówki. Tą gwiazdą jest Chrystus, który na mocy chrztu świętego włącza nas w tajemnicę swojej śmierci i swego zmartwychwstania (z książki „Ku wolności”).
|