|
Światło w ciemności
****************************************************************************************************
Betlejem - Grota św. Hieronima pod Bazyliką Narodzenia Jezusa
|
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. |
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył (J 1,1-18).
****************************************************************************************************
Słowo ma wielką moc. Ta moc objawia się w szczególny sposób, gdy słowo wprowadzane jest w czyn, a używając języka ewangelicznego możemy powiedzieć, gdy słowo staje się ciałem. Niewyobrażalna jest potęga słowa bożego. Wystarczy tylko spojrzeć na cały Wszechświat, aby uświadomić sobie, że to wszystko powstało na rozkaz bożego słowa. W słowie wyraża się także przymierze zawarte przez Boga z ludźmi. Słowa przymierza wprowadzane w czyn sprawiały, że Naród Wybrany stawał się Ludem Bożym, który miał szczególny przystęp do Boga.
Od samych początków istniało Słowo obietnicy Boga, mające się spełnić w ludzkim oczekiwaniu na przyjście Mesjasza, który będzie Emanuelem, czyli Bogiem z nami. To Słowo stało się ciałem w Jezusie Chrystusie, ci którzy przyjęli to Słowo stali się dziećmi bożymi. Bóg wszedł w szczególne relacje z człowiekiem. Staliśmy się córkami i synami Boga. Jest to wspaniała godność i wspaniała wizja człowieczeństwa. Jednak człowiek może o tym zapomnieć i może zaistnieć taka sytuacja, jak w poniższej przypowieści.
Przed laty żył król, którego jedyny syn uczynił nieprawość wobec swego ojca i z lęku opuścił dom. Po długiej podróży znalazł się w obcym kraju i wśród obcych ludzi. Nie miał nikogo wokół siebie, kto by go darzył miłością. Jak syn marnotrawny cierpiał zimno, głód, ubóstwo i opuszczenie. W tej ciemności widział światełko nadziei, wierzył, że kiedyś będzie mógł wrócić do domu ojca.
Lata mijały szybko. Nędza i osamotnienie dobijały go coraz bardziej i prowadziły do wewnętrznej destrukcji. Tak że w końcu zatracił poczucie swojej tożsamości, nie wiedział kim jest w rzeczywistości. Zapominał, że jest księciem, że ma szansę powrotu do domu ojca. Cierpienie i nędza stały się jego chlebem powszednim. Utracił wszystko. A ludzie, którzy tracą wszystko, bardzo często zatracają także samych siebie.
Tymczasem król modlił się i czekał z nadzieją, że jego syn zrozumie swój błąd i wróci do domu. Ale gdy ten długo nie wracał, posłał swego człowieka, aby odszukał syna i powiedział mu, że ojciec mu wszystko wybaczył i czeka na niego, aby mu przekazać swoje królestwo. Po długich poszukiwaniach posłaniec odnalazł księcia. Nie mógł sobie wyobrazić, jak książę doprowadził się do takiej nędzy. Wysłaniec powiedział księciu, że ojciec wszystko mu wybaczył i czeka na jego powrót, a ten zamiast ucieszyć się i ruszyć w drogę, poprosił tylko o pieniądze na butelkę marnego wina. Zapomniał o swojej godności królewskiej, wystarczyło mu żebracze życie osłodzone butelką wina.
Człowiek może tak daleko odejść od Boga, tak bardzo może zapomnieć o swojej godności dziecka bożego, że nie chce wracać do domu Ojca, aby posiąść Królestwo Boże. Wystarczają mu dobra materialne, których symbolem może być butelka marnego wina z przypowieści o księciu. Bo taką wartość mają bogactwa materialne w porównaniu z wartościami oferowanymi nam przez Boga. Bóg posłał swoje Słowo, aby w tym Słowie człowiek wrócił do domu Ojca, a on nieraz zapomina kim jest i nie widzi potrzeby przyjęcia Słowa. „Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”. A ci, którzy przyjęli to Słowo stali się dziećmi Boga. „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”. I wyszli z mroku ku jasności. „Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi”.
O tej światłości mówi poniższe wydarzenie. Gdy wybuchła I wojna światowa, nie jeden z żołnierzy sądził, że na pierwsze święta Bożego Narodzenia wróci do domu. Później okazało się, że przyjdzie im spędzić cztery lata w okopach. W czasie tego okresu zginie osiem i pół miliona żołnierzy, a tysiące zostanie rannych. W wigilię Bożego Narodzenia pierwszego roku wojny na zachodnim froncie miało miejsce zdarzenie, które urosło do rangi symbolu. Zmarznięci żołnierze wrogich armii trwali w okopach naprzeciw siebie. Nagle, po niemieckiej stronie żołnierze zapalali świece i wznieśli je do góry na kijach i bagnetach. Płomyki świec oświetlały postacie niemieckich żołnierzy, którzy mogli stać łatwym celem dla brytyjskich żołnierzy. Przez lornetkę brytyjski oficer zobaczył, że niektórzy niemieccy żołnierze trzymali nad głowami choinki, na których płonęły świece. Przesłanie niemieckich żołnierzy było jasne: świętujemy Boże Narodzenie i przesyłamy życzenia świąteczne naszych przeciwnikom.
Następnie, z niemieckich okopów dał się słyszeć śpiew: „Cicha noc”. Brytyjscy żołnierze natychmiast rozpoznali kolędę i zaczęli ją śpiewać w swoim języku. Kolęda ugasiła wzajemną wrogość walczących ze sobą armii. Na początku żołnierze ostrożnie wychodzili z okopów, odkładali broń i zbliżali się do siebie, i wtedy stała się niesamowita rzecz. Frank Richards, naoczny świadek tego wydarzenia tak pisze: „Przełamaliśmy dzielące nas bariery słowami: Wesołych świąt. Podobnie uczynili żołnierze nieprzyjacielskiej armii. Dwóch naszych żołnierzy pozostawiło broń i z rękami splecionymi za głową wyszło z okopów. Także dwóch niemieckich żołnierzy uczyniło to samo. Żołnierze podeszli do siebie i podali sobie ręce. Za ich przykładem poszli inni”. Żołnierze obdarowywali się wzajemnie drobnymi prezentami. Mężczyźni, którzy godzinę wcześniej strzelali do siebie teraz dzielili radość narodzenia Pana, wzajemnie pokazując rodzinne fotografie. Kapitan C.I. Stockwell wspomina, że po naprawdę „Cichej nocy” wystrzelił w powietrze trzy razy i wrócił do okopów. Poczym oficer niemiecki wystrzelił w powietrze dwa razy i na nowo zapadła noc wojny i zła (The Priest, grudzień 2003).
Nad mrokiem wojny i nienawiści na moment zabłysło Światło. Zwyciężyło nienawiść i zło. Przyniosło radość, miłość i zrozumienie, że jako dzieci Boga jesteśmy dla siebie braćmi.
Słowo, które stało się ciałem w Jezusie Chrystusie jest ciągłym wezwaniem i mocą, abyśmy mogli stawać się dziećmi światłości (z książki „Nie ma innej Ziemi Obiecanej).
|