|
Rok jubileuszowy
****************************************************************************************************
Betlejem - Mleczna Grota
|
Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki (Łk 2,16-21). |
********************************************************************************************************************
Narodzenie Jezusa stało się zwornikiem w dziejach ludzkości. Od tego momentu prawie cała ludzkość, mówiąc o swoich dziejach będzie używać formuły: to było przed narodzeniem Jezusa, albo po narodzeniu Jezusa. Zaś ci, którzy obawiają się nazywania wydarzeń historycznych po imieniu będą używać zwrotów: to wydarzenie miało miejsce przed naszą erą lub naszej erze. Jednak taki unik niczego nie zmienia, bo każdy myślący wie, że chodzi tu o datę narodzenia Jezusa, niezależnie od tego czy jest ona realna, czy też umowna.
Chrystusowy kalendarz zdominował całą Ziemie. Nawet świat komputerów, który sięga najdalej w dziedzinie naukowych osiągnięć człowieka, również żyje tym kalendarzem. W tym roku zamyka się on liczbą 2000. Dwa tysiące lat od narodzenia Chrystusa. Świat przygotowuje tysiące różnych uroczystości, aby godnie powitać następne tysiąclecie. Obchody swoim rozmachem mają przewyższać wszystko inne, co miało miejsce dotychczas. Zapewne ognie sztuczne, w ten sylwestrowy wieczór rozjaśnią niebo jak nigdy dotąd.
Kościół nie dystansuje się od tych przygotowań i obchodów. Koncentruje się jednak na wydarzeniu, które jest u podstaw liczenia naszego czasu; narodzenia Jezusa Chrystusa. W Wigilię Bożego Narodzenia roku 1999, papież Jan Paweł II otworzył Drzwi Święte w Bazylice świętych Piotra i Pawła, zamurowane podczas poprzedniego Roku świętego inaczej jubileuszowego. I tak rozpoczęliśmy obchody Roku Jubileuszowego z racji 2000 lat od narodzenia Jezusa.
Geneza Roku jubileuszowego sięga Starego Testamentu. Uroczystości jubileuszowe obwieszczał wtedy dźwięk rogu „Jobhel”, stąd też wywodzi się słowo „jubileusz”. Prawo Mojżeszowe ustanawiało dla narodu żydowskiego co 50 lat rok jubileuszowy. „Ustanowicie świętym każdy pięćdziesiąty rok i ogłosicie uwolnienie w kraju wszystkich jego mieszkańców. Będzie to dla was Rok jubileuszowy; każdy z was wróci do swojego domu i rodziny. Pięćdziesiąty rok będzie dla was Rokiem jubileuszowym. Nie będziecie siać, ani zbierać zboża, gdyż pola dadzą plon same. Ani nie zbierzecie winogron w winnicach i nie wytniecie suchych gałęzi. Ponieważ jest to Jubileusz, będzie on dla was świętem; będziecie mogli spożywać to co dadzą pola. W Roku jubileuszu, każdy na nowo stanie się właścicielem tego, co utracił” (z Księgi Kapłańskiej) A zatem świętowanie tego roku było związane m.in. ze zwrotem ziemi prawowitym właścicielom, umorzeniem długów, uwolnieniem niewolników i odpoczynkiem ziemi.
Z czasem Rok jubileuszowy, w nauczaniu proroków nabierał znaczenia bardziej duchowego i był zapowiedzią i symbolem czasów mesjańskich. Mesjasz miał przynieść wolność uciśnionym, strapionym pocieszenie, smutnym radość, uwolnienie z niewoli grzechu i śmierci. Miał to być czas wielkiego święta i wielkiej radości. Pewnego razu Jezus będąc w synagodze wziął do rąk Biblię i odczytał fragment proroctwa Izajasza, które przepowiadało czasy mesjańskie. Następnie powiedział do zgromadzonych, że właśnie dziś, w Nim spełniają się te czasy. Zaczął się święty Jubileusz. Innym zaś razem na pytanie uczniów Jana Chrzciciela, czy jest On Mesjaszem, odpowiedział: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię”. Czyny Jezusa potwierdzają jego słowa o nastaniu świętych, mesjańskich czasów. I właśnie stąd płynie inspiracja do obchodów Roku jubileuszowego w Kościele.
Człowiek obciążony grzechem pierworodnym popada w różnego rodzaju grzeszne zniewolenia, które niosą śmierć duchową i zrywają więź z Bogiem. Chrystus przynosi wyzwolenie z tej niewoli. Rok jubileuszowy jest czasem, w którym Bóg, za pośrednictwem Kościoła zsyła wiernym szczególne łaski potrzebne do wyzwolenia z niewoli zła i czekającej kary. Rok jubileuszowy staje się czasem pojednania z Bogiem i bliźnimi.
W styczniu roku 1300 do Rzymu przybyli pielgrzymi z najdalszych zakątków Europy, aby przy grobie św. Piotra prosić o łaski na ten rok. Licznie przybyli pielgrzymi proszą papieża Bonifacego VIII o szczególne dary duchowe na rok kończący stulecie, któremu przepisywane jest szczególne znaczenie. Ta spontaniczna prośba wyszła od licznych ruchów pokutnych powstałych w świecie chrześcijańskim w wieku poprzednim. Pochodzenie ludowe tych ruchów potwierdza osobliwy epizod przytoczony przez naocznego świadka, kardynała Stefaneschi. Pewien starzec z Savoi liczący ponad sto lat, wyruszył do Rzymu, wspominając, że sto lat wcześniej, jako siedmioletni chłopiec odbył tę samą podróż ze swoim ojcem. On polecił mu kontynuować tradycję pielgrzymowania, o ile zostanie przy życiu. Sto lat później pozostając wiernym zwyczajowi przodków, dla których „ktokolwiek setnego roku odwiedzi groby św. Apostołów, uwolniony będzie od win i kar” starzec odbył pielgrzymkę do Rzymu. Pod wpływem próśb pielgrzymów papież Bonifacy VIII zapowiedział rok 1300 „rokiem jak najpełniejszego przebaczenia grzechów”. 22 lutego 1300 r. bullą „Antiquorum habet digna fide relatio” ogłasza pierwszy w Kościele Rok jubileuszowy. Wśród licznych pielgrzymów, którzy przybyli na ten Jubileusz (łącznie było ich dwa miliony, co pięćdziesięciokrotnie przewyższało ówczesna liczbę mieszkańców Rzymu) był książę Władysław Łokietek, przyszły król Polski.
Jubileusze obchodzono co 100 lat, później co 50 i 25 lat. W historii Kościoła znamy jubileusze, które są ogłaszane ze względu na nadzwyczajne wydarzenia w życiu Kościoła. Takim nadzwyczajnym Jubileuszem był rok 1983, podczas którego celebrowano 1950- tą rocznicę śmierci Jezusa. Wielki Jubileusz Roku 2000, dwudziesty szósty z kolei będzie wielkim dziękczynieniem Bogu za wcielenie jego Syna.
Z racji Roku jubileuszowego można otrzymać od Boga szczególne łaski zwane odpustami. Według Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy”. U podstaw tej definicji leży rozróżnienie między karą wieczną a karą doczesną, na jakie człowiek zasługuje ze względu na swoją grzeszność. Od kary wiecznej uwalnia nas szczery żal za grzechy i spowiedź sakramentalna. One sprawiają, że przed Bogiem jesteśmy niewinni. Zgładzenie naszej winy nie usuwa w pełni konsekwencji grzechu na tym świecie. One domagają się pokuty. Pozostaje dług w postaci kary doczesnej. Można ją odbyć po śmierci albo jeszcze w czasie ziemskiego życia: przez modlitwy, dobre uczynki, dobrowolne umartwienia, życiowe próby, przebaczenie naszym winowajcom, pielgrzymki. Kary doczesne darowane są także poprzez odpusty, które otrzymujemy za pośrednictwem Kościoła. Kościół podaje szczegółowe informacje, co do warunków i okoliczności uzyskania odpustów z racji Wielkiego Jubileuszu.
Obchody Roku jubileuszowego stwarzają wiernym szansę wewnętrznej odnowy i jeszcze mocniejszego przylgnięcia do Boga, w którym nasza teraźniejszość przybiera wymiar radosnej wieczności (z książki „Ku wolności”).
****************************************************************************************************
Czas to pieniądz?
****************************************************************************************************
Zapewne, ci, którzy mają skłonność do przeliczania wszystkiego na pieniądze ukuli powiedzenie „Czas to pieniądz”. To prawda, że czas nam dany może być wykorzystany do robienia pieniędzy. I niejeden, na początku Nowego Roku ulega pokusie ocenie swojego życia przez pryzmat zysków i strat materialnych. Oczywiście ten aspekt życia jest ważny, ale nie najważniejszy. Dobrze o tym wie matka, która trzyma na ręku nowonarodzone dziecko. Dla niej dziewięć miesięcy oczekiwania, to czas, który zrodził skarb, z którym nie da się porównać żadnych bogactw. Wiedzą to także ci, którzy w minionym roku na swojej drodze spotkali kogoś, komu bez zastrzeżeń powierzyli swoje życie. Oni przykładają do życia inną miarę, miarę, o której mówi wschodnie powiedzenie; „To nic, że jesteśmy biedni, ale gdy mamy miłość jesteśmy najbogatszymi i najszczęśliwszymi ludźmi świata”.
Ruth Bell Graham w książce „A Quest for Serenity” opisuje historię włoskiego malarza, który z powodu ograniczeń wynikających ze starości nie był w stanie przelać na płótno swoich wizji artystycznych. Z bólem patrzył na dawne swoje obrazy, będąc świadomym, że dzisiaj nie jest w stanie stworzyć podobnych dziel. Pewnego dnia, po wielu nieudanych próbach malarskich wrócił do swojego pokoju, a jego syn usłyszał jak ciągle powtarzał: „Znowu namalowałem nie tak jak chciałem. Znowu mi nie wyszło”. Późnym wieczorem syn, także artysta malarz zszedł do pracowni, aby zobaczyć obraz nad, którym ojciec pracował cały dzień. Rzeczywiście obraz wyglądał nie najlepiej. Syn wziął pędzel do ręki i zabrał się do pracy. Prawie całą noc pracował nad obrazem. W mistrzowski sposób udało mu się wyrazić wizję malarską ojca. Rankiem ojciec przyszedł do pracowni, aby ponownie sprawdzić swoje dzieło, które wczoraj uważał za chybione. Stanął zdumiony przed płótnem. Obraz był wspaniały. Z podziwem dla samego siebie głośno powiedział: „Namalowałem ten obraz o wiele lepiej niż myślałem”.
Przed podobieństwo do powyższej historii możemy powiedzieć, że w Nowy Rok stajemy przed „obrazem” naszego życia, który w minionym roku malowaliśmy różnymi kolorami. Najważniejszym kolorem jest kolor miłości, który czyni nas najbogatszymi i najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Nieraz to „malowanie” jest bardzo trudne. Napotykamy różnego rodzaju przeszkody, ciągle coś nam nie wychodzi. Nie jesteśmy zadowoleni ze swego dzieła. Mimo to mamy szansę, aby ten obraz nabrał kolorów i głębi, jednym słowem stał się arcydziełem. Czy jest ktoś, kto może poprowadzić pędzel w naszym ręku lub sam domalować, jak syn malarza w zacytowanej historii? Jeśli tak, to kto nim jest? W blaskach stajenki betlejemskiej odpowiedź na to pytanie rodzi się sama. To Chrystus, który przychodzi do nas może nadać „obrazowi naszego życia” najpiękniejszy kształt i głębię, która sięga wieczności. A Jego Matka pochylona nad żłóbkiem mówi do nas: „Czyńcie, co wam mówi Syn”. Posłuszni słowom Chrystusa zaproście Go do swojego życia, a wtedy zobaczycie jak życie wasze staje się arcydziełem wieczności.
Pierwszy dzień roku poświęcamy Matce Bożej. Ona jest matką pięknej miłości. Ona prowadzi nas do swego Syna. Pięknie o tym pisze Emil Mersch, teolog francuski, który zginął w roku 1940, śpiesząc z posługą kapłańską podczas bombardowania Lens przez Niemców: „Bóg uczynił wśród stworzeń rzecz przedziwną, jaką jest serce matki. I wlał w nie głęboką, wytrwałą, można powiedzieć irracjonalną miłość, gotową na wszelkie ofiary, wyrzeczenia i cierpienia. Czymże bylibyśmy, gdyby podczas lat naszej dziecięcej słabości nie pochylało się nad nami serce, stworzone aby nas kochać, i gdybyśmy nie nosili we krwi pewności, że jesteśmy dla kogoś drodzy... Bóg nie chciał, aby życie nadprzyrodzone było mniej ludzkie od życia naturalnego, i aby dzieci przybrane w Jego Synu były półsierotami. Dlatego stworzył Najświętszą Pannę. On, który wkłada do serc ziemskich matek tyle przedziwnej czułości, czegóż nie włoży w serce najlepszej Matki, której miłość do Syna Jednorodzonego i do wszystkich dzieci przybranych jest odbiciem Jego miłości... Gdzie brak tej dobrej Matki łaski, tam i Bóg nie objawia się jako Ojciec, ani Chrystus nie jest naszym bratem, ani Kościół nie tworzy jednej rodziny, a chrystianizm traci swą wrodzoną siłę przyciągania. Staje się wówczas czymś na kształt Kościoła bez rzeczywistej obecności (Jezusa) i bez ołtarza, systemem uporządkowanym, ale zimnym, bo nie ma Matki w domu."
W noworocznych ocenach „obrazu” naszego życia zauważamy, że nieraz odeszliśmy daleko od Jezusa i jego Matki. Odeszliśmy od najprawdziwszej miłości i obraz naszego życia wygląda jakby niewykończony, jest w nim wiele błędów. Rodzi się może wtedy żal, który może być wykorzystany ku dobremu. Arthur Brisbane napisał: „Żal zmarnowanego czasu może stać się siłą do dobrego wykorzystania go w przyszłości. Jest to jednak możliwe pod warunkiem, że przestaniemy dalej marnować czas, nie pozostaniemy na bezużytecznym użalaniu się, ale aktywnie zaczniemy wykorzystywać dane nam godziny”. Powierzając Chrystusowi żal zmarnowanego czasu mamy szansę, że On zamieni go w radość i wieczność. Chrystus czeka na nasze nawrócenie, a miłość matczyna Maryi zachęca nas do takich powrotów. Historia opowiedziana przez Philipa Yancey w książce „What’s so amazing about Grace? może w pewnym stopniu przybliżyć bezgraniczną miłość, w której wyraża się boże czekanie na zagubionego człowieka.
Ojciec wiedział, że jego piętnastoletnia córka zeszła na złą drogę. Często nie wracała na noc do domu, sięgała po narkotyki. Rodzice stosowali różnego rodzaju kary, ale nic nie pomagało. W końcu córka w bezczelny sposób powiedziała rodzicom: „To jest wasza wina, że zeszłam na złe drogi. Byliście zbyt rygorystyczni względem mnie”. Ojciec zwierzył się swemu przyjacielowi: „Pamiętam jak stałem przy oknie z nosem przyklejonym do szyby i wpatrywałem się w ciemność, kiedy córka wróci do domu. Chciałem być jak ojciec syna marnotrawnego, a byłem wściekły, że córka manipuluje nami i wbija nam nóż w serce. Oczywiście ona raniła najbardziej samą siebie. Rozumiałem wtedy fragmenty proroctw, które mówią o bożym gniewie. Ludzie wiedzieli jak ranią Go, a Bóg krzyczał z bólu. Chciałem ci powiedzieć przyjacielu, że kiedy córka wracała do domu nocą lub rankiem następnego dnia, niczego bardziej nie pragnąłem jak wziąć ją z miłością w ramiona i powiedzieć jej, że chcę dla niej największego dobra. Byłem ojcem beznadziejnie chorym na miłość ”. Philip mówi, że gdy rozważa miłość Boga, to na myśl przychodzi mu ten ojciec, który kochał bezgranicznie swoją córkę. Widzę przyjaciela, który z przyklejonym nosem do szyby wpatruje się w ciemność.
A zatem złóżmy nasze dobre postanowienia w matczyne ręce Maryi z prośbą o przekazanie ich Jej Synowi, aby nas wpierał w „malowaniu” obrazu naszego życia w nowym roku (z książki „Nie ma innej Ziemi Obiecanej”).
|