U źródeł wody życia

1 niedziela Adwentu PDF Drukuj Email

 

Czuwanie

****************************************************************************************************

Ruiny Cezarei Nadmorskiej Jezus powiedział do swoich uczniów: „Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie”. Mk 13,33-37
****************************************************************************************************
O Henryku mówiono: „To mężczyzna o twardym sercu. Można to zobaczyć na jego twarzy, a szczególnie w jego oczach. Patrzy na ciebie, ale nie widzi cię”. A wszystko zaczęło się po śmierci jego matki. Henryk ukończył wtedy 30 lat. Nigdy przedtem nie żył samotnie. Teraz zamknął się w sobie i zaczął stronić od ludzi. Nie odwiedzał sąsiadów, przestał chodzić do kościoła. Z wielkimi oporami opuszczał swoje gospodarstwo, aby w mieście zrobić niezbędne zakupy. Po drodze spotykał znajomych, którzy go pozdrawiali. Odpowiadał głosem, w którym wyczuwało się chłód. Zaczęto go, zatem unikać.

Wszystko odmieniło się, gdy Henryk spotkał Grażynę. W niedługim czasie pobrali się. Ludzie mówili, że Henryk zmienił się nie do poznania. Zawsze uśmiechnięty, z błyskiem w oczach. Miłość do Grażyny przemieniła twarde jego serce. Radość emanowała z każdego jego ruchu. Życzliwie był otwarty dla innych ludzi. Stał się filarem w miejscowym kościele i mężem zaufania w swojej społeczności. Szukano u niego mądrych porad.

Z czasem urodziła się im córeczka, której nadali imię Noemi. Dziękowali Bogu za ten wspaniały dar. Serca ich nabrzmiewały radością, gdy patrzyli jak córka dorasta, a później szczęśliwie wychodzi za mąż i zakłada własną rodzinę. Grażyna i Henryk byli teraz bardziej aktywni w kościele, podróżowali, chodzili na tańce, hodowali kwiaty w ogrodzie, cieszyli się wnukami. Wiele czasu spędzali z przyjaciółmi. Trudno było im wyobrazić sobie życie bez siebie.

Kiedy Grażyna zmarła Henryk załamał się psychicznie. Powtarzał: „Chciałbym także umrzeć, nie wyobrażam sobie życia bez niej”. Bez Grażyny czuł się zagubiony. Znajomi obawiali się, że znowu stanie się twardy i zgorzkniały. Codziennie chodził na cmentarz, aby rozmawiać z Grażyną. Pewnego, słonecznego popołudnia, równo trzy miesiące po śmierci Grażyny wrócił z cmentarza do domu i zadzwonił do Ruth, mówiąc: „Ruth chciałbym cię zaprosić dzisiaj na kolację. Co ty sądzisz? Czy mogę cię zabrać o godzinie szóstej? Ruth nie wiedziała, co odpowiedzieć, w końcu wymamrotała: „Czy nie myślisz Henryku, że jest to jeszcze za wcześnie?” Henryk pośpieszył z wyjaśnieniem: „Grażyna zawsze mówiła: Henryku, jeśli ja umrę przed tobą, chcę abyś mi przyrzekł, że nie pogrążysz się ponownie w rozpaczy. Chcę, abyś znalazł kogoś, z kim mógłbyś dzielić swoje życie. Nigdy jej tego nie przyrzekłem, bo nie byłem w stanie zaakceptować takiej możliwości. Ale teraz wiem, że ona miała rację”. Zmieniając ton głosu Henryk kontynuował: „Ale ja nie proszę cię, abyś wyszła za mnie za mąż, ja tylko proszę cię na kolację. Co jest złego w tym, że dwoje starych przyjaciół spotka się na wspólnej kolacji?. Ruth zgodziła się. Tak wiele mieli sobie do powiedzenia. Wrócili do domu, i siedząc na ganku podziwiali piękno wieczornej pory, niebo usiane gwiazdami. Rozstali się, gdy pogasły ostatnie światła w sąsiedzkich oknach. Przyjaźń między nimi rodziła radość, pokój, zadowolenie z życia. Ratowała ona przed rozpaczą piękno minionych dni, które w wieczności szukają spełnienia.

W poprawnych relacjach z naszym bliźnim możemy odnaleźć najpełniejszy wymiar swojego życia. Wymiar, na który się składa szczęście, radość, zadowolenie. Chociaż bywają tacy, którzy sądzą, że dla osiągnięcia tego wystarczy zdobycie władzy, sławy czy pieniędzy. Dla tych wartości potrafią sprzedać przyjaźń, miłość. Czy są oni szczęśliwi? W odpowiedzi na to pytanie można przytoczyć wiele przykładów ludzi krańcowo nieszczęśliwych, którzy wymienili bliźniego, ludzką przyjaźń i miłość na władzę, sławę lub pieniądze. A nawet gdyby nie doświadczyli nieszczęścia tu na ziemi w wyniku takiej transakcji tu muszą się liczyć z tym, że kiedyś staną przed trybunałem miłości w obliczu absolutnej sprawiedliwości.

Nasze życie jest oczekiwaniem na drugiego człowieka, który je dopełni, nada głębszy sens i stanie się źródłem radości. Jednak nawet, gdy te relacje są poprawne, drugi człowiek nie jest w stanie zaspokoić najgłębszych naszych pragnień. Stąd też wspólne spoglądanie i dążenie do Boga, w którym jest pełnia i nieskończoność. Stąd też czekanie na Boga.

Naród Wybrany czekał na przyjście Mesjasza, w którym najpełniej miał się objawić Bóg. To czekanie wypełniło się w Betlejem ponad 2000 lat temu. Wspominamy to wydarzenie i przygotowujemy się przez okres czterech tygodni do świętowania rocznicy tego wydarzenia- Bożego Narodzenia. Adwentowe czekanie na spotkanie z Chrystusem nowonarodzonym, ma nas uwrażliwić i przygotować na spotkanie z Chrystusem w czasach ostatecznych. Autentyczne spotkanie z Bogiem przynosi pozytywne wartości, jakie rodzą się w wyniku spotkania z bliźnim, tylko w stopniu najdoskonalszym i wiecznym. Aby jednak nie przegapić spotkania z Bogiem Ewangelia z pierwszej niedzieli Adwentu wzywa nas do czuwania. „Czuwajcie”.

Człowiek może przegapić autentyczne spotkanie z drugim człowiekiem. Jan był tak zapracowany, zajęty pomnażaniem majątku, że nawet nie zauważył, jak powoli traci żonę i dzieci. Nie miał dla nich czasu. Ocknął się w pustym, pięknie wykończonym domu, gdy pewnego dnia wrócił z pracy i na stole znalazł pożegnalny list od żony. Zapłakał gorzko, bo zrozumiał, co stracił. Nie wiem, czy ten żal nie był za późny.

Zatem czuwajcie, przynagla nas Ewangelia, abyście nie przegapili Boga, który do nas przychodzi każdego dnia. A któryś z nich będzie dniem naszego ostatecznego spotkania. Kiedy? Nie wiemy. A zatem czuwajcie. Adwentowe czuwanie wypełnione jest refleksją nad własnym życiem, rozważaniem Pisma świętego, modlitwą, miłością bliźniego, uczciwą pracą, sakramentalną bliskością Boga. Nie zastąpią tego najbardziej strojne choinki, całe paki prezentów, czy świątecznie wysprzątany dom (Z książki „Ku wolności”).

 

****************************************************************************************************
Skrwawiona szmata
****************************************************************************************************

Pod koniec roku liturgicznego czytania biblijne wzywają nas do refleksji nad życiem, bo przyjdzie czas, kiedy staniemy przed Bogiem, aby zdać sprawę ze swoich czynów. Będzie to moment decydujący o naszej wieczności. Podobnie jest na początku roku liturgicznego, który rozpoczyna się Adwentem, czytania biblijne mówią o ogniu piekielnym, o miejscu gdzie będzie „płacz i zgrzytanie zębów”. Jest ono przygotowane dla tych, którzy odrzucą Boga i nie usłuchają wezwania do nawrócenia i przemiany życia. Po jednym z moich kazań na ten temat podeszła do mnie kobieta i powiedziała, że trudno jej pogodzić nieskończone miłosierdzie Boże z karą wieczną potępionych. Zapewne podobnie myślał św. Izaak z Niniwy, zwany Syryjczykiem, który modlił się o zbawienie nawet demonów i samego Szatana. Nadzieja powszechnego zbawienia przewija się w teologii prawosławnej od samych początków. Wybitym przedstawicielem tego nurtu był żyjący w XIX wieku Władimir Siergiejewicz Sołowiow.

Nie ograniczając bożego miłosierdzia winniśmy z całą powagą wsłuchiwać się w słowa Pisma św. o sądzie ostatecznym i wiecznej karze. Słowa Chrystusa na ten temat, to nie alegoria, którą możemy zinterpretować jak się nam podoba. Bliskie jest mi myślenie o powszechnym zbawieniu, jednak Pismo św., jak i też doświadczenie życiowe ukazują, że wizja kary wiecznej nie musi rodzić wątpliwości, co do nieskończonego bożego miłosierdzia.

Zacznijmy od doświadczenia życiowego. Obrady nowo wybranego polskiego parlamentu zdominowała walka o krzyż w sali sejmowej. Usunięcia krzyża domagała się nowo powstała partia, której nazwy nie warto wymieniać. Jedną z czołowych postaci tej partii jest były ksiądz. Można zrozumieć człowieka, który rozminął się ze swoim powołaniem, czy nawet je roztrwonił, a który stara się później uczciwie żyć. Wspomniany poseł, który ślubował kiedyś biskupowi posłuszeństwo, stawał przy ołtarzu dzisiaj zieje nienawiścią do Kościoła i wiary chrześcijańskiej. Założył własną gazetę, która stała się trybuną ludzi nienawidzących Kościół i chrześcijaństwo. Jak donosi „Rzeczpospolita” w gazecie tej pisał pod pseudonimem morderca bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Cezary Gmyz pisze „Teksty Piotrowskiego o Kościele ociekają nienawiścią do duchownych". Wydawałoby się, że zbrodniarz powinien żałować popełnionej zbrodni, a okazuje, że żałuje ograniczenia go do zabijania tylko słowem. Patrząc na zbrodniarza, który nie żałuje popełnianej zbrodni, ale dalej sieje zło i nienawiść, trudno odrzucić istnienie piekła nawet, gdy się wierzy w nieogarnione Boże miłosierdzie.

Używając języka biblijnego z pierwszego czytania z Księgi Proroka Izajasza możemy powiedzieć, że czyny tych ludzi, że ci ludzie są jak „skrwawiona szmata”. Tak mówili o swoich czynach Izraelici, gdy uświadomili sobie popełnione zło i odejście od Boga „Oto Tyś zawrzał gniewem, żeśmy zgrzeszyli przeciw Tobie od dawna i byliśmy zbuntowani. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie”. Uświadomienie własnej podłości stało się impulsem do nawrócenia i wołania do Boga: „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił, przed Tobą skłębiłyby się góry”. Naród Wybrany skalany grzechem spoglądał w niebo, oczekując bożego wybaczenia, oczyszczenia. Wybaczenia grzechów popełnionych przez obecne pokolenie, i wybaczenia grzechu, który zaciążył na ludzkości od samych początków, grzechu pierworodnego, który jak mówi Pismo św. sprowadził śmierć na człowieka. Pełne oczyszczenie, pojednanie z Bogiem miało dokonać się w Mesjaszu. Tęskna nuta oczekiwania na Mesjasza będzie rozbrzmiewać na kartach Biblii. My, w okresie Adwentu wsłuchujemy się w to tęskne wołanie, które staje się naszym wołaniem o przyjście Mesjasza, który nas oczyści, pojedna z Bogiem i otworzy bramy do świata miłości i pokoju, prawdy i sprawiedliwości, radości i życia wiecznego. Obrazem tego radosnego oczekiwania jest okres Adwentu zwieńczony uroczystością Bożego Narodzenia.

Czterotygodniowy Adwent ma nam pomóc w przygotowaniu się do dobrego przeżycia życiowego adwentu, którego zwieńczeniem będzie spotkanie z Bogiem w dniu ostatecznym. Chcemy, czy nie chcemy moment tego spotkania z każdą sekundą, z każdą godziną, dniem i rokiem jest coraz bliższy. Roztropny człowiek przygotowuje się na to spotkanie. Cóż to znaczy? Nawiązując do pierwszego czytania możemy powiedzieć, że nasza szata jest jak „skrwawiona szmata”, zbrukana złem i grzechem. Trzeba ją oczyścić. Święty Jan Ewangelista w Apokalipsie pisze o ogromnej rzeszy zbawionych, świętych w niebie: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili”. W tym przygotowaniu na ostateczne spotkanie z Chrystusem korzystamy z łask wysłużonych przez Chrystusa, a Kosciół jest ich niezgłębioną skarbnicą. W drugim czytaniu z Listu do Koryntian św. Paweł pisze o Chrystusie: „On też będzie umacniał was aż do końca, abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa”. A zatem nie jesteśmy sami w oczyszczającej drodze na spotkanie z Panem.

Ewangelia z dzisiejszej niedzieli przypomina nam o czujności w zdążaniu na spotkanie Pana w dniu ostatecznym. To przypomnienie ujęte jest w formę przypowieści o człowieku, który przed wyruszeniem w podróż powierzył swoim sługom różne obowiązki i polecił, aby czuwali: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie”. Okres Adwentu przed świętami Bożego Narodzenia bardzo mocno wpisuje się w nasze przygotowanie na spotkanie z Chrystusem przy końcu naszych dni. Osobiście bardzo lubię okres przed Bożym Narodzeniem w Nowym Jorku. Rozświetlone ulice, dekoracje, gwiazdki, choinki, muzyka stwarzają wyjątkowy nastrój. Trzeba jednak uważać, bo świąteczny wystrój ulicy ma nas skusić do zakupów, wzmożonej konsumpcji, która nieraz całkowicie przesłania Boże Narodzenie. Spacerując udekorowanymi ulicami wracam myślą do domu rodzinnego, gdzie przygotowanie do świąt miało bardzo domowy i rodzinny charakter.

Jednak najwłaściwszym miejscem przygotowania oprócz domu jest kościół, w którym tyle symboli przypomina o adwencie: wieniec adwentowy z czterema świecami, roraty, świeca rorartnia, fioletowy kolor szat liturgicznych, pieśni adwentowe, choinka, na której zawieszane są adresy ludzi potrzebujących. Możemy zerwać ten adres i wesprzeć biedniejszych od nas. Najważniejsze jest jednak słowo boże padające na glebę naszych serc, szczególnie w czasie rekolekcji adwentowych. Słowo bożę ukazuje nam jak bardzo zbrukana jest nasza szata i wzywa nas do kratek konfesjonału, aby ją oczyścić. Gdy wykorzystamy wszystkie możliwości oferowane nam w świętym okresie Adwentu możemy być pewni, że jest to krok w dobrym kierunku właściwego przygotowania na spotkanie z Chrystusem i w czasie świąt Bożego Narodzenia i w czasach ostatecznych (Kurier Plus, 2011r.).


 

 
Odsłon : 261443