|
Pomień miłości
********************************************************************************************************************
Ain Karem - Miejsce narodzenia Jana Chrzciciela
|
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nieroz¬sądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły.Lecz o północy rozległo się wołanie: »Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie«. Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: »Użyczcie nam swej oliwy, bo |
nasze lampy gasną«. Odpowiedziały roztropne: »Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie«.
Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: »Panie, panie, otwórz nam«. Lecz on odpowiedział: »Zaprawdę powiadam wam, nie znam was«.
Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (Mt 25,1–13)
****************************************************************************************************
Ks. Flor McCarthy w jednej ze swoich książek opisuje sen. „Szedłem drogą prowadzącą do bram nieba. W ciemności przemykały obok mnie zrozpaczone postacie. Zapytałem ich: ‘Dlaczego płaczecie?’. ‘Płaczemy, ponieważ Pan nie chce nam otworzyć bram nieba, powiedział także, że nas nie zna’- odpowiedziały. Stanąłem przed zamkniętą bramą nieba. Z bijącym sercem nacisnąłem dzwonek, wiedząc, że sam Pan odpowie na moje wołanie. W czasie czekania, niepokojące pytanie rodziło się w mojej myśli: Czy On mnie pozna? Oczywiście, że mnie pozna. Ale czy mnie rozpozna jako swojego ucznia? To jest pytanie. Nic teraz nie mogę zrobić, za późno jest na jakąkolwiek zmianę. Zaczęła mnie dręczyć myśl, że może mnie nie przyjąć. Czego On będzie oczekiwał ode mnie? Pytałem samego siebie. Wtedy przypomniałem sobie przypowieść o płonących lampach. Zapewne będzie szukał jasno płonącej lampy. Co ja zrobiłem ze swoją lampą? O dobrze, ciągle ją mam. Ale ku wielkiemu przerażeniu zauważyłem, że nie płonie. W tym momencie obudziłem się i uświadomiłem sobie, że to jest tylko sen. Ten sen dał mi wiele do myślenia. Uświadomił mi, że będzie on kiedyś rzeczywistością, a pytanie o płonącą lampę zadane będzie na jawie.
O jakiej lampie, o jakim płomieniu jest tutaj mowa? Nie trudno się domyśleć. W codziennym języku używamy wyrażeń: ogień miłości, płomień miłości. A zatem chodzi tu o miłości. Całe nasze życie ma swój cel i kierunek. Chcemy czy nie chcemy, ostatecznie przyjdzie nam zapukać do bram nieba. Płonąca lampa naszej miłości będzie przepustką do jej przekroczenia. Mówiąc o oliwie, zatrzymajmy się jeszcze na płaszczyźnie przenośni. Oliwa to dobre czyny, bez których miłość jest martwa, a jej płomień gaśnie. Staniemy, zatem przed Chrystusem z całym dotychczasowym życiem. Czy wystarczy wtedy oliwy, aby płomień płonął na tyle mocno, by w jej świetle Chrystus dostrzegł w nas swego ucznia? Nie wiemy, kiedy wypadnie nam zapukać do bram nieba, Chrystus mówi: „Nie znacie ani dnia ani godziny”. W tej sytuacji logiczną konsekwencją jest życie w stanie gotowości na to spotkanie. Nie jest to trwożna gotowość przed śmiercią, lecz najpełniejsze i najpiękniejsze życie, życie wypełnione bezgraniczna miłością.
Interpretując tę przypowieść często umieszczamy ją na płaszczyźnie relacji Bóg i ja, pomijając relację ja i mój bliźni. A ta jest bardzo ważna. Często śmierć naszych bliskich uświadamia nam nasze zaniedbania wobec nich. Nie odwiedziliśmy ich, gdy tego potrzebowali. Nie okazywaliśmy im czułości, i nie pamiętamy, kiedy ostatni raz powiedzieliśmy im, że ich kochamy. Gdy żyli wśród nas wydawało się nam, że mamy jeszcze wiele czasu, jeszcze będzie wiele możliwości okazania im swojej miłości. A dziś jest za późno, i tylko cichy wyrzut sumienia przypomina o naszym zaniedbaniu. A mogło być inaczej, gdybyśmy z większą uwagą słuchali Jezusa, że nie znamy ani dnia ani godziny naszego odejścia, gdybyśmy uzmysłowili sobie, że dzień dzisiejszy może być ostatnim.
Gdybyśmy uważnie wsłuchiwali się w słowa Jezusa, wtedy więcej byłoby miłości i dobra między nami, które są „oliwą” podtrzymującą płomień lampy w świetle, której, w dniu ostatecznym rozpozna nas Chrystus, jako swojego umiłowanego ucznia ( Z książki „Ku wolności”).
|