|
Wartość człowieka
****************************************************************************************************
Ain Karem - Kwitnące drzewa migdałowe
|
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: »Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam«. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: »Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?«. |
Odpowiedzieli mu: »Bo nas nikt nie najął«. Rzekł im: »Idźcie i wy do winnicy«.
A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: »Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych«. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.
Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: »Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty«. Na to odrzekł jednemu z nich: »Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry«. Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.
Mt 20,1–16a
****************************************************************************************************
W roku 2002, po wakacyjnym pobycie w Polsce wróciłem do Stanów Zjednoczonych, myślą jednak powracałem do wakacyjnych dni spędzonych w Polsce. Układały się one w smutny obraz mojej ojczyzny. Może, dlatego, że nie miałem zbyt wiele czasu, aby przyjrzeć się dokładniej wszystkim zmianom, jakie się tam dokonują, a może byłem bardziej uwrażliwiony na ludzką biedę, która wyziera z każdego zakątka. Jest ona tym bardziej krzycząca, bo ociera się o bogactwo ludzi, którzy nie wiedzą, co z pieniędzmi zrobić. Widziałem jak niektóre fortuny wyrastają na ludzkiej krzywdzie. W jednym z większych miast rozmawiałem z robotnikiem, który pracuje u bardzo bogatego biznesmena (jak to się mówi teraz w Polsce). Jest on właścicielem kilku masarni. Można by się cieszyć, że są w Polsce zaradni i bogaci. Można, gdyby to bogactwo było uczciwie zdobyte. Wspomniany robotnik wraz z innymi zatrudniony jest nielegalnie. Robotnicy nie mają żadnych świadczeń socjalnych. Właściciel zamyka na klucz nielegalnych pracowników w zakładzie, i nikt nie wie, że oni tam pracują. Płaci im marne grosze. Nikt się jednak nie buntuje, z lęku przed wyrzuceniem z pracy. O pracę trudno, a w domu na utrzymaniu żona i dzieci. Po skończonej pracy robotnicy dzwonią do właściciela i ten przyjeżdża, aby ich wypuścić. Czasami zapomina o swojej masarni i odjeżdża zbyt daleko, a robotnicy czekają po kilka godzin na otwarcie drzwi. W wypadku pożaru nie wiem, czy którykolwiek z nich miałby szansę przeżycia.
Po przyjeździe rozmawiałem o tym w gronie znajomych i jeden z panów powiedział, że z pewnością taka sytuacja to kryminalna sprawa, ale zaraz dodał, że praca, tak jak inne towary podlega prawu ekonomicznemu popytu i podaży. Jeśli jest popyt na pracę to dobrze za nią płacimy, a jeśli nie ma popytu to można płacić marne grosze, wykorzystując postawionego w przymusowej sytuacji robotnika. Człowiek podporządkowany jest prawom ekonomicznym jak kartofel, za który płacimy, jeśli jest zapotrzebowanie na niego, a jeśli nie to niech sobie leży i gnije. Z punktu widzenia ekonomicznego wszystko jest w porządku. Jednak z ewangelicznej perspektywy, człowieka nie można zdefiniować tylko w kategoriach ekonomicznych. Człowiek jest kimś więcej aniżeli elementem przetargu ekonomicznego. Mówi o tym wyżej zacytowany fragment Ewangelii.
Ewangeliczny gospodarz wynajmuje do pracy robotników. Jedni z nich pracują cały dzień inni tylko jedną godzinę. Rachunek ekonomiczny, logika ludzka wskazuje, że ci, co pracowali najdłużej powinni otrzymać więcej niż ci, którzy pracowali tylko jedną godzinę. Jednak gospodarz wypłaca wszystkim taką samą sumę. Patrzy on na człowieka pełniej, dostrzega w człowieku coś więcej aniżeli tylko towar do sprzedania, element w grze w ekonomicznej. Widzi on całą skomplikowaną sytuację człowieka. Robotnicy są gotowi do pracy. Nie pracują, bo ich nikt nie najął. Możemy sobie wyobrazić robotnika, który cały dzień czeka, oferując wszystko to, co ma do sprzedania-swoja pracę. Nikt go nie zauważa. Jak ciężki jest jego powrót do domu z pustymi rękami, do domu, w którym czekają na niego głodne dzieci. Ponadto dochodzi jeszcze element frustracji, jakie niesie ze sobą bezrobocie. Wartość człowieka mierzymy często tym, co on daje innym. Bezrobotny chce ofiarować swoją pracę, ale jej nikt nie potrzebuje, traci, zatem poczucie własnej wartości i to może jest bardziej bolesny problem bezrobocia niż brak pieniędzy. Ewangeliczny gospodarz widzi, że życie tych, którzy nie mają pracy jest o wiele cięższe niż tych, którzy maja zapewnioną pracę od świtu do nocy. Dlatego przekracza prawa ekonomii w imię dobra człowieka, daje więcej niż dyktują rachunek ekonomiczny. Nie tylko nie ewangeliczne, ale i nieludzkie jest zamknięcie człowieka w twardych prawach ekonomii. Prawami ekonomii trzeba się tak kierować, aby nie przesłaniały wymiaru miłości, który jest ostateczną miarą człowieczeństwa.
Najważniejsze jednak przesłanie zacytowanego fragmentu Ewangelii ma charakter ściśle religijny. Pierwsi słuchacze Chrystusa, jak i też jego uczniowie byli Żydami. Wielu z nich uważało, że tylko ich Bóg wybrał, i że tylko dla nich spłyną łaski za pośrednictwem Mesjasza, na którego czekali, i którego niektórzy rozpoznali w Jezusie Chrystusie. Uważali oni, że poganie nie są godni takiej samej nagrody. Oni od niepamiętnych czasów czcili jedynego Boga, a poganie dopiero nawracali się, czy jest to sprawiedliwe, żeby taką samą nagrodę otrzymali. Chrystus w przypowieści rozstrzyga ten problem. W sferze religijnej niektórzy chcieli zastosować prawa ekonomii, gdzie jak gdzie, ale tu jest to w stu procentach nie na miejscu.
Prorok Izajasz pisze: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi”. Dorastanie do myśli i dróg bożych jest wzrastaniem do pełni, do pełniejszego zrozumienia człowieka i chroni przed zredukowaniem go do wymiaru ekonomicznego, czy też jakiegokolwiek innego ( Z książki „Ku wolności”).
|