U źródeł wody życia

20 niedziela zwykła PDF Drukuj Email

 

Dzwony

****************************************************************************************************

Amman - Ruiny Cytadeli Jezus podążył w strony Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.
Na to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”.
Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”.
On jednak odparł: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucić psom”.
A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”.
Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz”. Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.
Mt 15,21–28

****************************************************************************************************

Wiara i miłość są wiodącymi tematami powyższego fragmentu Ewangelii. Można powiedzieć, że miłość pociąga i prowadzi do wiary. Szczególnie miłość matczyna nie ma sobie równej. John Lonergan tak pisze o matkach, których dzieci, z różnych powodów znalazły się w więzieniu. „Przez całe moje życie, pracując w służbie więziennej, spotkałem mniej niż pięć przypadków, kiedy to stosunki więźniów z matkami nie układały się zbyt dobrze. Matki nigdy nie zapominały o odwiedzinach i odpowiedzialności za swoje dzieci. Żadna przeszkoda nie powstrzymała ich przed codziennym spotkaniem ze swoim dzieckiem. Niewyobrażalne jest cierpienie matek i tortury, przez które przechodzą, gdy patrzą jak ich dzieci popadają w kłopoty, czy popełniają przestępstwa”.

Miłość do swego dziecka przyprowadziła do Jezusa kobietę kananejską. Pełna bólu woła: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha”. Nie zraża się, z pozoru ostrym potraktowaniem jej przez Jezusa. „Nie dobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. W tych słowach, w sposób obrazowy Chrystus przytacza starotestamentalne spojrzenie na świat. Według tej wizji ludzkość dzieliła się na dwa bloki: z jednej strony Naród Wybrany, a z drugiej – reszta narodów. Podział ten miał nie tylko charakter rasowy i polityczny, lecz przede wszystkim religijny. Inne ludy to te, które nie znały Jahwe i nie uczestniczyły w życiu Narodu Wybranego, były jak gdyby poza kręgiem zbawiającej miłości Boga. To prawda, że Bóg wybrał naród, lecz równocześnie włączył go w plan zbawczy ludzkości, który miał objąć wszystkie narody. Wbrew nacjonalistycznym oczekiwaniom, Jahwe przemawiał przez usta proroków, zapowiadając uniwersalizm religii objawionej i jej bardziej duchowy charakter. Każdy człowiek jest wybrany i powołany przez Boga. Prorok Izajasz głosi: „Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów” ( Iz 51,7).

Zapowiedzi prorockie znajdują swoje ucieleśnienie w Chrystusie. Otwiera On bramy zbawienia dla wszystkich. Jedynym wybraństwem jest wybraństwo wiary. Doświadczyła tego kobieta kananejska, której wiarę Chrystus pochwalił i wynagrodził. Mówiąc o wyznaniu jej wiary powinniśmy mieć na uwadze to, że Kananejczycy, tradycyjnie byli wrogami Żydów. Kobieta zrobiła to, co żaden szanujący się Kananejczyk by nie uczynił, a mianowicie przyszła z prośbą do Żyda. Pada przed Nim na kolana i błagała o pomoc. Co więcej, z wielką prostotą i pokorą odpowiada na trudne słowa Chrystusa: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołów ich panów”. Chrystus widząc tak ogromną wiarę wysłuchał jej błagania. „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; nich ci się stanie, jak pragniesz!”

Taką wiarę zdobywa człowiek własnym wysiłkiem we współpracy z łaską bożą. Bardzo trafną ilustracją tej prawdy jest żydowska legenda o Mojżeszu. Mówi ona, że gdy Mojżesz na polecenie Boga wyciągnął rękę nad Morzem Czerwonym, aby rozdzielić wody, nic się jednak nie stało. Nie dokonał się żaden cud. Dopiero gdy kilka osób wstąpiło do wody, wtedy wody się rozstąpiły i cały naród mógł przejść po suchym dnie Morza Czerwonego.

Nieraz w zdobywaniu takiej wiary jesteśmy wystawiani na ogromną próbę. Taką próbę przeszła matka umierającego dziecka. „Pielęgniarka Gracie Schaeffler, z którą pracowałam opiekowała się pięcioletnim chłopcem w ostatnich tygodniach jego życia. Umierał on na raka płuc... Matka chłopca była chrześcijanką. Otoczyła swoje dziecko ogromną miłością, trwając dnie i noce przy jego łóżeczku. Brała go na kolana, tuliła i cicho mówiła mu o kochającym Bogu. Kierowana matczynym instynktem przygotowywała swoje dziecko na ostatnie godziny. Gracie mówi, że weszła do pokoju chłopca, gdy godziny jego były policzone. Słabnącym głosem chłopiec mówił, że słyszy dzwony. „Mamusiu, dzwony dzwonią. Mogę już je słyszeć”. Chłopiec mówił, jakby przez sen. Gracie myślała, że są to halucynacje. Wyszła, ale po kilku minutach wróciła, gdy znowu usłyszała chłopca, który ciągle mówił, że słyszy dzwony. Powiedziała wtedy do matki: „Jestem pewna, że synek pani słyszy coś czego niema. Są to halucynacje spowodowane chorobą”. Matka wzięła na ręce swojego syna, przytuliła go mocno do piersi i uśmiechając się powiedziała: „Nie, Pani Schaeffler. On nie ma halucynacji. Kilka dni temu przestraszył się bardzo, gdy nie mógł oddychać i wtedy powiedziałam mu, że jeśli w takich momentach uważnie będzie się wsłuchiwał, usłyszy dzwony niebieskie, które będą dzwonić dla niego. I dlatego mówi on cały dzień o bijących dzwonach”. Późnym wieczorem ukochany synek zmarł na kolanach matki. Gdy przyszli aniołowie, aby go zabrać, on ciągle mówił o dzwonach bijących w niebie dla niego (James Dobson: God doesn’t make sense)”.

Zapewne ta matka, tak jak kobieta kananejska błagała Boga o zdrowie dla swego dziecka. Nie jedną noc spędziła na klęczkach, zraszając łzami posadzkę świątynną. Jak bardzo jej wiara zostałaby umocniona, gdyby doświadczyła cudu uzdrowienia swego dziecka. Stało się jednak inaczej. Mimo to, w tym bolesnym doświadczeniu wzniosła się na jeszcze wyższy poziom wiary. Tam gdzie w nieprzebranym mroku śmierci Chrystus zapala światło i słyszymy muzykę niebiańskich dzwonów. Taki jest cel naszego pielgrzymowania na drodze wiary. Zaś wszystkie inne wysłuchane prośby, które wracają do nas w formie cudów mają nas tylko umocnić na w wierze, szczególnie w chwilach największych doświadczeń życiowych

Jeśli tak wiele zależy od naszej wiary to zapytajmy, dlaczego wiara jednych jest mocna, a drugich- słaba? To pytanie możemy porównać do pytania, dlaczego jedni ludzie mają dobre zdrowie inni nie? Jedni są fizycznie zdrowi, bo odziedziczyli to po rodzicach, a inni nie. Drugi powód to ten, że ci, którzy odziedziczyli dobre zdrowie, nie dbają o nie, co prowadzi do jego utraty. To co się odnosi do sfery życia fizycznego może mieć zastosowania w przypadku życia wiary. Niektórzy mają słabą wiarę ponieważ rodzice nie dali im solidnych fundamentów. Sami nie żyli według zasad wiary i tej wiary nie przekazali swoim dzieciom. Inni otrzymali solidne podstawy wiary od swoich rodziców, ale w życiu zaniedbali życie duchowe. Pozwolili, aby zwyciężyło w nich zło.

Zakończmy te rozważania słowami zapisanymi na ściennie zburzonego w czasie drugiej wojny światowej domu: „Wierzę w słońce nawet wtedy, gdy nie świeci. Wierzę w miłość nawet wtedy, gdy jej nie czuję. Wierzę w Boga nawet wtedy, gdy milczy” (Z książki „Nie ma innej Ziemi Obiecanej”).
 

 
Odsłon : 261433