U źródeł wody życia

 

Moja stała rubryka
na str.4 w nowojorskim
tygodniku Kurier Plus

Nowojorskie zamyślenia PDF Drukuj Email

 

Refleksje zawarte w tej książce rodziły się częściowo, gdy nad Manhattanem unosił się dym płonących wieżowców World Trade Center, a na ulicach rozlegał się ryk syren policyjnych, strażackich i karetek pogotowia. I chociaż nie nawiązują one bezpośrednio do tych wydarzeń, to jednak wychodzą naprzeciw tym, którzy w tych dniach szukali jakiegoś wewnętrznego wsparcia, pokoju i światła w ciemności. Odnajdywali to w modlitwie, kartach Ewangelii i zaciszu kościoła. Niniejsza książka zawiera refleksje inspirowane fragmentami Ewangelii, czytanymi w czasie Mszy św. w poszczególne niedziele. Miękka oprawa, str. 246. Wydawnictwo „Norbertinum” www.norbertinum.com.pl

 

  

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej

 

W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie

 

A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął cała ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eloi, Eloi, lema sabachthani", to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: „Patrz wola Eliasza". Ktoś pobiegł i nasyciwszy gąbkę octem, umieścił na trzcinie i dawał Mu pić, mówiąc: „Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć z krzyża". Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha. A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Setnik zaś, który stał naprzeciw Niego, widząc, że w ten sposób wyzionął ducha, rzekł: „Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym ". (Mk 15, 33-39)

 

W dniach przeżywania Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa docierają do nas za pośrednictwem mediów przerażające wojenne obrazy. Te przekazy są potrzebne, aby ludzkość przejęła się słowami Papieża Jana Pawła II, który mówi, że każda wojna jest klęską ludzkości. Patrząc na ogrom wojennego cierpienia, tylko człowiek bez serca, z kamienną duszą z kamienną duszą może cieszyć ze zwycięstwa. Najtragiczniejsze są obrazy cierpienia najbardziej niewinnych. Gdy o tym piszę, widzę w relacji z Iraku samochód z trójką zwęglonych dzieci, które ze swoją mamą udawały się na zakupy. Zapewne nie zdążyły ucieszyć się kupionymi zabawkami, bo w drodze dopadła ich rakieta. Nigdy chyba nie zapomnę obrazu zniszczonego przez bombę szpitala i rozszarpanych ciał małych irackich dzieci. Zanim śmierć zajrzała im w oczy, doświadczyły tylko biedy, a ostatnim akordem ich życia było śmiertelne przerażenie, które wchłonęła rozdzierająca niebo eksplozja. Na fotografii, która obiegła cały świat, widać małego chłopca, któremu tym razem udało się wyrwać z objęć śmierci. Na głowie i rękach bandaże, a w oczach łzy, rozpacz i przerażenie. Łzy osuszy pustynny wiatr, a przerażenie zostanie do końca życia. Na innej fotografii żołnierz amerykański trzyma na rękach niemowlę, którego matka została śmiertelnie ugodzona. To dziecko nigdy nie doświadczy jej ciepła i miłości. I jeszcze jedna fotografia: mała, zapłakana, amerykańska dziewczynka trzyma w ręku portret swego taty, żołnierza, który zginął na wojnie. Powiedzą jej, że tatuś to bohater, może być z niego dumna. Ale to nigdy nie zastąpi jej wtulenia się w jego ramiona. Pozostanie na zawsze bolesna tęsknota.
W tych dniach klęski, stając w obliczu ogromnego cierpienia niewinnych, przywołuję w pamięci zdarzenie opisane przez Eliego Wiesela, który był świadkiem egzekucji w obozie koncentracyjnym. Wśród grupy skazanych na szubienicę znalazł się mały chłopiec. Był jednak tak wychudzony, że nawet pętla nie zacisnęła się na jego szyi. Więźniowie patrzyli na powolne konanie chłopca. A jeden z nich zapytał: „Gdzie jest Bóg? Gdzie jest Bóg?” A wtedy Wiesel usłyszał wewnętrzny głos: „Gdzie jest? On jest tutaj. On wisi na szubienicy...” Być może, że Wiesel w tym momencie o tym nie myślał, ale rzeczywiście Bóg zawisł na szubienicy krzyża, abyśmy w jego bliskości mogli się napełnić mądrością i mocą, która z mroku cierpienia i śmierci może nas wydźwignąć do światła, radości i życia. Niedziela Palmowa, zwana także Niedzielą Męki Pańskiej, prowadzi nas pod krzyż, u stóp którego śpiewamy: „W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka. Kto Ciebie, Boże, raz pojąć może, ten nic nie pragnie, ni szuka. Kiedy cierpienie, kiedy zwątpienie serce ci na wskroś przepali; gdy grom sie, zbliża, pospiesz do krzyża, on ciebie wesprze, ocali".
Zbliżamy się, do krzyża z palmami w ręku, na przypomnienie triumfalnego wjazdu do Jerozolimy. Jezus ze swymi uczniami przybywa do świętego miasta na uroczystości Paschy. Przechodzi przez Betanię, tam, gdzie wskrzesił Łazarza.
Zapewne wśród towarzyszącego Mu tłumu są ludzie, którzy pamiętają cudowne wskrzeszenie. Jezusowi towarzyszy niezwykły entuzjazm ludzi. Rozścielają przed Nim, jadącym na osiołku, swoje płaszcze, obcinają gałązki palm i rzucają je pod nogi Jezusa, wołając: „Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Błogosławione królestwo ojca naszego, Dawida, które nadchodzi. Hosanna na wysokościach!" (Mk 11, 9-10). Zapewne wielu widziało w Nim chwałę, króla w wymiarze ziemskim. Lecz Chrystus zdążał ku innej chwale. Królestwa ziemskie przemijają, zaś królestwo Boże, które przynosi Chrystus, trwać będzie wiecznie. Jego prawem jest miłość, która obejmuje nawet wrogów. Wyrazem jej są słowa wypowiedziane na krzyżu. „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Cierpienie Chrystusa jest językiem miłości, która nie zna żadnych granic i uwarunkowań. Ukoronowaniem i uwiarygodnieniem jego sensu jest zwycięstwo zmartwychwstania. Kto zawierzy takiej miłości, jest w stanie budować bardziej ludzki świat. Ma także siłę wzięcia na ramiona własnego cierpienia, które znajdzie swe wyjaśnienie w zmartwychwstaniu Pana.
Jezus, aby być jak najbliżej cierpiących, sam doświadczył różnego rodzaju cierpień. Cierpiał, gdy w Ogrodzie Oliwnym pocił się krwawym potem na myśl o czekającej Go męce. Także wówczas, gdy Judasz Go zdradził, a Piotr się, zaparł.
W wywiadzie dla magazynu „Parade" 15-letni chłopiec mówi: „Nigdy nie miałem prawdziwej rodziny. Nigdy nie widziałem mojego ojca. Jestem zawsze samotny... Czuję zawsze, jakby coś było złego ze mną... Muszę, być zły. Czuję się, jakbym nie istniał, ponieważ nikt mnie nie kocha". Później, w Chrystusie cierpiącym, znalazł oparcie, które zmieniło jego myślenie. W Nim odkrył miłość, która jest w stanie zmierzyć sie, z jego cierpieniem.
Jezus doświadczył cierpienia fizycznego, kiedy był biczowany, cierniem koronowany i krzyżowany. Duchowa więź z cierpiącym Chrystusem była mocą dla dr Sheili Cassidy, która w czasie rozruchów w Chile w latach 70. XX wieku udzielała pomocy medycznej protestującym przeciw rządowi. Zastała aresztowana przez policje, i torturowana. Rozciągnięta jak Jezus na krzyżu cierpiała przez 4 dni ból fizyczny. Wspominając te cierpienia, napisała: „W niewielkim stopniu doświadczyłam cierpień, które znosił Jezus. W czasie tortur czułam, że On jest ze mną, i prosiłam Go, aby mi pomógł przetrwać”. W tej łączności odnalazła sens swoich mąki moc niesienia swego krzyża.
Jezus doświadczył także cierpień duchowych. Przykładem tego mogą być słowa wypowiedziane na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?". Amerykański ksiądz Walter Ciszek 23 lata spędził w rosyjskich lagrach. Potworne warunki obozowe doprowadziły go do załamania, serce jego pogrążyło się w bezgranicznej rozpaczy. W tym krytycznym czasie spoglądał na krzyż i prowadził dialog z Bogiem. „Powiedziałem Bogu, że nie mam już siły, jestem kompletnym bankrutem, a jedyną moją nadzieją jest On sam. Czuję się całkowicie opuszczony. Chciałbym umrzeć". To doświadczenie pomogło mu pełniej zrozumieć słowa Chrystusa: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego" (U 23, 46). Ks. Ciszek wspomina, że te rozmowy z Chrystusem Ukrzyżowanym pomogły mu przetrwać katorgę obozową i włączyć swoje cierpienia w strumień łaski prowadzącej ku zmartwychwstaniu.
Zapewne w tych rozważaniach nie znaleźliśmy gotowej wykładni na temat cierpienia, a szczególnie cierpienia niewinnych. To zrozumienie rodzi się w nas w miarę naszego osobistego wnikania w tajemnicę cierpienia Chrystusa. Ten osobisty wysiłek wprowadza nas w jasność zmartwychwstania. Rosyjska poetka Irina Ratuszyńska spędziła wiele lat w sowieckich obozach pracy. Wspominając te lata, napisała: „Najskuteczniejszą drogą zachowania swego człowieczeństwa w koszmarnych warunkach obozowych było zwracanie uwagi bardziej na cierpienie bliźniego niż na własne". Przez pewną analogię możemy powiedzieć, że najlepszym sposobem zachowania naszego człowieczeństwa i zyskania wieczności jest zgłębianie tajemnicy męki i zmartwychwstania Chrystusa.
 

 
Odsłon : 1429553