|
|
Pragniemy i szukamy doskonalszego świata, gdzie miłość i dobro, sprawiedliwość i piękno, dostatek i pokój, nadzieja i radość byłyby udziałem naszego życia. Ta rzeczywistość jawi sie, przed nami w symbolu biblijnej Ziemi Obiecanej. Zmieniamy miejsca zamieszkania, odbywamy dalekie podróże w poszukiwaniu naszej Ziemi Obiecanej. Wielu spośród tych, wśród których obecnie pracuję, odbyto taką podróż do Stanów Zjednoczonych. Czy odnaleźli oni swoją ziemię? Z pewnością spełniły się tutaj niektóre marzenia. Pozostało jednak pragnienie Ziemi Obiecanej, którego w pełni nie może zaspokoić rzeczywistość materialna. Szukamy zatem naszej wymarzonej ziemi obiecanej w Bogu, w którym jest spełnienie najgłębszych ludzkich tęsknot. Trzy tomy tych rozważań są niejako snopem ewangelicznego światła skierowanym na zwykłą codzienność, aby w niej coraz pełniej odkrywać drogę do bożej Ziemi Obiecanej. Książka liczy str. 330. Wyd. Kuria Metropolitarna w Częstochowie Tygodnik Katolicki „Niedziela” www.ksiegarnia.niedziela.pl |
Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego - Rok B
CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ
A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł także potem Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu. Wszedł wtedy do wnętrza także ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. J 20, 1-9
Radość poranka wielkanocnego można pełniej zrozumieć tylko w świetle doświadczeń jakie niesie ze sobą śmierć. Mogą to być osobiste wspomnienia związane z odejściem naszych bliskich. Myśląc o tym, mamy świadomość, że nawet najgłębsza wiara nie jest w stanie uwolnić nas całkowicie od naturalnego bólu i cierpienia jakie zadaje nam śmierć. Cierpienie jest tym większe, im większa jest nasza miłość do tych, którzy od nas odeszli. Dni znaczone śmiercią są pewnego rodzaju czasem ciemności duchowej, w której szukamy światła, które rozjaśniłoby mrok cierpienia i złagodziło ból rozstania. Pielęgnujemy w naszej pamięci najpiękniejsze wspomnienia o zmarłych, zachowujemy pamiątki i wpatrujemy się w ich fotografie. Na tej drodze chcemy zatrzymać ich przy sobie, ocalić od zapomnienia. Ale to nam nie wystarcza.
Szukamy znaków potwierdzających naszą wiarę i nasze przeczucia, że nasi bliscy zmarli żyją. Szukamy tych znaków także w naszych snach. Spotkałem wielu ludzi, którzy opowiadali sny o swoich bliskich zmarłych. Najczęściej ci co odeszli zapewniali ich , że są szczęśliwi i proszą, aby się o nich zbytnio nie zamartwiać. Takie sny prawie zawsze stają się źródłem umocnienia radosnej nadziei o życiu wiecznym. Łagodzą ból rozstania. Wśród moich rozmówców byli i tacy, którzy byli święcie przekonani, że słyszeli kroki zmarłych, a nawet widzieli ich postać. Byli absolutnie pewni ich obecności. Te przeżycia upewniały ich w radosnej prawdzie, że życie zmienia się, ale się nie kończy. Jedno z takich autentycznych przeżyć opisuje John E. Sumwalt w książce „Lectionary stories”.
Diane miała osiem lat, gdy zginął w wypadku jej dziewięcioletni brat Larry. Byli bardzo ze sobą związani. Bawili się razem, pomagali rodzicom w gospodarstwie. Wszędzie byli razem. Pewnego dnia Diana została zaproszona przez dwie koleżanki na mecz piłkarski. Larry chciał jej towarzyszyć. Ale Diane powiedziała, że jest to mecz dla dziewcząt i nie chcą, aby tam był jakikolwiek chłopiec. Ostatecznie rodzice zadecydowali, że Larry zostanie w domu. Kiedy Diane przybyła na mecz, czekała na nią smutna wiadomość; jej brat zginął po kołami ciągnika, musi wracać do domu. Przy wypadku był obecny ojciec, który nieprzytomnego syna zawiózł do szpitala. W niedługim czasie Larry zmarł. W pierwszej chwili, po otrzymaniu tragicznej wiadomości, Diane pomyślała: „Nie mam teraz nikogo. Wszystko będę robić sama”. Następnie jej serce przeszył ogromny ból poczucia winy: „Gdybym pozwoliła Larremu pójść ze mną na mecz nie doszło by do tego tragicznego wypadku”.
Na trzeci dzień po pogrzebie, w środku nocy Diane obudziła się nagle. Usiadła na łóżku i po przeciwnej stronie pokoju zobaczyła Larrego siedzącego na parapecie okiennym. Kilka minut patrzyli na siebie. „Następnie”- mówi Diane – „Larry zniknął z moich oczu”. O tym zdarzeniu opowiedziała swojej rodzinie. Jak sama mówi: „Nikt nie wątpił w prawdziwość moich słów”. Diane wyznaje, że do tej pory, gdy wspomina to wydarzenie dostaję gęsiej skórki. „Do dzisiejszego dnia, gdy zamknę oczy widzę Larrego w takiej postaci, jakiej mi się ukazał w moim pokoju przed wielu laty”. Gdy zapytamy Diane, co o tym myśli, dlaczego Larry przyszedł do niej, ona odpowiada: „Myślę, że w ten sposób Larry chciał się ze mną pożegnać, a Bóg chciał mi objawić, że mój brat żyje”. To przeżycie było i jest dla Diany źródłem nadziei i cichej radości.
Przeżycia tego typu są bardzo cenne w naszym osobistym życiu. A gdy spoglądamy na nie przez pryzmat radości wielkanocnej, wtedy wydają się być zakotwiczone w jak najbardziej realnej rzeczywistości. Wróćmy zatem myślą do poranka wielkanocnego w Jerozolimie sprzed prawie dwóch tysięcy lat. Uczniowie i przyjaciele Jezusa pogrążeni byli w rozpaczy. Oto ich Mistrz został ukrzyżowany i złożony w grobie. Do pogrążonych w smutku uczniów Chrystusa dociera nieprawdopodobna wieść; Chrystus zmartwychwstał. Nie mogą w to uwierzyć. Maria Magdalena przychodzi o świcie do grobu, aby namaścić ciało Jezusa i widzi kamień, zamykający wejście do grobu odsunięty. W pierwszym odruchu wcale nie myśli o zmartwychwstaniu. Sądzi, że ciało Jezusa zostało zabrane z grobu. I z tą wiadomością przybywa do apostołów: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Nie mniej zdziwieni apostołowie Piotr i Jan biegną do grobu Jezusa. Wchodzą, sprawdzają dokładnie; rzeczywiście grób jest pusty. I dopiero w tedy przypominają sobie słowa Pisma świętego, słowa Jezusa, że On po trzech dniach zmartwychwstanie. Fakt pustego grobu i słowa Pisma świętego wystarczyły św. Janowi, aby uwierzyć w zmartwychwstanie swego Mistrza: „Wszedł wtedy do wnętrza także ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył”. Jednak pusty grób Jezusa, zapowiedzi zmartwychwstania nie dla wszystkich był wystarczającym dowodem, aby uwierzyć, że Chrystus żyje. Dlatego ukazuje się On swoim uczniom wiele razy. Rozmawia z nim, spożywa posiłek, każde dotykać swoich ran.
Tak rodziła się radość wielkanocna. Wyglądało to jak najpiękniejszy sen, ale to nie był sen, to była rzeczywistość, której można było doświadczyć zmysłami. A zatem cieszmy się i radujmy, bo Chrystus zmartwychwstał i my razem z Nim zmartwychwstaniemy.
Z tą radosną nowiną Apostołowie wyruszyli w świat. Z narażeniem życia głoszą prawdę o zmartwychwstaniu, bo czymże jest śmierć w porównaniu z chwałą zmartwychwstania. Święty Piotr w jednym z pierwszych swoich kazań wielkanocnych mówi: „A my jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie. Jego to zabili zawiesiwszy na drzewie krzyża. Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu. On nam rozkazał głosić ludowi i dać świadectwo, że Bóg ustanowił Go sędzią żywych i umarłych” (Dz. 10, 39-41). Apostołowie, głosząc prawdę o zmartwychwstaniu świadczyli o niej swoimi czynami i męczeńską śmiercią.
Dzięki temu świadectwu zapełniamy nasze kościoły w niedzielę wielkanocną, idziemy w rezurekcyjnych procesjach, radośnie i z wiarą śpiewając: „Otrzyjcie już łzy płaczący, żale z serca wyzujcie. Wszyscy w Chrystusa wierzący, weselcie się, radujcie. Bo zmartwychwstał samowładnie, jak przepowiedział dokładnie. Alleluja, alleluja, niechaj zabrzmi: Alleluja”.
Słowo „Alleluja” (hebr. Halle lujah wysławiajmy Jahwe) jest radosnym wezwaniem do wysławienia Boga. Wychwalamy zatem Boga za przedziwną tajemnicę naszego życia, które po ziemskich doświadczeniach i śmierci, w Chrystusie zmartwychwstałym ma szansę spełnienia w wiecznej chwale.
|