|
|
Pragniemy i szukamy doskonalszego świata, gdzie miłość i dobro, sprawiedliwość i piękno, dostatek i pokój, nadzieja i radość byłyby udziałem naszego życia. Ta rzeczywistość jawi sie, przed nami w symbolu biblijnej Ziemi Obiecanej. Zmieniamy miejsca zamieszkania, odbywamy dalekie podróże w poszukiwaniu naszej Ziemi Obiecanej. Wielu spośród tych, wśród których obecnie pracuję, odbyto taką podróż do Stanów Zjednoczonych. Czy odnaleźli oni swoją ziemię? Z pewnością spełniły się tutaj niektóre marzenia. Pozostało jednak pragnienie Ziemi Obiecanej, którego w pełni nie może zaspokoić rzeczywistość materialna. Szukamy zatem naszej wymarzonej ziemi obiecanej w Bogu, w którym jest spełnienie najgłębszych ludzkich tęsknot. Trzy tomy tych rozważań są niejako snopem ewangelicznego światła skierowanym na zwykłą codzienność, aby w niej coraz pełniej odkrywać drogę do bożej Ziemi Obiecanej. Książka liczy str. 330. Wyd. Kuria Metropolitarna w Częstochowie Tygodnik Katolicki „Niedziela” www.ksiegarnia.niedziela.pl |
8 niedziela zwykła - Rok A
„PRZYPATRZCIE SIĘ LILIOM POLNYM”
Dlatego powiadam wam: Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zabierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was martwiąc się może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia. A o odzienie czemu się martwicie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Mt 6, 25-29
Troszczymy się o wiele spraw. Troski, zamartwianie się o przyszłość spędzają nam sen z oczu. Nieraz są tak natarczywe, że zabierają pokój i radość życia. Troskliwość, zapobiegliwość są czymś pozytywnym i potrzebnym w życiu. Jednak są pewne granice w zatroskaniu po przekroczeniu których troska wpływa destruktywnie na życie, a to z dwu zasadniczych powodów. Po pierwsze- zamartwiamy się o wiele spraw, na które nie mamy wpływu, one nie zależą od nas. Możemy się zamartwiać niebezpieczeństwem choroby. Mówimy: W mojej rodzinie wielu zmarło na serce, a zatem ja także jestem narażony i ta myśl nie daje mi spokoju. Myśl o starości niesie wiele niepokoju, chcemy się jak najlepiej zabezpieczyć na te dni. Na pewno trzeba zrobić wszystko, co możliwe, aby mieć zabezpieczenie. Niech cień niedogodności związanych ze starością nie pada na radość, którą Bóg daje nam dzisiaj. Bo może się zdarzyć, że nie zdążymy skorzystać z poczynionych zabezpieczeń. Po drugie- zamartwianie destruktywnie wpływa na życia, gdy człowiek traci proporcje, co w życiu jest najważniejsze. Na przykład troszczy się o sprawy materialne a zaniedbuje duchową sferę życia. Miłość schodzi na któryś tam plan, a później okazuje się, że to ona jest najpotrzebniejsza. Fragment Ewangelii zacytowany na wstępie mówi o radości życia, która staje się udziałem człowieka, gdy rozwiązuje on problem zatroskania, zamartwienia w łączności z Bogiem.
Z przeprowadzonych badań wynika, że 45 % ludzi stawia na pierwszym miejscu zatroskanie o pieniądze, dobra materialne, 39 % zamartwia się z powodu innych ludzi , dla 32 % ludzi problemem zdrowia jest zasadniczą troską, 20% zamartwia się egzaminami i 15 % utratą pracy. O te wszystkie rzeczy trzeba się troszczyć, ale gdy ta troska zabiera nam radość życia i przesłania Boga, to znaczy że przekroczyliśmy krytyczną granicę, za którą troska destrukcyjnie wpływa na nasze życie. Powyższe dane wykazują, że na pierwsze miejsce wysuwa się troska o pieniądze, zabezpieczenie materialne. Niektórzy sądzą, że gdyby tak zabezpieczyć się materialnie, na przykład zgarnąć główną wygraną w lotto, to wtedy wszystkie problemy byłyby rozwiązanie. Nie byłoby żadnych trosk. Mając pieniądze można lepiej zadbać o swoje zdrowie, korzystać z gabinetów odnowy biologicznej, a i przyjaciół także by nie brakowało. Jest bardzo złudne myślenie. Szczególnie zdają sobie z tego ci którzy umierając zostawiają swoim dzieciom tylko bogactwo materialne. Jedna z pielęgniarek Irena wspomina zmarłego, którym się opiekowała w szpitalu. Po jego śmierci wstąpiła do domu pogrzebowego, aby pomodlić się za niedawnego jej pacjenta. Zapytała rodzinę o godzinę śmierci zmarłego. Nikt z rodziny nie wiedział, bo nikogo nie było przy nim, gdy konał. Zmarły troszczył się o zapewnienie przyszłości materialnej swoim dzieciom. Udało mu się to; zostawił im ogromna fortunę. Nie zostawił im jednak tego, co jest najważniejsze w życiu, i to czego najbardziej potrzebował w chwili śmierci. Nie ubogacił ich miłością, która by wciągnęła rękę do niego, gładziła czoło zroszone przedśmiertelnym potem.
Ilustracją złudności przekonań, że dobra materialne mogą usunąć troski i uczynić człowieka szczęśliwym jest historia o mitycznym królu Midasie, który był bogaty, ale chciał mieć jeszcze więcej. Kochał on złoto prawie na równi ze swoją córką Marigold. Pewnego razu powiedział: „Chciałbym, aby wszystko czego się dotknę stawało się złotem”. Jakże był zaskoczony, gdy rankiem się obudził i zauważył, że całe jego łoże, pościel mieni się złotem. Król biegał od pokoju do pokoju dotykał wszystkiego, a serce jego rozpierało szczęście, gdy widział jak wszystko zmienia się złoto. Siadł do śniadania i wszystko czego dotknął stawało się złotem. „Co ja teraz zrobię”- pomyślał król. Gdy tak rozmyślał przybiega z płaczem jego córka: „Tatusiu, nasze cudowne kwiaty w ogrodzie stały się złotem”. Ojciec delikatnie ją przytulił, a wtedy córeczka zmieniał się posąg złota. Król był zrozpaczony, zobaczył jak zgubna była żądza posiadania złota. „Obym nigdy nie miał takiej zdolności”- lamentował. Na zawodzenie króla zjawił się młodzieniec, który powiedział: „Jeśli chcesz utracić tę zdolność, to idź i wykąp się w rzece”. Król uczynił to natychmiast. Jakże był szczęśliwy, gdy wszystko powróciło do poprzedniego stanu.
Miłość jest antidotum na wszystkie trosk, daje poczucie szczęścia i radości. Nieraz ogarnia mnie wzruszenie, gdy słyszę opowieści małżonków, którzy stają w obliczu śmierci. Oto ostatni przypadek. Mariana siedziała dzień i noc przy umierającym na raka mężu. Rozmawiają o jego odejściu do wieczności. Towarzyszy im ból umierania, ale to nie on dominuje. Najważniejsza jest miłość, wnosi ona wiele pokoju i czyni te chwile świętymi. Towarzyszy im miłość małżeńska, która splata z czułością ręce, gładzi czoło i mówi najpiękniejszymi słowami. Ta miłość ma oparcie w miłości bożej, która jest silniejsza aniżeli śmierć. Kto jej zaufa do końca, żadna troska, nawet ta związana z umieraniem nie przygniecie go do ziemi. Prorok Izajasz mówi, że boża miłość nigdy nie opuści człowieka. Mówi o tym w kontekście bezgranicznej miłości matczynej. „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iż 49, 14-15).
Chrystus mówi o miłości bożej i Jego opatrzności przez przepiękne porównania wzięte z przyrody. „Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zabierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich”. Zróbmy zatem co w naszej mocy, aby uczynić życie szczęśliwszym i piękniejszym, a resztę zostawmy Bogu. On się o nas troszczy, a szczególnie wtedy, gdy czujemy się zagubieni. A patki powietrze i lilie polne niech będą przypomnieniem tej miłości. Przepięknie pisze o tym poeta, prozaik, filozof Rabindranath Tagore. Amadeusz z miłością i współczuciem patrzył na dziko rosnące kwiaty. Uważał, że nikt się o nie troszczy, że są zaniedbane. Zbudował zatem dla nich wspaniałą szklarnię. Następnie, delikatnie wykopywał kwiaty z łąk i lasów i przesadzał je do swojej kwiaciarni. Szklarnia mieniła się kolorami tęczy, a zapachy przyprawiały o zawrót głowy. Amadeusz był zadowolony ze swego dzieła. Pewnego razu jednak zauważył, że kwiaty nie są zbyt szczęśliwe. „Co za problem?”- zapytał. „Nie chcemy, abyś myślał, że jesteśmy niewdzięczne, ale sądzimy, że nasze miejsce jest na łąkach, polach i w lasach”- odpowiedział fiolek. „Nie mogę tego zrozumieć”- odpowiedział głęboko urażony miłośnik kwiatów. „To jest tak. My wierzymy, że Bóg wyznaczył nam zadanie do spełnienia na tym świecie”- dodaje pierwiosnek. „Jakie zadanie?- pyta Amadeusz. „Mamy być świadkami bożej opieki nad całym stworzeniem. Czy to nie o nas mówi Pan, gdy kieruje swoje słowa do ludzi: Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich?” Amadeusz pomyślał chwilę i powiedział: „Macie absolutną rację”. Miłośnik kwiatów przesadził dzikie kwiaty w ich naturalne środowisko, aby były świadkami Bożej opatrzności.
Zakończmy te rozważania modlitwą: Boże spraw, abym zawsze pamiętał, że nic takiego nie może się wydarzyć w moim życiu, czemu bym nie sprostał w łączności z Tobą. |